– Wszystkiego najlepszego, Alex! – przywitała mnie Layla z szerokim uśmiechem na twarzy, gdy tylko się obudziłam. Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
– Dzięki. Tobie też wszystkiego najlepszego, Laylo!
Uśmiechnęła się, a jej oczy błyszczały, gdy mnie przytulała. – Dzięki. W końcu mamy osiemnastkę!
– Tak. – Wyrwałam się z uścisku i uszczypnęłam ją w nos. Nadęła policzki.
– Bierzmy się do sprzątania. – Nadęła się jeszcze bardziej. – Nie możemy mieć dnia wolnego? – mruknęła leniwie.
Wstałyśmy, a ja rozczesałam moje potargane włosy, po czym znów upięłam je w kok. Moje brązowe, kręcone włosy były bardzo przesuszone, bo przez długi czas po wrzuceniu do stodoły nie używałam żadnego szamponu. Dopiero innej nocy odważyłam się ukraść szampon i odżywkę z domu watahy, bo moje włosy były całkowicie splątane i puszące się.
Wyciągnęłam mopa, ścierkę i wiadro z wodą, po czym weszłam do domu watahy, by sprzątać. Przydzielili Laylę do sprzątania jadalni, podczas gdy mnie kazali wysprzątać cały salon i klatkę schodową. Było jeszcze wcześnie, więc nikt nie wstał, co mnie cieszyło. Mam nadzieję, że wyjdą dopiero, jak skończę.
Ale myliłam się. Jason zszedł po schodach z zadowolonym wyrazem twarzy, gdy mnie zobaczył.
– Hej, dziwaczko! Posprzątaj później mój pokój! – Tylko skinęłam głową bez narzekania. Mam dość gównianego zachowania Jasona.
– Jesteś obrzydliwa. Co za bezużyteczny śmieć! – powiedział, drwiąc ze mnie z odrazą. Zacisnęłam zęby, ściskając kurczowo ścierkę, którą trzymałam, próbując powstrzymać się od pyskowania. Nie chcę, żeby znowu mnie pobił, bo przysięgam, że oddam mu i nie będę mogła się dłużej powstrzymać. Poza tym nie mogę ryzykować, że moja przykrywka zostanie zdemaskowana tylko przez moją irytację. Jęknęłam jedynie z niezadowolenia. Jakże chciałabym zetrzeć ten irytujący uśmieszek z jego ust. Sprzątałam dalej, nie zwracając uwagi na Jasona. Na szczęście poszedł do kuchni, pewnie po kawę, co robił każdego ranka.
Około pięć minut później Alfa Rick zszedł po schodach i spojrzał na mnie z niesmakiem.
– Mamy dziś gości wieczorem. Lepiej, żebym nie widział ani drobiny kurzu, rozumiesz, omego? – powiedział, a ja skinęłam głową.
– Tak, Alfo... – odpowiedziałam uległym tonem.
Nic nie odpowiedział i poszedł w stronę jadalni. Westchnęłam i nie mogłam powstrzymać się od patrzenia na niego z pogardą. Uspokoiłam się, gdy poczułam, że moje oczy zaczynają powoli świecić. Jedyne, co mogłam teraz zrobić, to wypuścić sfrustrowane westchnienie. To ja jestem prawdziwą Alfą, a nie on, i też nie Liza. Bałam się ukrywania prawdziwej siebie. Ale ukrywanie się jest dla mojego bezpieczeństwa. Muszę dziś znaleźć mojego przeznaczonego, bez względu na wszystko. W końcu mam osiemnaście lat, więc mogę zrobić wszystko, jeśli znajdę partnera, który mnie ochroni i wyciągnie stąd. Cóż, mam tylko nadzieję, że to zrobi.
Westchnęłam, kończąc mycie podłogi, po czym podeszłam do schodów, by wyczyścić kafelki i poręcze.
– Obrzydliwe – odezwał się ktoś na szczycie schodów i była to Liza, ta suka. Zignorowałam ją i sprzątałam dalej. – Lepiej, żebym nie widziała ani pyłku, suko, bo dzisiaj przyjeżdża Alfa Azrael, rozumiesz?? – powiedziała, unosząc brew, a ja tylko skinęłam głową, by przestała gderać. Przewróciła oczami i prychnęła, po czym zaczęła schodzić po schodach. Ja też przewróciłam oczami z irytacji. Jaki ojciec, taka córka. Mam nadzieję, że poślizgnie się na schodach.
– Ała! – Spojrzałam na Lizę, gdy usłyszałam jej stęknięcie. Czyżby uderzyła tyłkiem o podłogę? Oczy mi się rozszerzyły. Poślizgnęła się? Pff.
– Śmiejesz się ze mnie, suko?! – powiedziała ostro, po czym wstała gwałtownie, posyłając mi wściekłe spojrzenie.
– J-ja nie! – powiedziałam.
Ale w mgnieniu oka zawarczała i zaatakowała mnie. Skrzywiłam się z bólu, czując, jak krew sączy się z moich ramion przez jej silny uścisk, gdy jej pazury wbiły się w moją skórę. Potem uderzyła mnie kilka razy w twarz. Cholera, to bolało. Nie płakałam. Nie dam jej tej satysfakcji. Uderzała mnie raz za razem. Tylko stękałam z bólu. Chciałam oddać, ale nie mogłam. Czułam już smak krwi w ustach. Kopnęła mnie w brzuch i szarpnęła za włosy, po czym uderzyła mnie w twarz wielokrotnie, tłukąc mnie niemiłosiernie. Czułam, że leci mi krew z nosa, ale byłam zbyt odrętwiała, by czuć jeszcze ból.
