– Fay! – krzyczy Kent, gdy tylko wchodzi do domu, i rusza wściekle korytarzem.
Jego służba zamiera w bezruchu, a potem pierzcha, wyczuwając, że coś jest nie tak. Kent jest z tego w pewien sposób zadowolony – przynajmniej oni znają swoje miejsce.
Mimo to Fay mu nie odpowiada. Kent woła ją ponownie, wchodząc po schodach szybkim krokiem. Gdy dociera do jej pokoju, otwiera pchnięciem drzwi, nie siląc
















