Wygasłe więzi: Cichy żal miliardera

Wygasłe więzi: Cichy żal miliardera

Autor: Football Boy

Kontrakt serc
Autor: Football Boy
13 cze 2026
Znikające echa pożądania Pogoda była piękna i słoneczna, zwłaszcza po ulewie, która przeszła poprzedniego dnia. Nie było powodu do zmartwień, gdy szła w stronę potężnego budynku należącego do jednego z najbogatszych kawalerów w Teksasie, Rowana Vane’a. Pierwszy raz odwiedziła to miejsce trzy lata temu. Była wtedy w rozpaczy, desperacko szukając sposobu, by uchronić ojca przed więzieniem. Była udręczona i skrajnie biedna. Dziś jednak szła z wysoko podniesioną głową, czując się u siebie, a stukot jej obcasów rozbrzmiewał echem, gdy kierowała się w stronę recepcji. Choć mieściła się tu kancelaria prawna, budynek przypominał raczej luksusowy apartamentowiec dla ludzi o wysokim statusie. – Dzień dobry pani – przywitała ją blondynka w recepcji, uśmiechając się słodko. Kiedy była tu ostatnim razem, recepcjonistka miała oschły wyraz twarzy, zupełnie inny niż ten obecny, przyjazny. – Dzień dobry – odpowiedziała Carys, posyłając jej uśmiech, który rozjaśnił jej twarz. – Jestem umówiona z panem Vane’em. Recepcjonistka skinęła głową i sprawdziła coś w systemie. – Nazwisko, pani pozwoli? – zapytała, nie odrywając wzroku od ekranu. – Carys MacKenna. – Dobrze, proszę pani – odparła recepcjonistka, podnosząc wzrok znad monitora. – Przyszła pani kilka minut przed czasem. Jeśli pani to nie przeszkadza, może pani na niego zaczekać. – Nie, nie przeszkadza – odparła Carys i ruszyła w stronę jego gabinetu. Wszedła do windy. Minęły trzy lata, odkąd była tu po raz ostatni – w dniu, w którym podpisała kontrakt, który uratował jej rodziców i pomógł jej wieść życie, o jakim marzyła. Serce Carys zabiło nieco szybciej na myśl o tym, dlaczego Rowan chciał się z nią spotkać akurat w gabinecie. Spędzili razem noc, zatraceni w chwili, podczas gdy na zewnątrz szalała ulewa. Dziś rano, podczas śniadania, szepnął do niej: „Wpadnij do biura o dwunastej. Muszę ci coś powiedzieć”. Była zaskoczona. Poza tym jednym, rozpaczliwym spotkaniem sprzed trzech lat, nigdy nie miała wstępu do jego gabinetu. Wszelkie kwestie, bez względu na ich charakter, zawsze rozwiązywali w jego łóżku. Winda wydała krótki sygnał dźwiękowy, informując, że dotarła na miejsce. Carys zerknęła na zegarek, idąc w stronę poczekalni, skąd miała ją odebrać sekretarka. Było osiem minut do dwunastej. Rowan był kimś, kto rygorystycznie przestrzegał czasu; był niewolnikiem punktualności. Jeśli powiedział, że o dwunastej, to znaczyło punkt dwunasta. Pchnęła drzwi i zobaczyła, że jest jedyną osobą czekającą na przyjęcie. Usiadła, przyglądając się wystrojowi pomieszczenia. Od jej ostatniej wizyty niewiele się tu zmieniło, ale wszystko w tym pokoju przypominało jej o tym, jak patrzył na nią, gdy spotkali się po raz pierwszy. Jego zimne, pozbawione wyrazu piwne oczy wpatrywały się głęboko w jej duszę, gdy kazał jej iść za sobą. – Pani Carys MacKenna. – Nagłe wypowiedzenie jej nazwiska wyrwało ją z zadumy, ale zdołała wymusić lekki uśmiech, by ukryć zdenerwowanie. – Pan Vane może już panią przyjąć – powiedziała sekretarka, dając znak, by Carys szła za nią. Odruchowo Carys wstała i poprawiła spódnicę sięgającą kolan, po czym ruszyła za sekretarką do imponującego gabinetu mężczyzny, który sprawiał, że jej serce biło szybciej. Sekretarka skłoniła się, przedstawiła Carys i po skinieniu głowy szefa opuściła pomieszczenie, przymykając za sobą drzwi. Carys nie mogła wyjść z podziwu nad wspaniałością tego miejsca. Rowan ewidentnie miał słabość do pięknych wnętrz i wysokości. Jego gabinet znajdował się na najwyższym piętrze ogromnego budynku. – Proszę, usiądź – nakazał jego głos, przywołując ją do rzeczywistości. – Och – Carys uśmiechnęła się, kierując się w stronę obrotowego krzesła naprzeciwko jego biurka. – Nie tam, Carys – zawołał, wstając i podchodząc do sofy w głębi gabinetu. – Tutaj. Rowan Vane. Mimo dziwności tego biura i jego chłodnego obejścia, był mężczyzną, na którego widok zapierało dech. Jego królewska postawa sprawiła, że w dniu ich pierwszego spotkania odjęło jej mowę. Był niezaprzeczalnie przystojny, a bijejąca od niego dominująca aura utrudniała jej oddychanie. Jednak przez trzy lata trzymała tego zimnego, trzydziestoletniego miliardera w swoich rękach. Zadowalała go, sprawiając, że niezliczoną ilość razy oddawał się jej bez reszty. Na jej twarzy pojawił się uśmiech satysfakcji. – Napijesz się kawy? – zapytał, wpatrując się w nią intensywnie. Jego głos działał na nią zniewalająco. – Nie, myślę, że na dziś już wystarczy – odpowiedziała, odwzajemniając spojrzenie z lekkim wyrazem zaciekawienia. – Carys – zawołał, skinąwszy głową z porozumiewawczym wyrazem twarzy. – Napijesz się kawy tutaj. To, co mam ci do powiedzenia, wymaga, abyś miała przed sobą kawę. – Spojrzał na nią przeciągle, po czym podniósł słuchawkę telefonu. – Dwie filiżanki americano. Jedna z dużą ilością miodu i lodu – zamówił, po czym odłożył słuchawkę. – Zazwyczaj nie pijesz americano – zauważyła Carys, zdziwiona jego wyborem. Tylko ona piła americano z dużą ilością miodu i lodu. – Dziś się napiję – mruknął krótko, opierając dłonie na blacie, przed którym leżała starannie ułożona teczka. Ciche pukanie do drzwi przerwało im rozmowę. Weszła sekretarka z dwiema filiżankami kawy. Podała Carys szklankę wypełnioną lodem, za co ta podziękowała. Gdy sekretarka wyszła, zostali w pokoju sami, wpatrując się w siebie w milczeniu. Rowan i Carys rzadko rozmawiali ze sobą poza sypialnią. Ich rozmowy ograniczały się do rzucanych przez Carys zdawkowych powitań, na które Rowan odpowiadał jedynie skinieniem głowy lub mruknięciem. Wymieniali słowa, ale robili to niemal wyłącznie w sypialni. Jęki i westchnienia były ich formą komunikacji. Ale teraz sytuacja była inna. Carys wiedziała, że Rowan jest człowiekiem małomównym i nauczyła się to akceptować. Jednak obecna sytuacja sprawiała wrażenie, jakby miał do powiedzenia bardzo dużo. Cisza była dusząca i sprawiała, że Carys czuła się niezwykle niekomfortowo, podczas gdy wewnątrz niej narastała ciekawość. Zdeterminowana, by przerwać to milczenie, zakaszlała, starając się przypomnieć mu o swojej obecności. – Carys, to, co jest między nami, kończy się dzisiaj – powiedział spokojnie Rowan, a jego zimne oczy były pozbawione emocji. – Ona wróciła. To było ostatnie, czego się spodziewała. Choć nie wiedziała, o czym chce rozmawiać, kiedy poprosił ją o przyjście do biura, do którego wcześniej miała zakaz wstępu, domyślała się, że chodzi o ich relację. Mocniej zacisnęła dłonie na filiżance, gdy jej oczy napotkały jego – to samo, co zwykle, chłodne, beznamiętne spojrzenie utkwione w niej. Czasami zastanawiała się, jak on wygląda, gdy się uśmiecha, bo Rowan nigdy nie uśmiechnął się do niej. Opanowała się, tłumiąc wszelkie uczucia, jakie do niego żywiła. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała, było wyjście na żałosną, opętaną kobietę płaczącą nad młodym, przystojnym miliarderem, którego serce należało do innej. – Dobrze. – Carys skinęła głową, rozluźniając uścisk na filiżance. Mimo bólu i rozczarowania, jakie czuła, postanowiła zachować godność i szacunek do samej siebie. Wiedziała, że trzymanie się kogoś, kto nie odwzajemnia jej uczuć, na dłuższą metę doprowadzi tylko do większego cierpienia. Można było się spodziewać, że układ z Rowanem wcześniej czy później dobiegnie nagłego końca. Ona potrzebowała jego pomocy, a on potrzebował jej ciepła. Trzy lata. Trzy lata. Trzy lata. Rowan westchnął, podnosząc teczkę ze stołu. – Poprosiłem cię tutaj, bo tutaj wszystko się zaczęło. To kontrakt, który musi zostać rozwiązany oficjalnie, tak samo, jak został zawarty. Carys ponownie skinęła głową, co sprawiło, że na jego przystojnej twarzy na moment mignęło poczucie winy, po czym zniknęło, jakby nigdy go tam nie było. Był zaskoczony, że nic nie powiedziała. Siedziała tam z wysoko podniesioną głową, bez wyrazu na twarzy, zupełnie jak on, przytakując każdemu jego słowu. Trzymała głowę wysoko, nie chcąc okazać żadnych oznak słabości. Widząc jej opanowaną, niewinną twarz, Rowan wiedział, jak wiele jest jej winien. – Oto czek na milion dolarów. Mam nadzieję, że to zrekompensuje resztę – oświadczył, wysuwając czek z teczki. Jego spojrzenie pozostawało niewzruszone. Skoro potrafił być wobec niej tak zimny, skoro potrafił tak łatwo to zakończyć, ona nie zamierzała okazywać mu żadnych emocji. Nie zależało jej na jego pieniądzach i Rowan dobrze o tym wiedział. Jeśli jednak chciał jej to zrekompensować, kimże była, by odmawiać? Ku jego zaskoczeniu wyciągnęła rękę i przyjęła czek, dodając cicho: – Zostawiłam kilka rzeczy u ciebie. Czy mogę je odebrać? Rowan uśmiechnął się sarkastycznie. Carys nie miała nic, kiedy go poznała. Cała biżuteria i ubrania, które posiadała, zostały kupione przez niego. A jego prezenty nigdy nie były tanie. – Masz tydzień – oznajmił Rowan, wstając i podchodząc do swojego biurka. Wyjął kartę i wrócił do niej, poprawiając marynarkę. – Oddaj ją mojej sekretarce, kiedy skończysz. – Kod do zamka? – zapytała, przyjmując kartę. – Jest taki sam jak zeszłej nocy? – Tak – odpowiedział krótko. – Każę technikowi go zmienić, gdy tylko się wyprowadzisz. Wrócił na swoje miejsce i przesunął dokumenty w jej stronę. – Kontrakt. Podpisz swoją część rozwiązania umowy. Carys skinęła głową, podpisała dokument i wstała, gotowa na dobre zniknąć z jego życia. – Żegnaj, Rowan – wyszeptała Carys spokojnym głosem, napotykając jego spojrzenie po raz ostatni. – Żegnaj, Carys – odpowiedział z rękami w kieszeniach, podczas gdy ona dumnym krokiem opuszczała jego gabinet, zdeterminowana, by wymazać każdy ślad po sobie z jego pamięci.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Kontrakt serc – Wygasłe więzi: Cichy żal miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka