SAGE
Za kilka minut stanę przed Boginią Księżyca, by w końcu otrzymać mojego wilka. Wreszcie będę miała kogoś, kto będzie ze mną na zawsze. Nie będę już sama.
Założyłam najprzyzwoitszą białą sukienkę, jaką udało mi się znaleźć w szafie. Zdołałam też upleść prosty wianek z kwiatów, który włożę na głowę, gdy stanę przed obliczem Bogini Księżyca.
– Wianek, serio? Jesteś taka tandetna, Sage.
Drgnęłam przestraszona, gdy Annika gwałtownie wparowała do mojego pokoju.
– No i jak tam mały prezent, który dałam ci wczoraj? Jest pouczający? – zapytała sarkastycznie.
– Tak, dziękuję. To najcenniejszy prezent, jaki mogłaś mi dać, Anniko. Przynajmniej ratujesz mnie przed strasznym losem. – Nie było to kłamstwo. Przynajmniej nie zmarnuję czasu na kochanie kogoś, kto nie zamierza o mnie walczyć.
Prychnęła. – Jesteś taka zarozumiała. Od kiedy to wyrósł ci kręgosłup, niewdzięczna smarkulo? – Podeszła bliżej, mrużąc oczy i taksując wzrokiem mój wianek. – Nawet ten wianek nie pomoże twojej brzydkiej twarzy.
Już miała chwycić za kwiaty, gdy szybko zatrzymałam jej rękę w powietrzu. – Nie waż się, Anniko – ostrzegłam przez zaciśnięte zęby. Zrobiłam ten wianek na cześć mojej matki. Chciałam mieć coś, co by mi o niej przypominało, gdy będę stała przed Boginią Księżyca i przyjmowała mojego wilka.
– Dotknij go, a urwę ci rękę, gdy tylko otrzymam wilka – zagroziłam jej.
– Jak śmiesz mi grozić?! – krzyknęła. – Spodziewaj się, że na pewno powiem ojcu, co tu zaszło – ostrzegła mnie.
Szydziłam z niej: – Śmiało, Anniko. Powiedz ojcu. Co najgorszego może mi zrobić? Zamknąć w pokoju? Uderzyć? Wymierzyć dziesięć batów. Co jeszcze? Zabić mnie? – drwiłam. – No dalej, powiedz mi, Anniko – prowokowałam ją.
Prychnęła. – To, że dziś wieczorem masz dostać wilka, nie znaczy, że jesteś nietykalna. – Nie mogłam powstrzymać śmiechu na widok jej ignorancji. – Co w tym takiego zabawnego? – zapytała poirytowana.
– Ty jesteś zabawna, Anniko. Naprawdę myślisz, że byłam w stanie powiedzieć ci to wszystko, bo dostanę wilka? Nigdy nie przestajesz mnie zaskakiwać.
– Śmiej się, ile chcesz, Sage. W chwili, gdy powiem o tym ojcu, pożałujesz wszystkiego, co przed chwilą powiedziałaś.
– Zaufaj mi, nie ma na tym świecie niczego, co mogłoby mnie przestraszyć – prychnęłam. – Nawet śmierć mnie nie martwi, Anniko. Nie mam już nic do stracenia. Jeśli twój ojciec zdecyduje się mnie wykończyć tu i teraz, uznam to za jego uprzejmy gest.
Widziałam, jak zaciska szczękę, usiłując znaleźć słowa, którymi mogłaby we mnie rzucić. – Ciesz się swoją nowo odkrytą odwagą, póki trwa, Sage. Kiedy spotkasz tego bezwzględnego Króla Lykanów, będziesz żałować, że nie zabiliśmy cię dawno temu. – Zaraz po tych słowach wyszła z pokoju.
Gdy zniknęła, w końcu wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam od momentu jej wejścia. Nie miałam pojęcia, skąd wzięłam odwagę, by się postawić, Anniko. Może to siła, którą zyskuje się, gdy jest się tak blisko śmierci, bo po ceremonii będę w drodze na spotkanie z bezwzględnym Królem Lykanów, by zostać jego konkubiną.
Spojrzałam na swoje odbicie po raz ostatni, po czym głośno westchnęłam. Przełknęłam ślinę, próbując się uspokoić, zanim wyszłam z mojej klitki. Gdy tylko wyściubiłam nos z pokoju, dostrzegłam żółte światło bijące od pochodni przygotowanych na ceremonię.
Byli już na podwórku, tworząc szeroki krąg. Kilka osób przywitało mnie po drodze, ale większość wciąż postrzegała mnie jako córkę zdrajcy, a nie członkinię stada. Oprócz mnie było jeszcze kilku członków watahy, którzy mieli dziś przejść swoją ceremonię wejścia w dorosłość.
– Powodzenia, Sage – usłyszałam szept Hillary, gdy mijałam ją idąc przed siebie.
– Dziękuję – odpowiedziałam bezgłośnie, idąc dalej, aż dotarłam do środka kręgu. W tej chwili stoimy tu co najmniej w czwórkę pod obliczem Bogini Księżyca.
– Nadszedł czas! – krzyknął jeden ze starszych. – Podnieście głowy do Bogini Księżyca i odmówcie modlitwę. Niech Bogini Księżyca obdarzy was wszystkich swoimi błogosławieństwami! Wysłuchaj naszych modlitw!
