~ELLY~
— Miłego wieczoru, panienko — starszy taksówkarz uśmiechnął się do mnie w lusterku wstecznym.
— Mam taką nadzieję, proszę pana — wymamrotałam, przeciągając każdą sylabę.
Chciałabym wierzyć, że jestem tylko lekko wstawiona, ale kogo ja oszukiwałam? Po dziewięciu kieliszkach wina wypitych w domu byłam niemal kompletnie pijana. Między mną a alkoholem istnieje niezwykle toksyczna więź. Sięgałam po niego dla kurażu za każdym razem, gdy w moim życiu rozpętywało się piekło.
To relacja typu kocha-nienawidzi. Najwyraźniej jedyna, jaką potrafiłam utrzymać.
Na chwiejnych nogach wysiadłam z taksówki i wciągnęłam w płuca znajome letnie powietrze Oakhaven City.
Wygładziłam dłonią spódnicę mojej czarnej mini i przeczesałam włosy palcami. Ruszyłam w stronę wejścia do hotelu Sterling tak pewnie, jak tylko potrafiłam, uważając, by nie potknąć się na moich dziesięciocentymetrowych szpilkach.
Pojawienie się na zjeździe absolwentów w stanie upojenia alkoholowego nie było tym, jak wyobrażałam sobie powrót do rodzinnego miasta. Widziałam oczami wyobraźni, jak wchodzimy tu razem z Greysonem. Ale sprawy wymknęły się spod kontroli niczym wagon wykolejonego pociągu.
Jedyne, na co miałam ochotę, to oglądanie powtórek „Przyjaciół” i picie do nieprzytomności. Jednak duma nie pozwoliła mi zaszyć się w mojej dziecięcej sypialni.
Istniało duże prawdopodobieństwo, że spotkam dziś Siennę Rossi, ale dlaczego miałabym zmieniać plany? To nie ja byłam tą niewdzięczną suką, która ukradła narzeczonego przyjaciółce.
Mogę spojrzeć jej prosto w oczy i sprawić, by poczuła mój gniew. Nie pozwolę jej wygrać ani grać karty ofiary.
A rozstanie i zdrada nie były jedynymi rzeczami, które skłoniły mnie do wypicia dziewięciu kieliszków wina podczas szykowania się. Poza upublicznieniem w mediach społecznościowych związku z Greysonem zaledwie kilka godzin po tym, jak przyłapałam ich na pieprzeniu się w jego mieszkaniu, Sienna Rossi została oskarżona o plagiat treści w jednej z naszych współprac. Moja fałszywa przyjaciółka wystawiła mnie na strzał, publicznie oświadczając, że to ja byłam mózgiem tamtego vloga, a ona jedynie podążała za moimi wskazówkami.
Gdzie ja byłam, gdy to wszystko się działo? Nad jeziorem Silvercrest, lecząc złamane serce, tylko po to, by po włączeniu telefonu zostać zbombardowaną kolejnymi zdradami ze strony kogoś, kogo uważałam za przyjaciółkę.
Impreza, sentymentalna podróż w czasy liceum tuż po zerwanych zaręczynach i eksplozja mojej kariery influencerki prosto w twarz — to było dokładnie to, czego potrzebowałam, by dopełnić katastrofę, którą nazywam swoim życiem.
Bez trudu znalazłam salę bankietową. Nazwa i rocznik naszej klasy widniały na brokatowym transparencie umieszczonym na sztaludze.
Pracownica hotelu w dopasowanym garniturze uśmiechnęła się do mnie, gdy podeszłam do drzwi.
— Nazwisko poproszę? — zapytała.
— Elara Vance — uśmiechnęłam się. Przesunęła palcem po tablecie, po czym skinęła głową.
Wzięłam głęboki oddech, gdy podwójne drzwi się otworzyły. Muzyka na żywo natychmiast wylała się na cichy korytarz. Impreza trwała już w najlepsze. Ludzie siedzieli przy okrągłych stołach, nakładali jedzenie przy bufecie, czekali w kolejce do baru lub stali w grupach z drinkami w dłoniach, rozmawiając i śmiejąc się.
Wszystko wydawało się być na swoim miejscu, dokładnie tak, jak przypuszczałam. Phoebe Sterling, moja najlepsza przyjaciółka i przewodnicząca naszej klasy, była fanatyczką planowania. Byłaby dumna z efektu końcowego. Szkoda, że nie mogła tego zobaczyć osobiście.
Niedawno wyszła za mąż za swoją szkolną miłość, Juliana Westa. Byli na Palawan na miesiącu miodowym, ale ich lot został odwołany z powodu burzy.
W pewnym sensie cieszyłam się, że nie widziała, jak Greyson wyrywa mi serce z piersi. Gdyby tu była, pewnie już by go zabiła.
Przeszłam przez parkiet, uśmiechając się do kilku osób. Ich obecność była jedynie cieniem drogich garniturów i markowych sukienek. Z każdym krokiem pulsujące w moich uszach uczucie, że to był zły pomysł, stawało się coraz głośniejsze.
Od kiedy to niby przejmowałam się tym, co myślą o mnie inni? Od kiedy duma brała górę nad racjonalnym myśleniem? Przyjście tutaj było błędem.
— Elly! — usłyszałam znajomy, ciepły głos przebijający się przez dudniącą z głośników muzykę.
Clara. Stała przy barze, rozmawiając z grupą dziewczyn w błyszczących sukienkach. Widok jej znajomej twarzy sprawił, że nogi same poniosły mnie w tamtą stronę z wymuszonym uśmiechem na ustach, ale gdy tylko zorientowałam się, z kim rozmawia, zatrzymałam się, rozważając odwrót.
Było jednak za późno. Clara pomachała do mnie z szerokim uśmiechem.
— Elly! — zawołała ponownie. Dziewczyny wokół niej odwróciły się w moją stronę. „Wredne dziewczyny” z naszego rocznika. Cassandra, królowa balu i kapitan cheerleaderek, wraz ze swoimi sługusami, Chloe i Skye.
To by było na tyle, jeśli chodzi o nieprzyciąganie uwagi.
Przykleiłam uśmiech godny Oscara i podeszłam do baru.
— Ach, spójrz na siebie. Uwielbiam tę sukienkę! Wyglądasz olśniewająco. — Clara objęła mnie ramionami, całując powietrze przy moich policzkach.
Napotkałam spojrzenie Cassandry. Uśmiechnęła się drwiąco, jakby wiedziała coś, czego ja nie wiedziałam.
„O nie, jest źle”.
Clara odsunęła się, a drwiący uśmieszek Cassandry zmienił się w przebiegle słodką minę.
— Tęskniłam za tobą, Clarie. Wyglądasz hot w czerwonym — wybełkotałam, lustrując wzrokiem jej cekinową sukienkę. Wzrok mi mętniał, więc tak naprawdę nie wiedziałam, czy faktycznie dobrze w niej wyglądała.
— No jasne, że tak! — zachichotała Clara. — Szkoda, że Phoebe Sterling nie mogła przyjechać. Odwaliła kawał świetnej roboty z tym planowaniem!
Wszyscy w naszym małym kółku przytaknęli.
— Jest na Palawan na podróży poślubnej, prawda? — Cassandra przyłożyła dłoń do piersi, wodząc wzrokiem po zebranych. — Słyszałam, że w Filipiny ma uderzyć sztorm. Mam nadzieję, że są bezpieczni.
— Są — wymamrotałam, odwracając się znów do Clary. — Chciała mieć tylko pewność, że będziesz mnie miała pod ręką, gdybyś potrzebowała pomocy. Wiesz, jaka ona jest.
Clara zachichotała. — Jej plan był bezbłędny. Po prostu cieszę się z odnawiania kontaktów ze szkolnymi znajomymi.
Wszyscy mruknęli z aprobatą, komplementując salę, jedzenie i muzykę. Phoebe Sterling byłaby szczęśliwa, słysząc to wszystko.
— Widziałam jej sesję narzeczeńską i film ze ślubu — wtrąciła Cassandra, a diamentowy pierścionek na jej lewej dłoni błysnął w świetle baru. — To marzenie każdej panny młodej.
— Może poprosisz Maxa, żeby wasz ślub też odbył się na Wybrzeżu Amalfi — zasugerowała Skye. — Słyszałam, że Phoebe Sterling sama zaplanowała swój ślub. Ach, ty przecież pracujesz dla Phoebe w Pristine Galas, prawda?
Oko mi zadrgało przy tym ostatnim stwierdzeniu. Nie pracuję dla Phoebe Sterling. Jesteśmy partnerkami biznesowymi i one doskonale o tym wiedziały. Wielokrotnie były naszymi klientkami.
Zachowałam spokój i skinęłam głową.
— Cassandra jest zaręczona — dodała Chloe, nieświadoma irytacji wzbierającej we mnie.
— O, wow… — Moja kamienna twarz była warta miliony. — Gratulacje. Bylibyśmy zaszczyceni, mogąc zaplanować twój ślub, Cassandro — powiedziałam, trzepocząc rzęsami.
Wszyscy nagle ucichli, wbijając wzrok w coś za moimi plecami. Spoglądając przez ramię, zobaczyłam Siennę Rossi, która właśnie weszła w obcisłej białej sukience, z miss-uśmiechem przyklejonym do jej fałszywej twarzy.
Sposób, w jaki kółko wokół mnie zamilkło, oznaczał jedno: znali każdy szczegół oskarżeń Sienny pod moim adresem. Miałam nadzieję, że jakimś cudem będzie miała na tyle przyzwoitości, by nie rzucać się w oczy po tym wszystkim, co mi zrobiła, ale kogo ja oszukiwałam? Przespała się z moim narzeczonym. Ma szacunek głęboko gdzieś.
Sto par oczu przewiercało moje ciało z każdego kierunku. Niektóre były wścibskie, ale większość ludzi po prostu czekała na moją reakcję.
— Sienna Rossi! — Cassandra pomachała do niej. Były najlepszymi przyjaciółkami w liceum. Od baru dzieliło ją piętnaście kroków. Miałam dziesięć sekund, by uciec od tej katastrofy, ale zdecydowałam się zostać. To nie ja skrzywdziłam Siennę Rossi, co nie zmieniało faktu, że ta sytuacja nie będzie spacerkiem po parku.
Chwyciłam jeden z drinków stojących na barze. Był niebieski, z cytrynami i lodem. O mało go nie wyplułam. Smakował jak połączenie środka ściągającego i zgniłych jaj.
Oczy Sienny spoczęły na mnie, gdy witała się ze wszystkimi, wymieniając uprzejmości. Trzymałam się z tyłu, tłumiąc wściekłość. Miałam ogromną ochotę chlusnąć jej w twarz zawartością mojego kieliszka. A jeszcze lepiej — wylać jej na głowę wiadro lodowatej wody, żeby zmyć ten sztuczny uśmiech.
Nigdy nie sądziłam, że można kogoś tak nienawidzić. Nie wyglądała na choć trochę skruszoną tym, co mi zrobiła. Jak mogłam nie widzieć, jak cholernie fałszywa była?
— Och, nie chciałabym, żeby Elara czuła się niezręcznie — odparła Sienna Rossi, gdy Cassandra poprosiła ją, by została.
— Co?! Dlaczego miałoby być niezręcznie? — Cassandra złapała się za serce, udając niewiniątko.
Sienna nie była jedyną osobą, która potrafiła udawać, że nie jesteśmy w stanie trzeciej wojny światowej. — No właśnie, Sienno — uśmiechnęłam się. — Dlaczego miałoby być niezręcznie?
Niezrażona Sienna wzruszyła ramionami. — No wiesz, przez to twoje rozstanie z Greysonem i tę sprawę z plagiatem.
Mruknęłam, przytakując. — Dlaczego? Czyżbyś wbiła mi nóż w plecy? Niezręcznie byłoby tylko wtedy, gdyby mój narzeczony zdradził mnie z tobą, zanim to zakończyliśmy, prawda? A ta sprawa… — zbyłam ją machnięciem ręki. — Prawda wyjdzie na jaw w swoim czasie.
Oczy naszych znajomych latały między mną a Sienną jak na meczu tenisa.
— No tak…
— O mój Boże! — Skye przerwała odpowiedź Sienny, chwytając ją za lewą rękę. — Jesteś zaręczona?
Nic nie mogło mnie przygotować na ból związany z widokiem mojego pierścionka zaręczynowego na dłoni innej kobiety. Wir emocji uderzył mnie prosto w twarz. Musiałam złapać się krawędzi baru, by nie upaść.
Policzki Sienny poczerwieniały, gdy cofnęła rękę. — Greyson upierał się, żebyśmy pobrali się jak najszybciej — wymamrotała, spoglądając na mnie z niepokojem.
Czyżby bała się, że zrobię scenę? W ogóle nie powinna tu przychodzić. A przede wszystkim nie powinna pieprzyć się z moim narzeczonym!
Chciałam krzyczeć. Chciałam coś rozbić. Twarz Sienny byłaby doskonałym początkiem. Ale nie. Nie tak mnie wychowano. Poza tym, szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego przyjęła ten pierścionek. Gdyby to była ja, nie chciałabym pierścionka byłej narzeczonej mojego faceta. Co siedziało w głowie Sienny? Chyba nigdy tego nie pojmę.
— Okej… to było cholernie szybko. — Zaskoczona Cassandra odwróciła się do mnie z namarszczonym czołem. Rzadko widywało się szczery wyraz twarzy u niej; chciało mi się śmiać. — Kiedy wy się w ogóle rozstaliście?
Jego zdrada paliła żywym ogniem. To rozdzierało mnie od środka, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Musiałam udawać, żeby przetrwać tę noc.
— Niedawno — odparłam, sięgając po kieliszek wina. — Gratuluję zaręczyn, Sienno. Bardzo efektowny pierścionek.
Dwukaratowy diament w sześciozębowej oprawie na platynowej obrączce. Mój wymarzony pierścionek spoczywał teraz na palcu innej kobiety. Choć trzymałam mój związek z Greysonem z dala od mediów społecznościowych, zdjęcie tego pierścionka wrzuciłam na swój profil.
To zdecydowanie sprawiło, że w naszym kółku zrobiło się niezręcznie. Widok wstydu na twarzy Sienny był bezcenny, ale wiecznie wścibska Cassandra znów się wtrąciła z maską udawanej empatii. — Nie wiem, jak ty dajesz sobie z tym radę, ale myślę, że to wymaga uczczenia, prawda?
Wszyscy poszli za jej przykładem i chwycili kieliszki wina z baru, wznosząc toast za zaręczyny Sienny. Clarie napotkała mój wzrok, bezgłośnie pytając: „Wszystko okej?”. Skinęłam głową i osuszyłam kieliszek jednym haustem.
Wiedziałam, że ta noc nie skończy się bez wcierania mi w twarz moich nieudanych zaręczyn. I tak się składa, że trafiłam na idealnych ludzi do tego zadania.
Rozmowa kręciła się wokół zaręczyn Sienny. Kłamała w żywe oczy o tym, jak zaczęła spotykać się z Greysonem. Powiedziała, że zaczęli około pięciu miesięcy temu. Przez cały czas, gdy mówiła o tym, jacy są szczęśliwi, nie odważyła się na mnie spojrzeć. Może w jej opowieści było ziarno prawdy, ale byłam zbyt pijana i zraniona, by dalej słuchać i w ogóle się tym przejmować. Chciałam po prostu stąd wyjść.
Wyłączając się z rozmowy, szukałam w tłumie czegokolwiek, co mogłoby mnie uratować z tej sytuacji. Może kogoś znajomego, do kogo mogłabym podejść i wyrwać się z tej konwersacji.
Wtedy mój wzrok padł na faceta na drugim końcu baru. Alaric Sterling, przyrodni brat Phoebe. Kiedyś strasznie się w nim kochałam. Już na mnie patrzył, skinął głową, dając znać, że mnie zauważył.
— Przepraszam — wymamrotałam i ominęłam Clarę.
— Hej, wszystko w porządku? — Clara delikatnie chwyciła mnie za ramię.
— Nigdy nie było lepiej — posłałam kolejny uśmiech godny nagrody i zachichotałam, gdy nogi niemal odmówiły mi posłuszeństwa.
Boże. Świat wirował jak szalony.
— Gdzie idziesz? — Clara mocniej ścisnęła moje ramię; jej ładną twarz odmalował niepokój.
Poklepałam ją po dłoni, podczas gdy mój pijany umysł zmusił usta do kłamstwa. — Do mojego chłopaka — wymamrotałam, uśmiechając się do niej słodko.
Pięć par uważnych oczu przewiercało mi plecy, gdy pewnym krokiem ruszyłam w stronę Alarica.
Uniósł szklankę do ust, obserwując, jak skracam dystans między nami.
— Alaric.
— Elara.
Byliśmy na tym samym poziomie, ponieważ siedział na hokerze. Musiałam wsunąć się między jego długie nogi, by móc złapać go za krawat, pochylić się i szepnąć mu do ucha: — Potrzebuję przysługi.
— Jakiej? — Jego oddech był ciepły na mojej skórze. Przeszedł mnie dreszcz.
— Graj razem ze mną — wymruczałam, przesuwając palcami po klapie jego marynarki. Nie drgnął. Nic nie powiedział. Jego spojrzenie spod ciemnych rzęs spoczęło na mnie z intensywną ciekawością, czekając.
Przesunęłam dłońmi po jego klatce piersiowej. Był twardy, solidny… wszędzie, niczym ściana ciepłych i wspaniałych mięśni.
Wiedząc, że wszyscy patrzą, kontynuowałam plan. Stanęłam na palcach i przycisnęłam swoje usta do ust Alarica.
----
OD AUTORKI
Obserwuj autorkę na Instagramie @authorlouisejane, aby otrzymywać aktualizacje.
















