Przez ostatnie kilka tygodni wszystko wróciło do normy — no, przynajmniej do mojej normy. Zane znów popycha mnie na szafki, gdy przechodzi obok, albo próbuje mi podstawić nogę na korytarzu. Jego dwaj kumple szturchają mnie ramieniem, ale to wszystko, co robią; reszta należy do Zane'a.
Stoję przy otwartej szafce, czytając SMS-a od mamy, gdy nagle drzwiczki zatrzaskują się z hukiem. Startuje mnie to tak mocno, że odskakuję. Peyton opiera się o sąsiednią szafkę z założonymi rękami i wielkim uśmieszkiem na twarzy. Przewracam oczami i chcę ponownie otworzyć swoją szafkę, ale ona mnie powstrzymuje, uderzając ręką w drzwiczki.
Wzdycham ciężko. — Czego chcesz, Peyton?
— Odrobiny szacunku, po pierwsze! — fuka na mnie.
— Nic ci nie zrobiłam. Uwierz mi, unikam cię jak ognia — mówię z przekąsem.
— Widzisz! Właśnie o to chodzi… to brak szacunku! — Celuje we mnie swoim długim, spiczastym paznokciem.
— Na szacunek trzeba sobie zapracować, Peyton. Straciłaś mój szacunek w dniu, w którym bez powodu zaczęłaś traktować mnie jak śmiecia. — Jestem już tak zmęczona tym wiecznym strachem przed tym, co kto mi zrobi. Muszę zacząć się bronić. — Więc powtarzam: czego chcesz? Mam lekcję.
Prycha, po czym podchodzi bardzo blisko. — Powiedz tak do mnie jeszcze raz, a zobaczysz, jak to się skończy!
Nie mam na to czasu, więc przyklejam najszerszy, najbardziej sztuczny uśmiech, na jaki mnie stać. — O rany, tak mi przykro, Peyton. Czym zasłużyłam na ten zaszczyt?
Mruży oczy na mój sarkazm. — Chciałam się tylko upewnić, czy wiesz, że Zane robi jutro wieczorem imprezę u siebie w domu i że nie jesteś zaproszona.
— Co sprawia, że myślisz, że w ogóle chciałabym iść na jedną z jego imprez?
— Cóż, po prostu wiem, że wasi rodzice są bliskimi przyjaciółmi i pewnie będą oczekiwać, że się pojawisz. — Kopiuje moją postawę.
— Nieważne, nie martw się. Na pewno mnie tam nie będzie. — Postanawiam odejść, zanim zirytuję się jeszcze bardziej tą niedoszłą Barbie. Słyszę jej chichot, gdy ją mijam, ale mnie nie zatrzymuje. Dlaczego w ogóle pomyślała, że spodziewałabym się zaproszenia?
— Hej, Clara… czekaj! — woła moja siostra, podbiegając do mnie. — Co masz teraz?
— Historię, a czemu pytasz?
— Tak tylko, zastanawiałam się. Robisz coś po południu?
— Na razie nie, chyba że mama o coś poprosi, a co?
— Zastanawiałam się, czy mogłabyś zabrać mnie do galerii i pomóc mi wybrać jakiś ciuch.
— Oczywiście, że tak! Uwielbiam robić z tobą zakupy. — Przytulam ją ramieniem, gdy idziemy korytarzem.
— Dzięki! Muszę lecieć, moją klasę przenieśli na sam dół. — Śmieje się.
Kręcę głową z rozbawieniem, patrząc, jak moja siostra odchodzi żwawym krokiem.
— Twoja młodsza siostrzyczka robi się niezłą laską. — Moje ciało sztywnieje na dźwięk jego głosu. Odwracam się i staję twarzą w twarz z moim dręczycielem.
— Proszę, trzymaj się od niej z daleka — błagam.
Przykłada rękę do piersi i udaje, że brakuje mu tchu. — Ranisz moje uczucia, Claro. Nigdy nie zrobiłbym nic, co mogłoby skrzywdzić tak niewinną dziewczynę jak Chloe. — Nachyla się, by inni uczniowie nie usłyszeli tego, co zaraz powie. — Ona to nie ty. Nigdy nie zrobiłbym jej tych wszystkich rzeczy, które chcę zrobić tobie. Nie chciałbym skrzywdzić jej tak, jak chcę skrzywdzić ciebie.
Choć jego słowa są bolesne, sprawiają, że przeszywa mnie dreszcz, a moje wnętrze zaczyna pulsować. Wciągam głośno powietrze i cofam się o mały krok. Kiedy spoglądam na jego twarz, widzę, że twardość, która zwykle tam gości, została zastąpiona innym wyrazem. Wygląda niemal tak, jakby obiecywał mi, że zrobi dokładnie to, o czym przed chwilą wspomniał. Dzieli nas tylko kilka centymetrów, zapach jego wody kolońskiej łaskocze mnie w nos. Znam ten zapach doskonale, bo wciąż używa tego samego, którego zaczął używać, gdy jeszcze się przyjaźniliśmy. To ten, który ja mu kupiłam; przez ten cały czas go nie zmienił.
