SAGE
Czułam się, jakbym zdradzała Holta, jadąc taksówką pod adres Emily. Wiem, że powinnam mu ufać, ale jakiś głos wewnątrz mnie kazał mi to sprawdzić. Annika nigdy nie była dla mnie miła, ale nie musiała mnie też okłamywać. Nie ma ku temu powodu, co coraz bardziej przekonuje mnie, że w tym, co mi powiedziała, jest prawda.
Serce waliło mi jak młotem, gdy powoli szłam w stronę drzwi domu Emily. Serce mi zamarło, gdy zobaczyłam samochód Holta zaparkowany przed ich domem. Mimo oczywistej prawdy, wciąż chciałam usłyszeć to z ust Holta.
Głośno wypuściłam powietrze, stojąc pod drzwiami. Zastanawiałam się, czy nacisnąć dzwonek. Podniosłam rękę i już miałam to zrobić, gdy nagle ogarnął mnie strach. Bałam się poznać prawdę. Postanowiłam się odwrócić i odejść. Ale zanim zdążyłam zrobić choć kilka kroków, drzwi otworzyły się szeroko. I wtedy zobaczyłam piękną kobietę z najsłodszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widziałam.
"C-Cześć..." – przywitałam się nerwowo. Ale zanim zdążyłam dokończyć, ona natychmiast mocno mnie przytuliła.
"Jak miło, że przyszłaś!" – przywitała mnie ekstatycznie. "Jesteś siostrą Holta, prawda? Przyszłaś na ogłoszenie?" – powiedziała, posyłając mi swój najsłodszy uśmiech. "Chodź, wejdź do środka. Jedzenia starczy dla każdego".
Nie miałam szansy odmówić. Delikatnie pociągnęła mnie w stronę tłumu. Holt był zajęty rozmową z członkiem naszej watahy, kiedy odwrócił się i nas zauważył. Widziałam, jak zbladł na widok mnie ze swoją narzeczoną.
"Holt, zobacz, kogo spotkałam na zewnątrz. Myślałam, że mówiłeś, że nie może przyjść, bo jest chora?"
Twarz Holta wypełniło zaskoczenie. Prawdopodobnie byłem ostatnią rzeczą, jakiej spodziewał się dzisiaj zobaczyć.
"Och, on pewnie mówił o Annice. Jestem Sage, jego druga siostra" – przedstawiłam się, wymuszając uśmiech na twarzy.
Emily wyglądała na zaskoczoną. "Och! Nie wiedziałam, że Holt ma jeszcze jedną siostrę. Ale tak czy inaczej, to bardzo miło z twojej strony, że przyszłaś na nasze zaręczyny. Nadal planujemy oficjalne ogłoszenie. Teraz to tylko spotkanie dla przyjaciół i rodziny".
Holt wyglądał na zaskoczonego, a jednocześnie odczuł ulgę, gdy nie powiedziałam Emily, kim jestem.
"Gratulacje. Na pewno stworzycie dobrą parę" – powiedziałam, siliąc się na uśmiech.
"Dziękuję" – odpowiedziała Emily. "Będziesz kochany i zaopiekujesz się Sage dla mnie, Holt? Chciałam spędzić więcej czasu z twoją siostrą, ale mam tu jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia. Zaraz wrócę, dobrze?" – powiedziała Emily, po czym cmoknęła go w policzek. Następnie odeszła, by zarządzać przyjęciem.
Nie chciałam zostać teraz sama z Holtem, ale nie miałam innego wyjścia. "Gratulacje" – przywitałam go.
"Przepraszam. Nie mam wyboru" – usprawiedliwiał się.
Chwyciłam kieliszek szampana od przechodzącego kelnera. "Wszyscy mamy wybór, Holt. Bądź mężczyzną i weź za to odpowiedzialność" – powiedziałam, po czym wypiłam całą zawartość kieliszka jednym haustem. "Jeszcze raz gratuluję zaręczyn. Proszę, pożegnaj ode mnie Emily. To miła kobieta, dbaj o nią" – rzuciłam, po czym opuściłam przyjęcie.
*
*
*
"Ile wypiłaś, Sage?" – w głosie Hillary brzmiała troska, gdy patrzyła, jak opróżniam kolejny kieliszek tequili. Poprosiłam ją, żeby dołączyła do mnie w barze, szukając ukojenia w otępiającym objęciu alkoholu.
Uważałam, że zasłużyłam na tę ucieczkę po szokującym odkryciu, które niedawno zburzyło mój świat. Mój przybrany ojciec, Alfa Gordon, zadecydował o moim losie, wiążąc mnie z bezwzględnym Królem Lycanów, nawet nie pytając mnie o zdanie. Co gorsza, to także dzień, w którym jedyny mężczyzna, na którym myślałam, że mogę polegać, porzucił mnie i wystawił na pożarcie.
Do tej nocy byłam nieśmiałą, posłuszną dziewczyną, która wykonywała polecenia bez pytań. Czułam, że nie mam innego wyjścia. Mój ojciec został zabity, oskarżony o zdradę, gdy nasza wataha padła ofiarą ataku zdziczałych wilków. Gordon, człowiek, który mnie adoptował, był jedynym na tyle wspaniałomyślnym, by wziąć mnie pod swoje skrzydła. Nikt nie odważył się podważyć jego rozkazów, a ja pozostawałam wdzięczna za schronienie, które mi zapewnił, pomimo tego, co zrobił mój ojciec. Przejął watahę i został nowym alfą po śmierci mojego ojca.
Ale dziś w nocy w końcu ujawniono powód jego decyzji o mojej adopcji. Wszyscy alfowie watah zgodzili się wysłać jedną ze swoich córek, by stała się częścią haremu tyrana i jedną z jego żon. Teraz nadszedł czas, aby wataha Moonlake Crest spłaciła swój dług. I Alfa Gordon miał pełny zamiar wysłać mnie w zastępstwie swojej córki, Anniki.
Ale najbardziej bolesny w tym wszystkim jest fakt, że jedyny mężczyzna, którego kiedykolwiek kochałam, wybrał władzę zamiast mnie. Obiecał mnie chronić, a jednak był pierwszym, który rzucił mnie wilkom na pożarcie, gdy jego ojciec zdecydował, że wydanie mnie za bezwzględnego Króla Lycanów będzie najlepsze dla watahy.
Gdy siedziałam przy barze, wpatrując się w pustą szklankę, ciężar mojego przeznaczenia przygniatał mnie jak nadciągająca burza. Obecność Hillary i jej niezachwiane wsparcie były światełkiem w tunelu tej najczarniejszej nocy mojego życia. Pochyliła się bliżej, mówiąc szeptem, jakby bała się, że ściany mogą zdradzić nasze sekrety. "Co zrobisz, Sage?"
Spojrzałam jej w oczy. "Jaki mam wybór?"
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów przypomniałam sobie, co powiedziałam Holtowi. Każdy ma wybór. Tak, to prawda. I dziś w nocy ja mam wybór. Mogę nie uciec przed losem poślubienia kogoś, kogo nie kocham, ale mogę wybrać, komu oddam swoją cnotę.
"Czekaj! Znam ten wzrok. Nie możesz tego zrobić, Sage!"
Uśmiechnęłam się tajemniczo. "Ale jeszcze nie usłyszałaś, co zamierzam zrobić".
"Tak, ale znam cię i znam to spojrzenie. Zamierzasz zrobić coś niebezpiecznego".
"Tak, podobnie jak poślubienie tego nadętego dupka" – odparowałam, a moje słowa były ostrą ripostą na przyszłość, która została dla mnie okrutnie zaplanowana.
Spanikowana Hillary szybko zakryła mi usta swoją delikatną dłonią, a w jej oczach pojawiło się przerażenie, gdy przeszukiwała bar w poszukiwaniu podsłuchujących uszu. Muzyka pulsowała w tle, jej ogłuszający bas zagłuszał większość rozmów. Ludzie byli zbyt pochłonięci własnym życiem i dramatami, by zwracać uwagę na naszą szeptaną wymianę zdań.
"Zwariowałaś? Ktoś może cię usłyszeć!" – powiedziała, delikatnie masując skroń.
Uśmiechnęłam się i powiedziałam: "Nie martw się. Muzyka jest zbyt głośna; jestem pewna, że nikt nie słyszał, co powiedziałam" – zapewniłam ją, po czym zachichotałam.
"Wiesz co? Chodźmy do domu. Jesteś pijana. Twój ojciec nas zabije, jeśli odkryje, że poszłyśmy do tego baru" – zasugerowała. "Ale przedtem szybko pójdę do toalety. Nigdzie nie idź, dobrze? Czekaj tu na mnie". Wahała się, czy zostawić mnie samą, zwłaszcza po tym, co powiedziałam. Ale wyglądało na to, że nie miała wyboru. Szybko się odwróciła i pobiegła do toalety.
Wykorzystałam okazję, by zrealizować swój plan, nie dbając o to, z kim to będzie. Potrzebowałam tylko kogoś na tę noc, a mój problem zostałby rozwiązany. Skanując parkiet, szukałam chętnego partnera.
Bar był pełen napalonych mężczyzn, każdy z nich był potencjalną ucieczką od mojego z góry ustalonego losu. Mimo ich wyczuwalnego pożądania, żaden nie przykuł mojej uwagi, dopóki nie zobaczyłam jego – zniewalającej postać. Jego szare spojrzenie spotkało się z moim w magnetycznym połączeniu, sprawiając, że świat wokół nas się rozmył. Czas wydawał się zastygnąć, a on stał się moim jedynym punktem skupienia.
