Kaelen, rzadki męski omega, wierzył, że jego los został przesądzony w chwili, gdy odkrył, że jego prawdziwym partnerem jest Vance – przyszły alfa jego stada. Jednak władza, chciwość i intrygi ojca zniszczyły wszystko. Wciągnięty podstępem w zaaranżowany sojusz, Vance naznaczył inną kobietę, rozrywając ich więź i zostawiając Kaelena ze złamanym sercem. Odrzucony i zrozpaczony, Kaelen decyduje się na ucieczkę, porzucając swoje imię i dotychczasowe życie. Zagubiony, wycieńczony i uciekający przed cierpieniem, trafia przypadkiem na terytorium Solaris-Lune – ukrytego, legendarnego stada, które rzekomo zostało zgładzone przed wiekami. Tutaj męskie omegi nie są traktowane jak słabe, uległe maszyny do rodzenia. Są wojownikami. Są równi innym. A co najważniejsze, członkowie tego stada posiadają nadprzyrodzone moce wykraczające poza wszelkie wyobrażenia. Wtedy pojawia się Alfa Vaxen: obłędnie przystojny, zaciekle opiekuńczy, dysponujący przerażającą siłą i darem czytania w myślach. Choć wciąż opłakuje stratę własnej partnerki, Vaxen natychmiast rozpoznaje Kaelena. Nie tylko jako uciekiniera, ale jako dar od Bogini Księżyca – swoją drugą szansę na miłość. Podczas gdy Kaelen odkrywa w sobie uśpione zdolności uzdrawiania i przyjmuje rolę męskiej Luny najpotężniejszego, tajnego stada na świecie, przeszłość odmawia pozostania w zapomnieniu. Jego bezwzględny były alfa planuje brutalną wojnę, by podbić świat wilkołaków, nie zdając sobie sprawy, jakiego potwora właśnie budzi. Myśleli, że Kaelen jest tylko bezużyteczną omegą-uciekinierem. Nie mają pojęcia, że stoi teraz na czele armii super-wilków jako ich Luna. A jego Alfa rozszarpie każdego, kto odważy się choćby spojrzeć na jego partnera.

Pierwszy Rozdział

Jak długo już biegnę? Nie pamiętam. Nie mogę się jednak teraz zatrzymać. Muszę biec dalej. Muszę znaleźć się jak najdalej stąd. Moje łapy uderzają o leśną ściółkę, gdy gnam wokół drzewa i przeskakuję nad powalonym pniem. Z każdym krokiem skurcze w nogach przybierają na sile, ale nie mogę teraz zwracać na to uwagi. Muszę uciec. Z determinacją w oczach skupiam wzrok na terenie przede mną. Moja ucieczka o mało nie zakończyła się gwałtownie kilka minut temu, gdy na moment spuściłem wzrok ze ścieżki i niemal uderzyłem w pień drzewa. Dobrze, że mój wilk ma niezły refleks. Wciąż nie mogę uwierzyć, że mogłem być tak głupi. O czym ja myślałem? Ach, tak. Miałem nadzieję, że kiedy mój mate skończy osiemnaście lat i wreszcie będzie mógł poczuć moją obecność, pokocha mnie i naznaczy. Co za kpina. Od moich osiemnastych urodzin, czyli już od dwóch lat, wiem, że jedyną osobą, której nienawidziłem przez ten czas, jest właśnie on. Jednak będąc tchórzem, nie powiedziałem mu o tym. Cóż, nie pomagał fakt, że nieustannie mi dokuczał i mnie poniżał. Poza tym nie miałem dość odwagi, by podejść do syna alfy i ogłosić, że jest moim przeznaczonym. Wszyscy by mnie wyśmiali, więc trzymałem język za zębami. Nigdy jednak nie spodziewałbym się tego, co wydarzyło się kilka dni temu. Na samą myśl o tym boli mnie serce. Nie. Muszę zapomnieć. Muszę iść naprzód. Mój wilk skomle. Mimo że mój mate mnie nie naznaczył, mój wilk już wie, kto jest nam przeznaczony, i wciąż go pragnie. Jednak to się już nigdy nie stanie. Ech… Muszę biec dalej. Gdy wbiegam na szczyt wzgórza, mój wzrok nagle przykuwa łuna przebijająca się przez drzewa na horyzoncie. Tak. W końcu dotarłem do dużego miasta. Powinien być tu dworzec autobusowy, a ja pojadę tak daleko, jak tylko mnie zawiezie. Teraz muszę po prostu wmieszać się w ludzi i nie dać się odkryć. Dam radę. Nagle odzyskuję wigor i z nową energią ruszam przed siebie. Powinienem dotrzeć do miasta przed świtem. Wszystko, czego potrzebuję, to coś do jedzenia i miejsce, by się umyć. Wtedy zacznę nowe życie. *** Siedzę na tylnym siedzeniu autobusu. Po raz pierwszy od dwóch lat w końcu mam nadzieję. Serce wciąż mnie boli, a mój wilk nadal chce wracać do watahy, ale wiem, że to już niemożliwe. Jestem pewien, że ojciec mnie szuka, i właśnie dlatego muszę znaleźć się jak najdalej od stada. Na pewno próbował skontaktować się z innymi watahami, ale nie mogę pozwolić, by poznali moje prawdziwe imię. Od teraz Kaelen nie istnieje. Umarł w chwili, gdy opuściłem watahę. Pozostała tylko nowa osoba, którą stworzyłem. Witaj w moim nowym życiu, Shane. Wzdycham, odwracając głowę i spoglądając przez okno. Przyszłość niesie wiele niepewności, ale nie mogę pozwolić, by to kontrolowało moje życie. Po raz pierwszy muszę żyć dla siebie. Nie dla rodziców. Nie dla mojego mate’a. Nie dla nazwiska. Nie. Teraz będę żył tylko dla siebie. Mam nadzieję, że Bogini Księżyca jest po mojej stronie. Jeśli tak, poprowadzi mnie do miejsca, w którym powinienem być i gdzie będę mógł się uleczyć. Pewnego dnia znów będę sobą w stu procentach. Dopiero wtedy wyjdę z ukrycia, ale nie wcześniej. Nawet nie wiem, czy tam, dokąd jadę, są w ogóle wilkołaki. Ojciec nigdy nie wspominał o tamtych rejonach. Cóż, to dość daleko od mojej watahy, a my nigdy nie mieliśmy układów z żadnym stadem w tamtej okolicy. Mogę więc tylko przypuszczać, że w tamtą stronę nikogo nie ma, i właśnie dlatego tam zmierzam. Od teraz będę żył jak człowiek. Chodziłem do college’u przez kilka lat. Teraz jednak nie wrócę, i co zaskakujące, nie mam z tym problemu. Cóż, pewnie fakt, że mój mate zaczyna tam naukę w przyszłym semestrze, pomaga mi w decyzji o rezygnacji. Ech… Muszę przestać o nim myśleć. Gdy autobus rusza i rusza w drogę, obserwuję krajobraz, który powoli zaczyna się rozmywać za oknem, i po raz pierwszy w życiu zastanawiam się, co chcę zrobić ze swoją przyszłością. Nic mnie już nie trzyma. Najpierw muszę znaleźć pracę, a potem może pomyślę o powrocie na studia. Czy w tej okolicy jest w ogóle jakaś uczelnia? Pewnie tak. Sprawdzę to, gdy już dotrę na miejsce. Gdy tak rozmyślam o możliwościach, powieki powoli mi opadają i szybko pogrążam się we śnie. *** — Hej. Proszę pana. Trzeba się obudzić. Jesteśmy na końcowym przystanku. Co? Ktoś szturcha mnie w ramię, a ja powoli otwieram oczy. O, ciało mam całe zdrętwiałe. Jak długo spałem? CHOLERA!! Czy przegapiłem swój przystanek? Gwałtownie podnoszę głowę i patrzę na kierowcę autobusu. — Gdzie jesteśmy? Miałem wysiąść… Starszy pan uśmiecha się i przerywa mi. — Wyglądałeś na tak zmęczonego, że nie chciałem cię budzić. Nawet teraz pozwoliłem ci spać w autobusie przez kilka godzin, ale czas, bym wracał do domu. Musisz już wysiąść. Wyjąłem twoją torbę z luku bagażowego i postawiłem obok autobusu. Czekaj! Przegapiłem swój przystanek. Nawet nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem, co powiedzieć. Mój umysł zaczyna jednak nagle pracować, a ja mruczę: — Czy jest tu w ogóle jakieś miejsce, gdzie można znaleźć pracę albo coś zjeść? Nawet nie wiem, gdzie będę dzisiaj spał. Kierowca autobusu delikatnie klepie mnie po ramieniu i odpowiada łagodnie: — Nie martw się o to. Możesz iść ze mną do domu watahy, a tam coś uradzimy. Porozmawiam z alfą i zobaczę, czy pozwoli ci zostać z nami. Czy on właśnie powiedział „dom watahy” i „alfa”? Po raz pierwszy po przebudzeniu naprawdę przyglądam się twarzy kierowcy. To pierwszy raz od lat, kiedy spotykam się z tak ciepłym uśmiechem. Kilka siwych włosów rozrzuconych w jego ciemnobrązowej