Nie odważam się nic powiedzieć ani poruszyć. Czekam, aż on odejdzie pierwszy, a kiedy posyła mi szydercze spojrzenie i odchodzi, wypuszczam powietrze, o którym nawet nie wiedziałam, że je wstrzymuję.
~~~~~~~~~~
— O mój Boże, to wygląda na tobie tak uroczo! Myślę, że zdecydowanie powinnaś wziąć ten zestaw.
Siedzę, wertując nieaktualny magazyn modowy, podczas gdy moja siostra przymierza strój za strojem. Naprawdę mi to nie przeszkadza, i tak nie mam nic innego do roboty. Przeżywanie wszystkiego przez Chloe przynajmniej pozwala mi być na bieżąco z życiem poza domem i szkołą.
— Tak myślisz? — Obraca się przed lustrem, próbując podjąć decyzję. — Wciąż wydaje mi się, że powinnam wziąć tę zieloną sukienkę.
Moje usta otwierają się z niedowierzaniem. — Masz na myśli tę, spod której wystają ci pośladki?
— Nie przesadzaj, Claro.
— Z kim ty w ogóle idziesz na randkę? — Odsuwam jej rękę, gdy próbuje podwinąć i tak już krótki crop top, by kończył się tuż pod biustem.
— Och, nie mam randki.
Jestem teraz kompletnie zdezorientowana. — To po co była ta cała ważna wyprawa na zakupy?
Jej oczy rozszerzają się, gdy na mnie patrzy. — No halo! To pierwsza impreza u Zane'a w jego własnym domu! Ty nie idziesz?
Zamurowało mnie tak, że po prostu stoję i gapię się na nią, dopóki mnie nie potrząśnie.
— Ziemia do Clary! Słyszałaś mnie?
— Tak, no… ale nie, nie idę. — Przekrzywiam głowę. — Dlaczego ty idziesz? Przecież nawet z nim nie rozmawiasz.
Wzrusza ramionami. — Sam mnie dziś rano zaprosił. — Kładzie rękę na biodrze i przygląda mi się uważnie. — Naprawdę nie idziesz? Przecież wy dwoje byliście nierozłączni, a teraz nigdy nie widzę, żebyście rozmawiali. Dzieje się coś, o czym mi nie powiedziałaś?
Chloe nie ma pojęcia, jakie piekło nasz sąsiad urządza mi każdego dnia. Pilnuje się, by zachowywać się jak najlepiej, gdy ona lub jakikolwiek inny członek rodziny jest w pobliżu. Nie chcę, żeby wiedziała, ale nie chcę też, żeby szła na tę imprezę. Nic dobrego nie może wyniknąć z tego, że zaprosił moją młodszą siostrę; on coś knuje.
Przywołując jeden z moich słynnych sztucznych uśmiechów, gładzę ją po ramieniu. — Nie ma o czym opowiadać. Przyjaciele się od siebie oddalają, a imprezy to nie moja bajka. — Wpada mi do głowy pewien pomysł. — Hej, a może odpuścisz sobie tę imprezę i pojedziemy do sąsiedniego miasta, sprawdzić tę nową miejscówkę, o której wszyscy gadają?
Prycha na mnie. — Poważnie? Mama i tata w końcu pozwalają mi iść na licealną imprezę, a ty myślisz, że przepuszczę taką okazję? — Kręci głową. — O nie, nie ma mowy.
Czując się pokonana, wracam na krzesło. — W takim razie weź ten zestaw. Nie chcę, żeby któryś z tych dupków ze szkoły próbował cię obmacywać, a będą próbować.
— Dobra. Posłucham rady starszej siostry. — Rusza w stronę przymierzalni, ale po chwili odwraca się do mnie. — Kocham cię, Claro. Jeśli będziesz potrzebowała o czymś pogadać, jestem tu. Twoje tajemnice są u mnie bezpieczne.
Uśmiecham się. — Dziękuję, Chloe. Ja też zawsze jestem dla ciebie.
Przytakuje i uśmiecha się smutno, po czym zamyka drzwi przymierzalni. Muszę porozmawiać z Zane'em przed tą imprezą. Muszę wiedzieć, jakie ma plany wobec mojej małej siostry. Może jeśli powiem jej, co on mi robi przez ostatnie dwa lata, to nie pójdzie. Gryząc paznokieć, rozważam to rozwiązanie. Ostatecznie jednak nie potrafię tego zrobić. Nie mogę jej powiedzieć, że jej starsza siostra jest taką życiową kaleką, bo nie potrafi postawić się chłopakowi z sąsiedztwa.