Gdy sączył drinka trzymanego w silnej, zgrabnej dłoni, zaparło mi dech. Jego spojrzenie rozpaliło pragnienie, którego nie znałam, a moje serce biło w rytm pulsującej muzyki.
Jego aura emanowała niebezpieczeństwem, pierwotną siłą, która mogła mnie obezwładnić, a jednak czułam nieodparte przyciąganie. W tej ognistej chwili pragnęłam zostać pochłonięta przez to niebezpieczeństwo, być trzymana w jego ramionach.
"Nie on" – powtórzyłam sobie, a słowa te były marną próbą osłonienia mojego szalejącego serca przed zagrożeniem, które zdawała się uosabiać jego sama obecność. Był kłopotem, a to była ostatnia rzecz, jakiej potrzebowałam.
Jego intensywne spojrzenie było przytłaczające, dusiło mnie. Musiałam znaleźć kogoś innego. Próbując przenieść uwagę, przeszukiwałam bar w poszukiwaniu nowego kandydata. Jednak wspomnienie jego wytatuowanych ramion tkwiło w mojej głowie, nie chcąc wyblaknąć.
Przemierzając zatłoczoną salę, czułam gęste napięcie oczekiwania. Pulsująca muzyka dorównywała mojemu nieregularnemu biciu serca. Ponaglałam się, by iść dalej, uciekając przed kuszącym niebezpieczeństwem cieniem podążającym za każdym moim krokiem.
Pośród wirujących świateł na parkiecie poruszałam się pośpiesznie, napędzana potrzebą ucieczki przed jego intensywnym spojrzeniem. Niepewna celu, poddałam się energii nocy.
Sprzeczne pragnienia przytłaczały mnie. W odosobnionym kącie oparłam się o ścianę, próbując odzyskać panowanie nad sobą i zdystansować się od tajemniczego nieznajomego.
Zamykając oczy, próbowałam zapomnieć o jego spojrzeniu i uroku niebezpieczeństwa. Mój wzrok wrócił tam, gdzie siedział, a rozczarowanie zalało mnie, gdy okazało się, że nigdzie go nie ma.
"Hillary miała rację" – mruknęłam do siebie, kręcąc głową, jakby chcąc odpędzić irracjonalne przyciąganie, jakie na mnie wywierał. "To szaleństwo".
Postanowiłam opuścić bar, stawiając niepewne kroki w stronę wyjścia. Gdy oddalałam się od parkietu, zakręciło mi się w głowie, prawdopodobnie z powodu shotów tequili, które wypiłam wcześniej.
Desperacko próbując utrzymać równowagę, moje niestabilne palce zawiodły. Zamiast uderzyć o podłogę, poczułam pod sobą coś ciepłego i solidnego. Wylądowałam na piersi nieznajomego, łapiąc powietrze z zaskoczenia, a moje leniwe oczy z trudem łapały ostrość.
Patrząc w górę, napotkałam znajome spojrzenie tych hipnotyzujących szarych oczu, wpatrujących się we mnie z wyrozumiałym rozbawieniem.
"Powinnaś uważać, kociaku" – ostrzegł, a jego głos brzmiał jak gładki aksamit, uwodzicielski baryton, który posłał dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa.
W tej ekscytującej chwili moje zahamowania zniknęły jak poranna mgła. Z nowo odkrytą śmiałością rzuciłam ostrożność na wiatr. Bez słowa objęłam go za szyję ramionami – nagły, śmiały ruch, który go zaskoczył. Jego początkowy wyraz twarzy zmienił się z zaskoczenia w chytry uśmiech.
Choć było to niespodziewane, nie oparł się mojemu impulsywnemu ruchowi. Jego ramiona otoczyły mnie w odpowiedzi, przyciągając bliżej, gdy żar między nami zapłonął.
"Jesteś odważnym małym kociakiem" – szepnął.
Poczułam ciepło jego oddechu drażniące moje rozchylone usta, wywołując nieodpartą chęć posmakowania jego ust. Skupiona na jego kuszących wargach, poczułam, jak świat zanika.
Kierowana pierwotnym pożądaniem, śmiało wyciągnęłam rękę, chwytając go za kark, by przyciągnąć go bliżej. Głód w moim pocałunku żarliwie zawładnął jego ustami. W odpowiedzi odpowiedział lubieżnym, naglącym pocałunkiem.
Mimowolny jęk wyrwał mi się z gardła, gdy jego ciepłe, zdecydowane dłonie badały moje ciało. Jego dotyk rozpalił kaskadę doznań, mieszankę pożądania i potrzeby. W tej naładowanej emocjami chwili powściągliwość zatarła się, a ja poddałam się odurzającemu urokowi jego pieszczot.
**************
















