Wygasłe więzi: Cichy żal miliardera

Wygasłe więzi: Cichy żal miliardera

Autor: Football Boy

Praktyczne uczucia
Autor: Football Boy
14 cze 2026
– Chyba tego nie zrobisz, co? – zapytała Emmeline piskliwym głosem. Znajdowały się właśnie w jednym z największych lokali w Teksasie. Była właścicielką lokalu o nazwie „Przystań”. Kiedy zdecydowała się na taką nazwę, Carys wybuchnęła śmiechem, zastanawiając się, dlaczego wybrała tak dziwną nazwę dla baru. Nie wiedziała wtedy, że jej przyjaciółka mówiła poważnie; chciała, aby wszystko się wyróżniało, łącznie z nazwą. Bystrość Emmeline przykuła jej uwagę, gdy poszły na imprezę do znajomego na studiach. Wiedziała dokładnie, jak przyciągnąć odpowiednie osoby, a jej przyjazne gesty wobec wszystkich natychmiast zjednywały jej ludzi. – Jak przyjęła to twoja rodzina? – zapytała Emmeline, kiwając głową w rytm głośnej muzyki. – To będzie dla nich szok, biorąc pod uwagę, jak mało czasu zostało. – Nie dałam im zbyt wiele czasu na przemyślenia, Emme. Przeprowadzamy się pojutrze i tyle. – Uważam, że jesteś okrutna – dodała Emmeline z niezadowoleniem w głosie. – Nie możesz tak po prostu wyrywać kogoś z życia tylko dlatego, że boisz się, że on może cię nie szukać. Boisz się, że nie dasz rady pójść naprzód. – Emme, mówiłam ci już. Nie kocham go – odpowiedziała Carys, czując się już zmęczona tą rozmową. Wciąż miała na sobie krótką biurową spódnicę i taliowaną marynarkę, która świetnie podkreślała jej karnację. Jej włosy nadal były starannie upięte w kok. – Dlaczego użyłaś tak mocnych słów? – dociekała Emmeline, energicznie kręcąc głową na dźwięk słowa „miłość”. Emmeline była zwolenniczką przelotnego seksu, ale Carys podejrzewała, że ona wciąż jest dziewicą. Sama kiedyś taka była, niewinna i nietknięta, aż do czasu sprzed trzech lat, kiedy straciła to w najbardziej nierealny sposób. Żywo pamiętała jego niezadowolenie po przebiciu jej błony dziewiczej. „Nie wezmę za to odpowiedzialności, Carys. Sama zdecydowałaś się zataić swój brak doświadczenia, mimo że pytałem wielokrotnie”. Te słowa wtedy ani trochę jej nie zabolały, ale teraz – owszem. – Bez wątpienia cię pociąga. Założę się, że dlatego chcesz być tak daleko; musiałaś wybrać akurat Filipiny z wszystkich możliwych miejsc. – Od nikogo nie uciekam; po prostu wracam do domu. Moje korzenie sięgają głęboko na Filipiny i jest tam mnóstwo dobrych możliwości – wyjaśniła Carys, unikając wzroku przyjaciółki. – Wiesz, że ci nie wierzę, ani trochę. – Cóż – powiedziała, przeciągając się i szykując do wyjścia. – Wyszłam z domu w pośpiechu, nie chcąc odpowiadać na pytania po przekazaniu im nowin, ale ostatecznie przecież tam wrócę. – Carys zaśmiała się, podnosząc torebkę. – Dzięki, Emmeline. Muszę lecieć; jutro rano mam coś do załatwienia. – Jasne. Pozwól, że podrzucę cię do domu – zaproponowała, idąc z nią w stronę wyjścia. – Nie trzeba, już zamówiłam transport – uśmiechnęła się Carys, wychodząc z głośnego lokalu. – Nigdy nie pozwalasz mi się odwieźć – wydęła wargi przyjaciółka, trzymając ją mocno za ręce, podczas gdy czekały na samochód. – Niedługo wychodzisz za mąż, Emme. Nie powinnam zawracać głowy przyszłej mężatce – odparła Carys, czule gładząc jej dłonie. – On jeszcze nie wyraził zgody, Cee. Myślę, że kogoś ma. Jej uśmiechnięta twarz momentalnie spoważniała. – Nie rozumiem, jak on może być tak nieczuły, żeby nie kochać kogoś tak słodkiego jak ty. – Carys odwróciła się całkowicie w jej stronę, mocno trzymając ją za ramiona. – Dlaczego musisz przechodzić przez ten cały stres, skoro bez trudu mogłabyś znaleźć kogoś innego? Masz mnóstwo wielbicieli. Carys tylko słyszała o jej narzeczonym, nigdy go nie spotkała ani nawet nie widziała jego zdjęcia. Emmeline wspominała, że ma to pozostać prywatne aż do ślubu, co sprawiało, że Carys czuła lekki niepokój. – Kocham go – wypaliła. – To, co do niego czuję, jest wyjątkowe, Cee, i zdobędę go. Pozwolę mu robić swoje, ale on należy do mnie. Mój narzeczony. Emmeline potrafiła być zdeterminowana. Poza byciem uroczą i idealną, zawsze dostawała to, czego chciała. – Samochód podjechał – oznajmiła Carys, mocno ściskając przyjaciółkę, po czym wsiadła do auta. Pomachała jej, a samochód ruszył z miejsca. Mimo późnej pory jej ojciec nie spał, cierpliwie czekając na jej powrót. – Tato? – zawołała, wzdrygnąwszy się, gdy zapaliła światło. – Co robisz w ciemnościach? – Czekam na ciebie, Cee – odparł ojciec, wskazując na sofę. – Usiądź, kochanie; musimy porozmawiać. – Tato, jestem wykończona. Czy możemy o tym porozmawiać jutro? – Nie, Carys. Obiecuję, że to będzie krótkie – odpowiedział, prosząc, by usiadła obok niego. – Twoje nagłe ogłoszenie kompletnie mnie zaskoczyło, córko, nie wspominając o tym, że jedziemy na Filipiny. Jak chcesz, żebyśmy sobie poradzili z językiem? Oni ledwo mówią po angielsku. – Tato? – zawołała, ziewając. – Do czego zmierzasz? – Czy możemy tam nie jechać? – Praca jest męcząca, tato. Miałam długi dzień, a jutro muszę być w biurze. Możesz wybrać jakiekolwiek inne miejsce; po prostu niech będzie daleko od Teksasu – powiedziała, wstając. Podeszła do taty i pocałowała go na dobranoc. Carys udała się na górę, a jej serce było ciężkie od kłamstw, które wciąż powtarzała rodzinie. Odkąd zaczęła spotykać się z Rowanem, przestała pracować. On o to zadbał dzięki regularnym wpłatom i prezentom, którymi ją obsypywał. Nie potrafiła zmusić się do wyznania prawdy ze względu na warunki kontraktu. To było poufne; nie mogła powiedzieć nikomu, nawet Emmeline, swojej najlepszej przyjaciółce. Emmeline powiedziała tylko, że on jest dobrym przyjacielem, który jej pomaga. Pamiętała, jak Emmeline śmiała się, nazywając to układem „przyjaciele z korzyściami”, ale zmieniła zdanie, gdy sama zaczęła coś czuć do swojego darczyńcy. Rowan zawsze był dla niej miły. Nie angażował się w romantyczne gesty, nawet w pocałunki. Przechodził prosto do rzeczy, dbając, by nie stała jej się krzywda i by zaznała nieco przyjemności. Zrzuciła ubrania i weszła do wanny, zastanawiając się, dlaczego pozwoliła ojcu zmanipulować się do zmiany lokalizacji. Z pieniędzmi, które zaoszczędziła i tymi, które jej dał, zamierzała ułożyć sobie życie i uciec jak najdalej od niego. Emmeline miała rację. Odcinała się od niego, bo bała się, że on nie przyjdzie jej szukać. Że zostawi ją w zawieszeniu z mnóstwem