Valerie wróciła do Crestview Valley – miejsca, które wciąż uważała za swój dom.
Gdy tylko weszła do holu windy, zauważyła Chloe siedzącą na kanapie i znad telefonu wodzącą wzrokiem po otoczeniu.
Gdy Chloe ją ujrzała, poderwała się i podbiegła, by zamknąć ją w uścisku. „Dziewczyno, wszyscy faceci to świnie. Jutro przedstawię ci kogoś o niebo lepszego”.
Valerie skinęła głową ze zmęczeniem. „Jasne”.
Chloe spodziewała się, że Valerie wybuchnie gniewem, lecz ta wydawała się dziwnie spokojna – jakby całe to zajście z Tristanem w ogóle jej nie poruszyło.
Chloe odsunęła się na krok i obrzuciła ją szybkim spojrzeniem. Gdy dostrzegła plamy krwi na ubraniu Valerie, jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.
„Czekaj, co? To krew? Jesteś ranna?” – podbiegła bliżej, by to sprawdzić.
Valerie spojrzała w dół i zauważyła kilka czerwonych plam na swoim beżowym płaszczu.
Z nonszalanckim uśmiechem wzruszyła ramionami. „Spokojnie. To nie moja”.
Chloe mrugnęła skonsternowana. „A czyja w takim razie?” – zapytała głosem pełnym troski.
Valerie odparła chłodno: „Nie mam pojęcia. Może Sienny, może Tristana”.
Oczy Chloe zrobiły się okrągłe ze zdumienia. „Co?”.
Valerie, widząc niepokój na twarzy przyjaciółki, wyjaśniła swobodnie: „No tak. Dałam Siennie i Tristanowi nauczkę”.
Brwi Chloe drgnęły, gdy usłyszała tę spokojną odpowiedź. Była pełna podziwu dla tego, jak sprawnie Valerie się ze wszystkim rozprawiła.
Chloe dopiero rano spotkała Tristana i Siennę w szpitalu i powiedziała o tym Valerie. Nie minęło nawet pół dnia, a Valerie zdążyła już się z nimi rozprawić.
Nie mogła się powstrzymać przed pokazaniem jej kciuka w górę.
Na jej twarzy wykwitł psotny uśmiech, gdy zażartowała: „Wiem, że porywczość bywa zgubna, ale na takich drani potrzeba właśnie takiego charakterku jak twój”.
To, co zrobiła ta dwójka, było oburzające – do tego stopnia, że nawet Chloe nie potrafiła powstrzymać wściekłości. A przecież to nie ona została zdradzona.
Chloe myślała, że Valerie będzie płakać i użalać się nad sobą z powodu Sienny, a tymczasem ta nie uroniła ani jednej łzy. Przeszła do czynów i sama wzięła sprawy w swoje ręce.
Chloe nie do końca rozumiała, jak Valerie tego dokonała, ale cieszyła się, że tak dobrze sobie radzi.
Wiedziała, że Valerie zazwyczaj no jest taka wybuchowa – po prostu Sienna potrafiła nacisnąć odpowiednie guziki i sprawić, że traciła nad sobą panowanie.
Chloe zerknęła na telefon, a w jej oczach błysnął wesoły ognik. „Nie idź jeszcze na górę. Chodźmy coś zjeść. Jest już po południu”.
Valerie skinęła głową. „Wzięłaś wolne na popołudnie?”.
Chloe wyszczerzyła zęby. „Nie, po prostu urwałam się wcześniej. Po lunchu muszę jeszcze wracać do pracy”.
Ślub Valerie miał się odbyć już za tydzień, a przy tym wszystkim, co się działo, Chloe martwiła się, że przyjaciółka zacznie zbyt wiele roztrząsać.
Pokręciły się chwilę po ulicy, po czym weszły do pobliskiej restauracji.
Valerie męczyła się ze swoim stekiem, dłubiąc w nim widelcem i mrucząc: „Następnym razem tego nie bierzmy. Nie jest zbyt smaczny”.
Nie przepadała za mdłym jedzeniem – Chloe doskonale o tym wiedziała.
Chloe natomiast pochłaniała swój posiłek, ledwo nadążając z gryzieniem. Mruknęła z pełnymi ustami: „Dziś nie mam na to czasu, ale następnym razem zabiorę cię do meksykańskiej knajpy”.
Lunch w ciągu dnia pracy dla większości ludzi był szybkim posiłkiem bez zbędnych ceremonii.
Chloe zatrzymała się na moment, przełknęła kęs i zapytała: „Więc jaki jest plan wobec Tristana?”.
Na dźwięk jego imienia stek Valerie wydał się jej jeszcze gorszy w smaku.
Odłożyła nóż i widelec z westchnieniem, przetarła usta serwetką, po czym zwróciła się do Chloe: „Pomożesz mi wydać oświadczenie? Chcę ogłosić, że odwołujemy ślub”.
Chloe znieruchomiała. Jej widelec zawisł w powietrzu, gdy przetrawiała tę prośbę.
Po chwili zapytała: „Wasze rodziny się na to zgadzają?”.