Ostatnie kopnięcie i uderzyłam o podłogę. Wyplułam trochę krwi i stęknęłam. Liza oddychała ciężko ze złości, patrząc na mnie z obrzydzeniem. Potem odeszła, mamrocząc coś pod nosem.
Westchnęłam i wstałam, by zetrzeć krew rozbryzganą na podłodze. Moją krew. Zacisnęłam pięść. Pewnego dnia za to zapłacisz, Lizo.
Gdy skończyłam sprzątać, wróciłam do stodoły, by zmienić zakrwawione ubranie. Moje rany szybko się goiły, czego się spodziewałam. Layla nie wiedziała, że Liza mnie dręczyła, i nie pozwolę jej zobaczyć mnie tak dotkliwie pobitej. Poszłam nad jezioro i wpatrywałam się w wodę. Nie mogę tego dłużej znieść. Muszę wydostać się z tego miejsca. I nie obchodzi mnie, dokąd pójdę. Ta wataha mnie nie chce, a ja nie będę się już narzucać.
Rozpuściłam włosy i przeczesałam je palcami. Siedziałam nad jeziorem ponad godzinę, myśląc o tym, jak potoczyło się moje życie. Dlaczego musiałam urodzić się inna? Dlaczego nie jako zwykły wilk?
I nie rozumiem, dlaczego mam świecące, złocisto-białe futro. Tak, moje futro świeciło za każdym razem, gdy przemieniałam się w pełną wilczą postać. Nawet moje oczy były dziwne. Nie widziałam nikogo, komu oczy świeciłyby tak jasno w ciemności, oprócz mnie. Dodatkowo mam silny zapach. I wyczuwam Laylę idącą w moją stronę, może zastanawia się, dlaczego znowu tu jestem. Cieszę się, że moje rany zagoiły się szybko.
– Alex! Tu jesteś! Szukałam cię wszędzie! Czy coś się stało? – zapytała, nieco zaniepokojona.
Wymusiłam uśmiech. – Jestem po prostu zmęczona – powiedziałam, a ona spojrzała na mnie ze smutkiem.
Powiedziała: – Jesteś smutna. Pamiętasz o nich? – miała na myśli moich rodziców. Westchnęłam i skinęłam głową.
– Tak bardzo za nimi tęsknię – powiedziałam, wpatrując się w wodę. Mruknęła i dodała: – Ja też tęsknię za rodzicami. Jak by to było, gdyby nasi rodzice żyli? – Tylko wzruszyłam ramionami. Na pewno nie byłabym w tym piekle.
– Mam trochę ciastek – powiedziała Layla, uśmiechając się, po czym podała mi paczkę.
– Skąd to masz? – zapytałam, patrząc na ciastka.
– Beta Lucian mi dał. Powiedział, że to dla nas. – Skinęłam głową i uśmiechnęłam się. Czyżby Beta Lucian pamiętał o naszych urodzinach?
– Słyszałam, że dzisiaj przyjeżdżają goście z wrogiej watahy. Krążą plotki, że planują zjednoczyć oba stada. Ale jestem pewna, że kryje się za tym jakieś tajne porozumienie. – Skinęłam głową na znak zgody. Myślałam o tym samym. Wataha Pasterzy była naszym rywalem, odkąd pamiętam. Zastanawiam się, skąd te nagłe zmiany.
Layla i ja zostałyśmy dłużej nad jeziorem, rozmawiając o wszystkim. Opowiedziałam jej jednak o moim planie ucieczki. Nie poparła go, bo przerażały ją konsekwencje złapania. Nie mogłam jej winić. Dorastała w strachu przed całą watahą, myśląc, że zjedzą ją żywcem. Ale nie mogłam zostawić Layli tutaj. Jest moją jedyną rodziną. Więc kiedy nadejdzie czas, powiem jej o sobie. Pokażę jej mojego wilka.
„Jesteś pewna?” – odezwała się moja wilczyca.
„Jestem pewna, Xandro” – odpowiedziałam.
„A co, jeśli wpadnie w szał?”
Nie odpowiedziałam jej. Nie dowiem się na pewno, jeśli nie spróbuję.
– Chodź, wracajmy do stodoły – powiedziała Layla, po czym wstała.
Szłyśmy do stodoły, rozmawiając trochę, choć o bzdurach. Gdy dotarłyśmy na miejsce, położyłyśmy się na wstrętnym materacu i zdrzemnęłyśmy się. Godzinę później poczułam się nieswojo. Wyczułam silny, odurzający zapach i moc wokół domu watahy. Serce waliło mi z niecierpliwości. Ten nieznany, upajający aromat wypełnił moje nozdrza, niemal doprowadzając mnie do szaleństwa. Wyszłam ze stodoły, uważając, by nie obudzić Layli. Szłam dalej, próbując znaleźć źródło tego zapachu. I czułam, że prowadzi w stronę domu watahy, ale nie wolno mi tam teraz wchodzić.
Minutę później podszedł do mnie wysoki, przystojny mężczyzna. Nasze spojrzenia się spotkały. Moja wilczyca hiperwentylowała i krzyczała we mnie.
„Przeznaczony. Przeznaczony. Przeznaczony”.
On jest moim przeznaczonym. Ten wysoki, przystojny mężczyzna jest moim partnerem! Wpatrywał się w moje oczy, marszcząc brwi, po czym zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. – Przeznaczona – wydusił.
– Przeznaczony – odpowiedziałam.
