W odpowiedzi na polecenie starszego wszyscy podnieśliśmy głowy i spojrzeliśmy na jasną pełnię księżyca świecącą nad nami. Nie minęło wiele czasu, zanim każdy z nich zaczął się przemieniać, otrzymując swoje wilki.
– Wielka Bogini Księżyca, strażniczko nocy, staję przed tobą jako dziecię stada. Oblej mnie swoim promiennym światłem, prowadź moimi ścieżkami i obdarz mnie swoją siłą. Uczyń mnie silniejszą pod twoim czujnym spojrzeniem i niech twoja mądrość oświetla moją drogę – modliłam się, czekając na swój moment.
Fala paniki ogarnęła mnie, gdy dotarła do mnie naga rzeczywistość: stałam sama, jako jedyna uczestniczka, która jeszcze nie zakończyła rytuału. Mimo licznych prób, nieuchwytna więź z moim wilkiem pozostawała poza zasięgiem, a narastające poczucie desperacji drapało mnie od środka. Frustracja narastała z każdym daremnym wysiłkiem.
Zamykając mocno oczy, trzymałam się cienia nadziei, modląc się, by uśpiony we mnie wilk w końcu dał o sobie znać. Minuty ciągnęły się w nieskończoność, a każda mijająca chwila potęgowała napięcie. Jednak, ku mojej rozpaczy, oczekiwane przebudzenie nie nastąpiło. Serce mi zamarło i wypełniło się rozczarowaniem.
– Córka zdrajcy, a teraz bezwilcza sierota. Wygląda na to, że Bogini Księżyca nie zaszczyciła cię swoją łaską – skomentowała Annika, wpatrując się we mnie z obraźliwym wyrazem twarzy.
– Anniko, przestań! – skarcił ją Alfa Gordon. – Ceremonia zakończona! Idźcie do domu i świętujcie ze swoimi rodzinami! I oczekuję, że wszyscy zachowają milczenie na temat tego, co się tu wydarzyło, dla dobra naszego stada! – ogłosił.
Gdy wszyscy zaczęli się rozchodzić, Alfa Gordon szybko chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę domu. W chwili, gdy zamknął drzwi, jego ręka natychmiast wylądowała na moim policzku. – Ty imbecylu! – krzyknął.
– Co teraz zrobimy, Gordon? Nie możemy wysłać jej do pałacu, jeśli nie ma wilka. Ona jest tylko człowiekiem! – powiedziała Erica w panice.
– Uspokój się, kochanie.
– Jak mam się uspokoić, kiedy nasza córka jest zagrożona? Musisz coś z tym zrobić!
– Nic się nie zmieni, kochanie. Nadal wyślemy Sage, by została konkubiną Króla Lykanów. Wszystko będzie dobrze, dopóki ta dziewucha będzie trzymać język za zębami – powiedział, rzucając mi wrogie spojrzenie.
– Jaką masz pewność, że nie będzie gadać? – zapytała Erica.
– Zostaw to mnie – rzekł, zanim zwrócił się w moją stronę. – Ty, dziwko. Słuchaj uważnie. Jeśli chcesz żyć, nie powiesz ani słowa o tym królowi ani nikomu w pałacu. Rozumiesz?
– Myślisz, że mnie to obchodzi, ojcze? Już jestem martwa. Może zabiorę cię ze sobą? Co ty na to?
– Ty niewdzięczna suko! – wrzasnął, po czym wymierzył mi kolejny cios.
Poczułam krew w ustach, gorzkie przypomnienie bólu, ale w tamtym momencie nie przeszkadzało mi to zbytnio. Gotowa na śmierć, podniosłam głowę z determinacją. Spojrzałam na Holta, cicho obserwującego, jak jego ojciec wciąż mnie bije.
Holt wyglądał na nieco zmartwionego, jakby chciał pomóc, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, Annika szybko go powstrzymała. Stanowczym gestem upewniła się, że nikt nie interweniuje, pozwalając na kontynuowanie tej brutalnej sceny.
– Zróbmy to jeszcze raz, Sage – powiedział, ściskając mocno moje policzki. – Nie powiesz ani słowa o tym, że nie masz wilka, czy wyrażam się jasno? To znaczy, jeśli wciąż chcesz zobaczyć swoją najlepszą przyjaciółkę żywą – zagroził.
Nagle strach wpełzł do mojego ciała. Byłam gotowa na śmierć w każdej chwili, ale nie sądzę, bym mogła żyć ze świadomością, że jestem odpowiedzialna za to, co stanie się z Hillary.
– Nie waż się jej tknąć! – krzyknęła.
Uśmiechnął się szyderczo. – Tak myślałem. Wygląda na to, że wyraziłem się jasno, Sage. Czyż nie? – zapytał ponownie.
Nie miałam innego wyboru, jak tylko odpowiedzieć prostym skinieniem głowy.
– No, grzeczna dziewczynka. Anniko, kochanie. Czy zechciałabyś ją doprowadzić do porządku, zanim przybędą ludzie z pałacu?
– Oczywiście, ojcze. Z przyjemnością – odpowiedziała Annika z diabelskim uśmieszkiem na twarzy.
*************
















