Taka już była Valerie.
Odkąd opuściła rodzinę Marchetti, znosiła drwiny i zawsze się odgryzała.
Jeśli ktoś ją uderzył, oddawała. Jeśli ktoś ją obrażał, odpłacała tym samym.
Nie było mowy, by potulnie dawała sobą pomiatać.
Vivienne wrzasnęła: – Do diabła z tobą, suko. Cieszę się, że Tristan cię rzucił. Łatwa kobieto, wstydź się!
Valerie odgryzła się: – Co ty, kurwa, wygadujesz? To ja go rzuciłam!
V
















