— Clara, pospiesz się, bo spóźnisz się do szkoły! — To już drugi raz, kiedy mama krzyczy do mnie z dołu, ale ja po prostu siedzę tutaj, na brzegu łóżka, i gapię się w ścianę.
Wmawiam sobie, że to będzie dobry dzień, ale kogo ja oszukuję? Od dwóch lat nie miałam w szkole ani jednego dobrego dnia. Zostało tylko sześć miesięcy ostatniej klasy, a potem to wszystko się skończy. Nie jestem pewna, co o tym myślę, i to jest w tym wszystkim najbardziej pokręcone. Mam osiemnaście lat, zaraz kończę liceum i mam pełne stypendium na niemal każdą uczelnię, jaką sobie wymarzę.
Nazywam się Clara Hayes i jestem kujonką, która nie ma przyjaciół, nigdy nie łamie żadnych zasad i odczuwa głęboką potrzebę zadowalania wszystkich poza sobą. Nie zawsze taka byłam, ale okoliczności wymuszają zmiany, a w moim przypadku nie były to zmiany na lepsze. Kiedyś miałam mnóstwo znajomych; dwie z nich, Lyla i Maya, były moimi najlepszymi przyjaciółkami. Przez całe gimnazjum byłyśmy nierozłączne. Dopiero na początku drugiej klasy liceum musiałam odsunąć się od wszystkich w moim życiu, z wyjątkiem rodziny.
— Kochanie! Schodzisz w końcu czy nie? — Głos matki znów do mnie dociera. Wzdychając, sięgam po plecak i ruszam na dół, zanim mama dostanie zawału.
Przyklejam uśmiech do twarzy, gdy wchodzę do kuchni, gdzie moje młodsze rodzeństwo siedzi przy miskach płatków. Caleb, mój dziewięcioletni brat, przechylił miskę i siorbie resztkę mleka. Tymczasem moja piętnastoletnia siostra, Chloe, rozlewa mleko na stół za każdym razem, gdy wkłada łyżkę do ust, bo jej oczy są przyklejone do telefonu. To codzienny widok w domu Hayesów.
Przewracam oczami i nachylam się, by ucałować tatę w policzek. — Dzień dobry, tatusiu.
— Dzień dobry, skarbie. Znowu zaspałaś? — Troska o moje samopoczucie jest wypisana na jego twarzy. Zawsze byłam jego córeczką i widać to w sposobie, w jaki matkuje mi przy każdej okazji. Nie narzekam jednak, bo w dzisiejszych czasach potrzebuję całej miłości i uwagi, jaką mogę dostać.
— Nie, tatusiu. — Nie dodaję nic więcej, tylko się do niego uśmiecham. Mogłabym skłamać i coś wymyślić, ale znowu — jestem grzeczną dziewczynką; nigdy nie okłamałabym rodziców. Tata waha się tylko przez chwilę, po czym wraca do czytania gazety.
Zajmuję miejsce obok ojca, a mama stawia przede mną dwa tosty z masłem orzechowym i banana. W przeciwieństwie do rodzeństwa, nie przepadam za płatkami na zimno. Wolę mieć w żołądku coś konkretniejszego przed rozpoczęciem wyczerpującego dnia w szkole.
— To już trzeci dzień z rzędu, kiedy musiałam wołać cię więcej niż raz, żebyś zeszła, Claro. — Mama siada naprzeciwko mnie, po drugiej stronie ojca, i siorbie czarną kawę. — Proszę, nie wprowadzaj tego w nawyk, gardło zaczyna mnie boleć.
Mój ojciec podśmiewa się pod nosem znad gazety, za co dostaje od żony klapsa w ramię. — Zachowuj się, Arthurze!
Znam swoich rodziców na tyle dobrze, by wiedzieć, jacy są. Oboje są po czterdziestce i wciąż świetnie wyglądają. Niestety, wciąż mają też wysoki popęd seksualny, więc mogę się tylko domyślać, na co naprowadzał ten chichot taty. Przebywając z nimi na co dzień, można się do tego przyzwyczaić. Poza tym uważam, że to urocze, iż po tych wszystkich latach wciąż są w sobie tak szaleńczo zakochani. Mam nadzieję, że w swoim życiu też znajdę taką miłość.
— O! Zanim zapomnę — mama odwraca się do mnie — mam dziś wieczorem spotkanie rady rodziców w szkole Caleba. Zostawię zapiekankę w piekarniku, ale musisz dopilnować, żeby twój brat i siostra zjedli kolację.