czuprynie zdaje się dodawać mu doświadczenia, ale także mądrości. Gdy tak wciąż patrzę tępo na kierowcę, zastanawiając się, co zrobić, ten delikatnie łapie mnie za ramię i rzuca: — Chodźmy. Zbliża się pora kolacji, a jeśli nie dotrzemy na czas, te urwisy mogą wszystko zjeść. Wciąż nie wiem, co się dzieje, ale nie protestuję. Pozwalam starszemu panu wyciągnąć mnie z siedzenia i wyprowadzić z autobusu. Zabieramy moją jedyną torbę, a on prowadzi mnie do samochodu na parkingu obok dworca. Nadal jestem oszołomiony, ale myśl o posiłku w domu watahy rozgrzewa mi serce. W mojej głowie nagle pojawia się obraz z dzieciństwa. Miałem wtedy około dziesięciu lat i pojechałem do innej watahy na kilka tygodni, by odwiedzić ciocię, wujka i kuzynów. Byłem tak podekscytowany powrotem do domu i rodziców, że wbiegłem prosto do domu watahy. Nie obchodziło mnie, że to pora posiłku. Gdy wpadłem przez drzwi do jadalni, powitał mnie radosny uśmiech matki i jej otwarte ramiona. Przebiegłem przez pokój i rzuciłem się w jej objęcia. Jej łagodny głos radośnie nucił: „Witaj w domu, kochanie. Tak bardzo tęskniłam”. Po chwili tata również przytulał mnie i mamę. Jego ciepły głos szepnął mi do ucha: „Witaj z powrotem, synu”. Mój ojciec nigdy nie był wylewny, ale w tamtym momencie czułem się tak kochany. Nigdy nie chciałem opuszczać tego miejsca. Gdy wsiadam do samochodu, samotna łza spływa mi po policzku, bo w końcu dociera do mnie prawda. Nigdy więcej nie zobaczę rodziców. Starszy pan siada na miejscu kierowcy i odpala silnik, mówiąc cicho: — Tak przy okazji, jestem Silas. Nie wiem, przez co przeszedłeś, ale widać, że przed czymś lub przed kimś uciekasz. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zbyt zły, ale właśnie dlatego pozwoliłem ci przespać całą trasę. Wyglądałeś na wykończonego i domyślam się, że uciekasz już od dłuższego czasu. Powoli kiwam głową, patrząc na swoje kolana. Jak on się domyślił? Czy wyglądam aż tak źle? — Jestem Shane — odpowiadam cicho. Samochód rusza, a ja przenoszę wzrok za okno. Silas kontynuuje: — Skontaktowałem się już z watahą przez link i poprosiłem o schronienie dla ciebie. Nie mogłem pozwolić, by ktoś tak niewinny i czysty cierpiał. Poza tym jesteś omegą, a włóczenie się bez stada nie jest bezpieczne. Jasna cholera. Nawet o tym nie pomyślałem. Kolejna łza spływa mi po policzku, gdy przygryzam dolną wargę i mruczę pod nosem: — Hm. Gdy wyjeżdżamy z parkingu, Silas lekko klepie mnie po ramieniu. — Nie martw się. Nasz alfa sam jest omegą. Jego mate zginął w walce kilka lat temu. Zawsze się ukrywamy, dlatego wielu z nas pracuje w sąsiednich miastach. Nauczyliśmy się też maskować nasz zapach, więc inne wilkołaki nie mogą nas wykryć. Myślą, że jesteśmy po prostu ludźmi. Ach, więc dlatego nie zorientowałem się, że on jest wilkołakiem. Wciąż gapię się przez okno, a Silas mówi dalej: — Nasz alfa, Vaxen, nie może się doczekać, by cię poznać. Poza nim wszystkie pozostałe omegi to kobiety. Będziesz pierwszym samcem omega, jakiego kiedykolwiek spotka. Kiwam głową. Cóż, poza moim najlepszym przyjacielem Ellisem, który również jest samcem omega, to dla mnie też będzie pierwsze spotkanie z innym mężczyzną tej kasty. Jednak nie czuję zbytniej ekscytacji. Serce wciąż mnie boli, a teraz zaczyna też boleć ciało. W tej chwili chcę tylko zjeść, wykąpać się i odpocząć. Obserwując mijany krajobraz, nie mogę przestać się zastanawiać, czy pozwolą mi zostać. Nie mam dokąd pójść, a Silas wspomniał, że wataha pozostaje w ukryciu. Czy pozwoliliby mi również ukryć się u nich? Czy to właśnie tutaj Bogini Księżyca chce mnie mieć?

Odkryj więcej niesamowitych treści