~Alaric~
— Niech to szlag, Vivienne! — ryknąłem, a pod moimi powiekami zatańczyły mroczki, gdy moje ciało zadrżało w momencie szczytowania.
— Och, Alaric… — zajęczała Vivienne, wywracając oczami, a jej cipka zaciskała się na moim kutasie, gdy pchałem do samego końca, rozkoszując się jej ciepłem.
— Kurwa… — jęknąłem, wyszedłem z niej i opadłem na miejsce obok. Zamknąłem oczy, łapczywie chwytając powietrze, by uspokoić oddech. Choć była już północ, światła na balkonie rzucały przygaszony blask do pokoju. Między mną a Vivienne zapadła cisza. Powoli świat znów zaczął nabierać sensu.
Jak za każdym razem, gdy byliśmy razem, wszystko wokół schodziło na dalszy plan. Liczyła się tylko ta kobieta, która była dla mnie całym światem. Mógłbym pieprzyć ją cały dzień, spać, jeść i robić to wszystko od nowa następnego dnia.
Poznałem Vivienne na trzecim roku studiów. Była ambitną kobietą, tak cholernie nieustępliwą, a to, że nie dawała się nabrać na moje sztuczki, doprowadzało mnie do szaleństwa; w końcu jednak uległa. Byliśmy wtedy nienasyceni, dopóki nie wyjechała do Francji, by kontynuować karierę modelki.
Przez te lata miałem kilka dziewczyn, ale żadna nie była tak idealna jak Vivienne. A kiedy nasze drogi skrzyżowały się rok temu, zadeklarowała te same uczucia do mnie. Zaczęła mnie zabiegać, uparta kusicielka, która nie chciała przyjąć odmowy, dopóki nie wpadłem w jej pułapkę.
Robiłem, co mogłem, by jej unikać, wiedząc, że jest teraz mężatką, ale jak ćpun potrzebujący działki, wciąż wracałem po więcej. Była pokusą, moją kryptonitem. Jeden dotyk i byłem na kolanach, a kiedy odzyskiwałem zmysły, szpony winy zaciskały się wokół mojego gardła i piersi, dusząc mnie i przywracając do rzeczywistości.
Podniosłem się z łóżka. Smukłe dłonie Vivienne sięgnęły po moje. — Wróć do łóżka. Daj mi pięć minut i możemy zacząć kolejną rundę.
Co za kurewsko kusząca propozycja. Zrobiliśmy to już trzy razy. Wiedziałem, że moglibyśmy się pieprzyć całą noc, gdybym został.
To było totalnie popieprzone.
Nikt inny nie wyciągnie mnie z tego bagna poza mną samym. Stać mnie na więcej. Evelyn Sterling wstydziłaby się za mnie, gdyby dowiedziała się, że pieprzę mężatkę. I do jasnej cholery, jestem mężczyzną i zasługuję na coś lepszego.
Głęboko w myślach poszedłem do łazienki i wziąłem prysznic; zakończenie spraw z Vivienne było jedyną rzeczą, o której myślałem.
To nie tak, że nie próbowałem już za pierwszym razem, gdy dowiedziałem się, że ma męża. Kiedy powiedziałem jej, że przestanę przychodzić, zagroziła samobójstwem. Sumienie nie dałoby mi spokoju, gdyby odebrała sobie życie, więc zostałem.
Owijając biały ręcznik wokół pasa, wróciłem do pokoju. Vivienne siedziała na łóżku, oparta plecami o wezgłowie, a światło z telefonu oświetlało jej delikatną szczękę, wielkie sarnie oczy i spuchnięte usta. Jej brązowe włosy były dzikie i w nieładzie od mojego szarpania i ciągnięcia. Była tak kurewsko piękna, że aż bolała myśl o tym, by jej więcej nie zobaczyć.
Mój kutas drgnął, wiedząc, że ta kobieta potrafi zaspokoić moje łóżkowe pragnienia. Mój spragniony organ protestował przeciwko temu, co zamierzałem zrobić.
— Jutro otwierają Tawernę Barretta. — Spojrzała w górę, a w jej niebieskich oczach tliła się nadzieja. — Proszę, bądź moją osobą towarzyszącą.
Osoba towarzysząca. Parsknąłem. Chciała mnie tylko pokazać znajomym. Jej mąż, Arthur Morel, był ode mnie dwa razy starszy, miał piwny brzuch i nieświeży oddech. Przy tych wszystkich pieniądzach na kontach nie potrafił nawet znaleźć dobrego płynu do płukania ust, żeby ratować swoje nędzne życie.
Znam jej męża aż nazbyt dobrze. Był jednym z partnerów biznesowych mojego ojca. Tata wynajął mnie, bym sprawdził jego przeszłość. Interesy tego faceta są śmierdzące i to tylko kwestia czasu, aż biuro śledcze weźmie go na celownik.
— Nie mogę — wymruczałem, podnosząc bokserki z końca łóżka; moje dżinsy leżały blisko stolika nocnego, a koszula na drzwiach, z jej stringami wiszącymi na klamce.
Czy my, kurwa, strzelaliśmy z nich z procy?
Pożądaliśmy się nawzajem, jakby jutra miało nie być. Będzie mi brakowało pieprzenia Vivienne.
Nagle czujna, Vivienne odłożyła telefon i zapaliła lampkę, a na jej czole pojawił się grymas. — Wychodzisz?
Szukałem w pokoju moich skarpetek. Jedną znalazłem pod łóżkiem, ale drugiej nie mogłem namierzyć.
— To musi się skończyć, Vivienne. Sumienie nie pozwala mi już spać w nocy. — Chrzanić skarpetki. Usiadłem na brzegu łóżka i założyłem jedną, a potem wsunąłem stopy w buty.
Vivienne podczołgała się do mnie, obejmując mnie ramionami w pasie od tyłu. — Rozmawialiśmy o tym, Alaric. Wiesz, że nie potrafię bez ciebie żyć.
Westchnąłem. Nienawidzę słyszeć, jak łamie jej się głos. — Nie mogę już tego robić. Po prostu zróbmy sobie przerwę. Muszę pomyśleć.
— Nie! — jej dłonie zacisnęły się na mnie mocniej. — Nie pozwolę ci odejść!
Złość we mnie zawrzała. Odczepiłem jej ręce od siebie i wstałem, mierząc ją palącym spojrzeniem, ale gdy mój wzrok padł na jej idealne piersi, z sutkami sztywnymi jak słupki i tak kurewsko różowymi, przełknąłem ciężko ślinę. Zmarszczyłem brwi, walcząc ze sobą, by nie patrzeć poniżej jej ramion. — W takim razie rozwiedź się z Arthurem, żebyśmy mogli być razem. Nie mogę być już twoją małą tajemnicą. Kocham cię, Vivienne, i chcę pokazać całemu światu, że jesteś moja.
Burza emocji zawirowała w oczach Vivienne. To był pierwszy raz, kiedy przyznałem, co do niej czuję. W głębi duszy miałem nadzieję, że to w końcu pchnie ją do złożenia pozwu o rozwód.
Stanęła przede mną; wciąż całkowicie, kurwa, naga. Długie rzęsy zatrzepotały, gdy spojrzała na mnie tymi pięknymi oczami.
— Ja też cię kocham, Alaric — powiedziała, splatając ramiona na mojej szyi i przyciskając usta do moich. Zacisnąłem pięści wzdłuż ciała, powstrzymując się przed wzięciem jej w ramiona. Słyszałem te słowa tysiąc razy, ale tym razem czekałem na inne wyznanie. — Ale nie mogę rozwieść się z Arthurem. Lekarz powiedział, że powinniśmy unikać stresowania go. Ma powiększone serce, a złożenie pozwu… — Pokręciła głową, odsuwając się ode mnie. — On tego nie przeżyje, a nie chcę być obwiniana, jeśli coś złego mu się stanie. — Potem odwróciła się, a jej oczy lśniły nadzieją. — On w tym roku kończy już siedemdziesiątkę… musimy tylko jeszcze trochę poczekać. Zostało mu niewiele czasu na zegarze, zanim on… — przełknęła ciężko, — umrze.
Moja szczęka drgnęła. Tabloidy pisały o Vivienne, że jest łowczynią posagów i karierowiczką, ale moje uczucia do niej mnie oślepiły. Ale to… Właśnie strzeliła mi prawdą prosto w twarz.
— On pożyje jeszcze dekadę, Vivienne — przełknąłem gorzki smak jej odmowy i zacząłem szukać skórzanej kurtki. — Nie mogę tak długo czekać.
— Jeśli naprawdę mnie kochasz, tak jak mówiłeś — machnęła ręką w powietrzu — to poczekasz!
Moje oczy zwęziły się w szczeliny. — Nawet nie kwestionuj tego, co czuję, Vivienne. O co tu chodzi, co? — powiedziałam przez zaciśnięte zęby. — O jego kasę? Czy dlatego trzymasz się faceta, który mógłby być twoim dziadkiem?
Cofnęła się, usta jej drżały i patrzyłem, jak jej szok zmienia się w gniew. — Myślisz, że robię to dla siebie? Robię to dla nas, Alaric! Kiedy Arthur umrze, jego pieniądze będą moje… będą nasze. Ten świat jest okrutny. Im więcej masz pieniędzy, tym więcej masz przyjaciół i tym szczęśliwsi będziemy!
— Pieniądze to nie wszystko, Vivienne — powiedziałem, a moja pierś zacisnęła się z niedowierzania. Nie mogłem uwierzyć, że kobieta, którą ubóstwiałem i o której poślubieniu marzyłem od studiów, była tak płytka. — Nie kupią ci szczęścia i spełnienia w życiu.
Parsknęła. — Tylko teraz tak mówisz. Powiedz mi, jeśli rozwiodę się z Arthurem, czy będziesz w stanie utrzymać moje potrzeby ze swojej pensji gitarzysty? I gdzie będziemy mieszkać? W twoim śmierdzącym mieszkaniu nad tym podrzędnym barem?
— Tak, Vivienne. — W końcu znalazłem moją skórzaną kurtkę. Wisiała na krześle przy toaletce naprzeciwko łóżka. Ominąłem ją i chwyciłem ją. — Bo tylko tym, kurwa, jestem. Biednym gitarzystą mieszkającym w śmierdzącej norze.
Ruszyłem do drzwi. Vivienne podbiegła do mnie, znów tuląc się do moich pleców. — Czekaj, Alaric… przepraszam. Przepraszam, że to powiedziałam. Wiesz, że cię kocham.
Odczepiłem jej ręce, czując obrzydzenie, że dałem się nabrać na te jej sztuczki. Jak mogłem być taki głupi? Patrząc na nią teraz, jak płacze i błaga mnie, bym został, po tym jak mnie tak upokorzyła, cieszę się, że nie wiedziała, kim naprawdę jestem. Przynajmniej pokazała swoją prawdziwą twarz, zanim zdążyłem włożyć jej pierścionek na palec.
— Nie przepraszaj. Przynajmniej teraz wiem, jak naprawdę mnie postrzegasz. To było kurwa pouczające. — Ponownie odwróciłem się, by wyjść. Vivienne wyprzedziła mnie i stanęła przed drzwiami, blokując wyjście.
Kręciła głową, a łzy spływały jej po policzkach. — Proszę, Alaric… Nie rób nam tego.
— To się, kurwa, rozwiedź z Arthurem! — ryknąłem.
— Chcesz, żebym wybierała?! — załkała. — Przecież ci mówiłam, nie rozwiodę się z Arthurem.
Czarne chmury zawisły nad moją głową. — Więc to, kurwa, koniec.
Jej oczy zwęziły się w szczeliny. — Dobrze! Ale zapamiętaj moje słowa. Wrócisz do mnie, kiedy zatęsknisz. Znam cię, Alaric. Kochasz mnie i nie będziesz mógł mi się oprzeć.
Bolało mnie to, że wiedziałem, iż ma rację. Kurwa, szaleję za nią. Ale robię to dla siebie. Postąpiłem krok do przodu. Vivienne cofnęła się, a na jej twarzy odmalował się cień strachu. — Kiedy wyjdę z tego pokoju, będziesz dla mnie nikim, Vivienne. Dokonałaś wyboru. Teraz ja dokonuję swojego.
