— Jasne, nie ma problemu. — Moja mama zawsze udziela się tu i tam, a jako przewodnicząca rady rodziców wiecznie jest czymś zajęta. — Będziesz na kolacji, tato?
— Nie jestem pewien, kochanie. Mam spotkanie z klientem i może się przedłużyć. Zostawcie mi tylko talerz w podgrzewaczu, jeśli nie zdążę. — Przytakuję. Mój tata jest partnerem w kancelarii prawnej, więc nie jest niespodzianką, gdy nie wraca do domu na czas. Czasem mama zawozi kolację jemu i klientowi, jeśli spotkanie trwa zbyt długo.
Kończąc śniadanie, wstawiam talerz do zmywarki i chwytam torbę. — Pociąg odjeżdża! — wołam do Caleba i Chloe. Odwożenie ich rano do szkoły to nasz mały rytuał. To jedyny czas, jaki obecnie spędzamy razem. Chloe zawsze jest zajęta znajomymi, odkąd jest w pierwszej klasie, a Caleb zamyka się w pokoju i całe wieczory gra w gry wideo.
Gdy tylko wsiadamy do samochodu, Chloe podkręca radio i zaczyna się nasza poranna sesja karaoke. Właśnie leci piosenka Eda Sheerana „Shivers”, ulubiony utwór mojej siostry. Chloe piszczy z zachwytu. Zaczyna tańczyć, wyśpiewując słowa na cały głos, a ja nie mogę powstrzymać śmiechu, patrząc, jak jej blond-truskawkowe loki podskakują na wszystkie strony. Jej niebieskie oczy błyszczą, gdy napotykają moje, i posyła mi szeroki uśmiech. W przeciwieństwie do niektórych sióstr, my naprawdę dobrze się dogadujemy, ale w takich chwilach zazdroszczę jej tej niewinności. Mam nadzieję, że nigdy nie będzie musiała przeżyć ani jednego dnia z tego, jak wygląda moje życie, bo boję się, że mogłoby ją to złamać.
Drugi dzwonek oznajmiający początek pierwszej lekcji ma właśnie wybrzmieć, gdy zatrzaskuję szafkę. Z torbą na laptopa przewieszoną przez ramię szybko mknę do klasy, zanim ktokolwiek zdoła mnie zatrzymać. Pan Miller, nasz nauczyciel matematyki, siedzi przy biurku, przeglądając papiery, podczas gdy my wszyscy wchodzimy do sali. Oddycham z ulgą, gdy tylko siadam na krześle, wiedząc, że przez następne dziewięćdziesiąt minut będę miała choć namiastkę spokoju.
Niestety, pan Miller kazał nam pracować nad kolejnym zadaniem, co zajęło mnie przez całą lekcję, i zanim się obejrzałam, zadzwonił dzwonek. Pakując laptopa, odwracam się, by wyjść, i przypadkiem na kogoś wpadam. Przeklinam pod nosem, gdy widzę, kto to jest.
— Patrz, jak leziesz, kujonko! — Peyton Lawson gapi się na mnie, jakbym zrobiła to specjalnie.
— Naprawdę przepraszam, Peyton, to był wypadek.
— „Naprawdę przepraszam, Peyton, to był wypadek” — przedrzeźnia mnie, po czym przepycha się obok. — Może przypadkiem skoczysz z mostu? — Jej przyjaciółka, Sienna, podśmiewa się z tej kiepskiej próby obrażenia mnie, gdy obie wychodzą.
Wpadnięcie na kapitan szkolnej drużyny tanecznej z samego rana mówi mi dokładnie, jaki to będzie dzień. Peyton nawet nie wie, dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Kiedyś byłyśmy znajomymi, może nie obracałyśmy się w tym samym towarzystwie, ale rozmawiałyśmy na przerwach i poza szkołą. Teraz traktuje mnie jak śmiecia. Jak wszyscy inni, porzuciła mnie dwa lata temu niczym niemodną kolekcję ubrań z poprzedniego sezonu. W pewien piątkowy wieczór rozmawiałyśmy na imprezie u koleżanki, a w poniedziałek rano Peyton i większość maturzystów zaczęli mnie ignorować. Zajęło to około tygodnia i reszta szkoły również się ode mnie odwróciła. Wtedy to wszystko się zaczęło; wtedy Zane Croft postanowił uczynić moje życie piekłem.