Odrzucenie Alfy

Odrzucenie Alfy

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 4: Szkolenie
Autor: Aeliana Moreau
2 mar 2026
Dom był pogrążony w martwej ciszy, kiedy Sienna zakradła się po rozklekotanych schodach, stąpając lekko i bezszelestnie otwierając drzwi do piwnicy. Wszystkie światła były zgaszone i była niemal pewna, że domownicy smacznie śpią. Chociaż Alfa Kent miał w zwyczaju przesiadywać przynajmniej do pierwszej w nocy, dochodziła już za kwadrans trzecia, kiedy Sienna wymknęła się tylnymi drzwiami. Nocne powietrze było orzeźwiające. Zapach unoszącej się w powietrzu jesieni wypełnił jej płuca. Zatrzymała się na ułamek sekundy, by się nim rozkoszować, po czym ruszyła w dalszą drogę, trzymając się cieni pomimo świadomości, że o tej porze na patrolu będzie zaledwie garstka wilków. To, że dzięki ich ustalonym trasom dokładnie wiedziała, gdzie będą w danym momencie, pomagało upewnić się, że nie zostanie złapana. Pięciominutowy trucht wystarczył, by dotrzeć do siłowni, miejsca, którego Siennie nie wolno było odwiedzać. Drzwi były uchylone. Wąska smuga światła przedzierała się przez szczelinę, dając jej znak, że wejście jest w tym momencie bezpieczne. Gdyby Alfa Kent lub ktokolwiek inny z przywódców dowiedział się, że tu jest, zostałaby surowo ukarana, musiała więc zaufać tej smudze światła i mężczyźnie, który zostawił dla niej otwarte drzwi. Sienna weszła i zamknęła za sobą drzwi, oddychając z ulgą, że udało jej się zajść tak daleko, nie dając się złapać. Setki poprzednich razy, kiedy to robiła, zdołała dotrzeć na siłownię i z powrotem bez wiedzy rodziny Alfy, ale to nie znaczyło, że szansa na złapanie zawsze nie istniała. Gdy Sienna wkroczyła na siłownię, z cieni obok rzędu worków treningowych wyłoniła się jakaś postać. Na jej twarzy wykwitł uśmiech, gdy spojrzała na jedyną osobę na świecie, którą uważała za przyjaciela. Choć to też prawdopodobnie było lekkim nadużyciem, skoro Joel Campos publicznie równie chętnie by na nią napluł i wyzwał od najgorszych, co każdy inny. Ale teraz tu był, głównie dlatego, że jak sam mawiał, lubił wyzwania, a także dlatego, że jego ojciec, Beta Manuel, nienawidziłby faktu, że Joel ćwiczy z Sienną. A ponieważ Joel i Manny za sobą nie przepadali, był to jeden ze sposobów, w jaki Joel mógł zrobić na złość staruszkowi. Sienny nie obchodziło, jakie miał ku temu powody. Kiedy zaoferował jej pomoc w godzinnym treningu każdej nocy, przystała na to. Oznaczało to dla niej mniej snu, ale było warto. Gdyby nie Joel, utknęłaby w tej dziurze na zawsze. – Gotowa? – zapytał Joel. Nigdy nie mówił do Sienny więcej niż kilka słów, a ona w ogóle starała się nie odzywać. Chciała po prostu pracować, stawać się silniejsza i wyrwać się z Grzmiącego Księżyca tak szybko, jak to tylko możliwe. Sienna skinęła głową, dając znać, że jest gotowa. Joel przytrzymał dla niej worek, podczas gdy ona rozpoczęła swoją rutynę ciosów, uderzeń i kopnięć. Nigdy nie traciła czasu na zakładanie rękawic. Przez większość czasu jej knykcie goiły się na tyle szybko, że zanim zaczynała swoje poranne obowiązki za kilka godzin, nie było po nich nawet śladu, a wszystko to dzięki jej wilczej krwi zmiennokształtnej. Nie żeby pozwalano jej się przemieniać, ale to była zupełnie inna sprawa. Wyprowadzając cios prawą ręką, mocno uderzyła w worek, by poprawić lewym sierpowym, po czym uwolniła serię prostych i wylądowała kilka kopnięć z każdej nogi. Joel zachęcał ją, chwaląc, gdy radziła sobie dobrze, a potem pomagał jej poprawić formę, kiedy tego potrzebowała. Kiedy wykrzykiwał do niej sugestie, zdawał się zapominać, z kim rozmawia, i traktował Siennę tak, jakby trenował każdego innego wilka, co było dobre. Miło było przez chwilę wydawać się kimś normalnym, a nie wyrzutkiem. Kiedy skończyła z workiem treningowym, przeszli do sparingu. Joel był od niej wyższy o co najmniej trzydzieści centymetrów i miał nabrzmiałe mięśnie. Kiedy po raz pierwszy zaczęli ten etap jej treningu, Sienna za każdym razem kończyła leżąc płasko na plecach. Teraz przez większość czasu była w stanie wykorzystać swoją prędkość i zwinność, by unikać jego ruchów. Był silniejszy, ale ona była lekka na nogach i szybka. Jej serce tłukło się w piersi, gdy jego stopa poszybowała prosto w jej twarz, zbliżając się na