— Alaric! — krzyknęła pani MacKenna, gdy Carys schodziła po schodach, gotowa do pracy. — Mój Boże, wyglądasz, jakbyś nie spał całą noc.
— Dzień dobry, pani MacKenna — przywitał się Alaric, podchodząc do niej w ogrodzie, gdzie zbierała dojrzałe pomidory. — Ma pani rękę do roślin, proszę spojrzeć, jakie są pyszne i czerwone — schlebiał jej z uśmiechem.
— Dziękuję, mój drogi — promieniała, zrywając k
