Trudno było jej w to uwierzyć. Jeszcze kilka godzin temu Valerie rozprawiała się z Sienną, a teraz już podejmowała kroki wobec rodzin?
Valerie wzruszyła ramionami, a lekkość w jej głosie kontrastowała z powagą wypowiadanych słów. „Nie potrzebuję ich zgody”.
Chloe uniosła brew, zaskoczona tą odpowiedzią.
Jednak po chwili namysłu zdała sobie sprawę, że to ma sens. Taka była prawda. Nie potrzebowały niczyjej aprobaty.
Zaręczyny z Tristanem od samego początku nie były tak naprawdę wyborem Valerie.
Rodzina Vance’ów wiedziała, że Sienna nie jest biologiczną córką Hastingsów – była dzieckiem służącej, co stanowiło skrzętnie skrywany przez lata sekret. Vance’owie od początku chcieli zerwać zaręczyny.
Jednak rodzina Hastingsów była zdesperowana.
Byli zależni od Vance’ów w kilku kluczowych transakcjach biznesowych, a utrata tych powiązań mogła skończyć się dla nich katastrofą. Dlatego Eleanor i Arthur Hastings po cichu zaaranżowali wszystko z udziałem Valerie.
Dwa lata temu, gdy Valerie i Sienna się poróżniły, Tristan niespodziewanie stanął po stronie Valerie – co stanowiło ogromną zmianę w porównaniu z jego dotychczasowym zachowaniem.
Gdy tylko odprawiono Siennę, Tristan zaczął rozpieszczać Valerie, traktując ją jak najważniejszą osobę na świecie.
Wtedy Valerie sądziła, że wreszcie przejrzał Siennę i poznał jej prawdziwe oblicze.
Jednak teraz powrót Tristana do Sienny sprawił, że wszystko stało się jasne jak słońce.
Dwa lata temu był dla niej miły tylko po to, by mieć ją blisko i trzymać w ryzach.
Przecież Valerie poprzysięgła wsadzić Siennę za kratki i miała twarde dowody, by to zrobić.
Chloe natychmiast pojęła zawiłość sytuacji i wymruczała pod nosem: „To skończony drań”.
Przerwała na chwilę, a na jej czole pojawiła się zmarszczka zakłopotania. „Czekaj, przecież dwa lata temu doskonale wiedziałaś, jaki jest Tristan, prawda? Po jakiego diabła w ogóle zgodziłaś się na zaręczyny?
„A dziś... poszłaś przymierzać suknie ślubne? Czy ty naprawdę zamierzałaś wyjść za niego za tydzień?”.
W głosie Chloe mieszało się niedowierzanie z frustracją.
Valerie nie odpowiedziała od razu. Na pytanie Chloe spuściła wzrok, a jej oczy na ułamek sekundy pociemniały.
Dlaczego? Valerie sama do końca nie wiedziała. Może dlatego, że oboje mieli w tym swój interes, a może każde z nich prowadziło własną, ukrytą grę.
Ostatecznie Valerie tylko machnęła lekceważąco ręką i wymamrotała: „Dość tego. Dopilnuj tylko, żeby przy publikacji oświadczenia dołączyć zdjęcia jego i Sienny ze szpitala”.
Chloe zauważyła, że Valerie nie ma ochoty się rozwodzić na ten temat, więc odpuściła. Bardziej liczyło się dla niej to, jak Valerie się z tym wszystkim czuje.
Gdy zdała sobie sprawę, że Valerie wcale nie kocha Tristana tak bardzo, jak wszyscy myśleli, jej niepokój zaczął mijać.
Chloe zastanowiła się przez chwilę, po czym skinęła stanowczo głową: „Dobrze, opublikuję to od razu”.
Zdecydowanym ruchem chwyciła telefon.
Chloe była niegdyś zawodową reporterką w poczytnej gazecie i wciąż prowadziła kilka kont z milionami obserwujących.
Rodzina Vance’ów należała do ścisłej elity West Harbor, so ślub Tristana znajdował się pod nieustannym ostrzałem opinii publicznej.
Chloe nie zamierzała pozwolić, by taka okazja przeszła jej koło nosa. Starannie zredagowała ogłoszenie, dbając o każdy szczegół.
Wiedziała, że jeśli nie rozegra tego ostrożnie, cała fala krytyki może spaść na Valerie.
Pół godziny później internet eksplodował.
Pierwszy artykuł błyskawicznie zdominował lokalne nagłówki: „Adoptowana córka Hastingsów wraca do miasta – przyłapana w szpitalu ze spadkobiercą rodu Vance’ów”.
Zaraz po nim pojawił się kolejny: „Panna Hastings ogłasza odwołanie ślubu z panem Vance’em!”.
Te dwa artykuły zdominowały lokalne wiadomości, na nowo kierując reflektory na skandal sprzed dwóch lat – sprawę adoptowanej córki i prawdziwej dziedziczki.
Ludzie nie zapomnieli o tamtym dramacie, a teraz cała sprawa znów trafiła na widok publiczny.
Niemal natychmiast telefon Valerie zaczął urywać się od połączeń.
