emocji i wspomnień. Nie stworzyli żadnych wspomnień poza sypialnią; wszystko inne pozostawało dla niej tajemnicą. Jutro zamierzała pójść do jego mieszkania i wymazać wszystko. Nie chciałaby, żeby zostało cokolwiek, co mogłoby mu o niej przypominać. Wszystko, czego dotknęła, zamierzała usunąć. Nie pozwoli mu na powracające myśli o tym, jak w nią wchodził. Nie odda mu tego honoru. Podczas gdy brała kąpiel, w innej części miasta Rowan był ze swoją kochanką, kobietą, z którą cieszył się wyłącznie seksem. Jej jęki wypełniały pokój, podczas gdy on się w nią zagłębiał, próbując sprawdzić, czy przypomni sobie tę chwilę, którą dzielili w przeszłości. Czy poczuje ekscytację, wchodząc w jej słodkie ciało. – Ach, tak, Rowan – jęczała Genevieve Haverford, dostosowując się do jego tempa. Coś było z nim nie tak. Od momentu, gdy ją pocałował, aż do tej chwili, gdy był w środku niej, czuł jałowość. Chwycił ją za nogę, próbując wejść głębiej, by sprawić jej przyjemność, ale jego serce i dusza nie współgrały z tym, co robiło jego ciało. Zamiast miłości, którą planował, wyzwalał ból. Ból, do którego przywykł. Ona już nie jęczała, lecz krzyczała. – Rowan? – zawołała, trzymając go za ręce, by przestał ją niemal rozdzierać na pół. Jęknął sfrustrowany, wycofując się z niej. Nie potrafił trzeźwo myśleć. Nie był w stanie wyrzucić Carys z głowy po zakończeniu kontraktu. Był pewien, że wtedy nic nie czuł, ale ta pustka i ciężar na sercu sprawiały, że miał ochotę coś roztrzaskać. – Wszystko w porządku, kochanie? – zapytała, naciągając koc i klękając obok niego na łóżku, dotykając go. – Tak, Genevieve – odpowiedział, posyłając jej wymuszony uśmiech. Nie potrafił uśmiechnąć się szczerze, odkąd tamta odeszła. Uśmiech zniknął z jego twarzy w dniu, w którym zabrała swoje rzeczy i opuściła jego dom. Wbił dłonie we włosy, próbując się opanować. Może to było poczucie winy. Musiało tak być. Nie powinien kończyć tego tak nagle, jak to zrobił. Może powinien był powiedzieć jej o tym wiele dni wcześniej, by ją przygotować. Chrzanić to. Nie byli w poważnym związku i to było logiczne, że zakończył to tak, jak mu się podobało. – Tak mi przykro, Genevieve – wykrztusił, odwracając się do niej całkowicie i splatając swoje dłonie z jej dłońmi. Nie potrafił do końca określić, co jest nie tak, dlaczego jest tak zdystansowany i dlaczego nie czuje absolutnie żadnej ekscytacji. – Nic się nie stało, kochanie – powiedziała, uwalniając ręce z jego uścisku i splatając jedną wokół jego szyi, podczas gdy drugą przeczesywała jego gęste czarne włosy. – Nigdzie się nie wybieram, uwierz mi; mamy mnóstwo czasu, by to robić – powiedziała, przyciągając jego głowę do swojej piersi. Pozwolił na to i zamknął oczy, odcinając się od świata. – Dlaczego jesteśmy w penthousie w twoim biurze, Rowan? Dlaczego nie zabrałeś mnie do domu? – zapytała, gładząc go po włosach. Na moment otworzył oczy, po czym znów je zamknął. – Ktoś musi tam pójść – odpowiedział spokojnie, zapadając w sen. – To zajmie tydzień.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Praktyczne uczucia – Wygasłe więzi: Cichy żal miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka