SAGE
Maszerowałam naprzód, każdy krok był ciężki, a Titus trzymał dystans tuż za mną, gdy wracaliśmy do chaty. Nie odezwał się ani słowem od czasu burzliwej wymiany zdań na zewnątrz, a ja byłam wdzięczna za ciszę. Każdy krok wydawał się próbą zrzucenia z siebie napięcia wiszącego między nami, ale ono lgnęło do mnie, podążając za mną tak wytrwale, jak on. W końcu znajomy widok świateł chaty pojawił
