tyle, że widziała ślady na podeszwie. Zrobiła unik i podcięła mu nogę, na której opierał ciężar ciała. Joel z głuchym łoskotem uderzył w ziemię. – Cholera, mała, robisz się coraz szybsza – powiedział, podskakując i rozcierając biodro. Zawsze nazywał ją jakoś inaczej niż po imieniu, na wypadek, gdyby ktoś obok przechodził i ich usłyszał. Zaatakował ponownie, tym razem prawym sierpowym. Sienna odskoczyła w bok i wyprowadziła cios z lewej, uderzając go w brzuch, zanim zdołał zablokować jej cios. Z Joela uleciało powietrze i chwiejnym krokiem cofnął się do tyłu. Instynkt podpowiadał jej, by zadać kolejny cios, ale Sienna się powstrzymała, przypominając sobie, że był jej trenerem i nie było powodu, by robić mu krzywdę. Była z siebie dumna, że udało jej się zadać dwa udane trafienia z rzędu. – Przeszłaś długą drogę, mała – powiedział, biorąc sekundę na dojście do siebie. – Nie jestem pewien, czy jest jeszcze coś, co mogę zrobić, żeby ci pomóc. Sienna przez chwilę wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, podczas gdy on przeczesał dłonią ciemne włosy i wciągnął głęboki wdech. Myśl o tym, że Joel mógłby odmówić jej dalszej pomocy, była niepokojąca. – Proszę – powiedziała głosem nie głośniejszym od szeptu. – Potrzebuję, żebyś mi nadal pomagał. – Jesteś już teraz taka silna. Chociaż wcale na to nie wyglądasz. Nadal masz ręce i nogi jak patyki, ale zbliżasz się do celu. I twoja prędkość. Jasna cholera, jesteś szybka! – Ale... bycie samotnym wilkiem jest trudne, Joel. Będę tam zupełnie sama. – Myśli o tym, co może na nią czekać w lesie po opuszczeniu stada, przerażały ją. Sienna wiedziała, że to i tak musi być lepsze od życia, które prowadziła teraz, ale wciąż będzie ciężko. Mogła znaleźć inne stado, które by ją przyjęło, ale większość Alfów potraktowałaby ją tak samo, jak Alfa Kent, ponieważ nie należała do ich sfory. Nie pasowała nigdzie. Przez chwilę w jej umyśle pojawiła się iskierka nadziei, gdy zastanawiała się, czy istnieje możliwość, by odnalazła swojego tatę. Został wygnany jako samotny wilk w noc jej narodzin i zakazano mu powrotu. Od tamtej pory nikt o nim nie słyszał. W tych rzadkich momentach, kiedy pozwalała sobie na marzenia, myślała o nim, zastanawiając się, jak by to było znów się z nim połączyć. W innych rzadkich przypadkach łapała się na marzeniach o mężczyźnie stojącym przed nią, ale to nigdy nie trwało dłużej niż kilka sekund, dopóki nie wyrzucała tych myśli z głowy. Joel był na tyle miły, że ją trenował, ale nie był nią zainteresowany romantycznie. Nikt nie był. I nikt nigdy nie będzie. – Dobra, zróbmy trochę ciężarów, a potem lepiej zmykaj pod prysznic i wracaj do domu, zanim obudzi się Alfa – zarządził Joel, wciąż pocierając bok. Sienna pokiwała głową, mając nadzieję, że fakt, iż zmienił temat, oznaczał, że nadal będzie ją trenował. Gdy zaczęła od ćwiczeń na prasie do nóg, zdała sobie sprawę, że może wcale nie mieć znaczenia to, czy i tak odmówi dalszych treningów. Wkrótce miała wyjechać z Jenną na bal. Postanowiła, że kiedy wróci, to właśnie wtedy podejmie próbę ucieczki. Więc jej czas z Joelem i tak był ograniczony. Asekuracja, którą zapewniał, gdy przeszła do sztangi, sprawiła, że w jej płuca uderzył jego męski zapach. Robiła, co w jej mocy, by go nie wdychać. I tak poprosiła go już o tak wiele, więc wymaganie od niego, by porzucił dla niej swoje życie tutaj, jako syn Bety, byłoby absurdem. Poza tym kręcił się z Jenną i jej znajomymi. Publicznie Sienna była dla niego niczym pies żyjący na ulicy, dokładnie tak samo jak dla wszystkich innych. Pewnego dnia stanie się bardziej dzikim wilkiem z lasu. Gdy robiła przysiady z ciężarem wynoszącym ponad trzykrotność wagi jej własnego ciała, musiała modlić się do Księżycowej Bogini, by była gotowa na wszystkie wyzwania, z jakimi wiązało się takie życie. Z pewnością będzie to trudna egzystencja, ale wolałaby zaryzykować starcie z dzikimi drapieżnikami w lesie, niż nadal żyć z jadowitymi wężami, które zajmowały miejsce nazywane przez nią obecnie domem. Zwierzęta przynajmniej działały instynktownie i nie mogły nic na to poradzić. Alfa i jego rodzina byli po prostu na wskroś źli.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: Szkolenie – Odrzucenie Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka