W mroku nocy posiadłość Thorne’ów stanęła w płomieniach.
„Mamusiu...”
Blada dziewczynka klęczała na ziemi, drżąc z przerażenia.
Przed nią leżała kobieta z sztyletem wystającym z piersi. Z rany obficie płynęła krew.
„Evo... nie płacz”.
„Evo, mamusia nie była dość silna. Zawiodłam cię. Musisz żyć dobrze...”
Łzy spłynęły po jej policzkach, aż w końcu zamknęła oczy.
„Mamusiu...” Oczy dziewczynki rozszerzyły się w pustym spojrzeniu. Delikatnie potrząsnęła ramieniem kobiety. Wraz z tym ostrożnym ruchem, sama zdawała się przestać oddychać.
„Mamusiu, proszę, obudź się!” Ciężkie łzy spływały po jej twarzy, a serce bolało ją tak, jakby zostało przebite tysiąc razy.
„Mamusiu! ...Łeee...”
Rozdzierający serce szloch rozdarł powietrze.
Nagle sześcioletnie dziecko wyrwało sztylet z ciała kobiety.
Zatoczyła się i pobiegła w stronę mężczyzny w fioletowym garniturze, stojącego nieopodal.
„Benedict Wentworth, musisz zginąć!”
Z oczami płonącymi czystą nienawiścią, uniosła sztylet, by pchnąć go w brzuch, przysięgając, że dołączy on do jej matki w objęciach śmierci!
Była jednak zbyt mała i słaba. Jedyne, co zdołała zrobić, to drasnąć go w udo.
„Ty okropne dziecko, idź do piekła!”
Benedict Wentworth wycedził te słowa przez zaciśnięte zęby. Odchnął Evangeline na bok.
Jęknęła z bólu, zacisnęła dłonie w pięści i próbowała wstać.
Dwóch ochroniarzy zareagowało błyskawicznie. Podbiegli i przycisnęli dziewczynkę do ziemi.
Benedict Wentworth założył ręce za plecy i spojrzał na Evangeline z obrzydzeniem. „Niezależnie od wszystkiego, w twoich żyłach płynie moja krew. Dopóki będziesz posłuszna i będziesz mnie słuchać, pozwolę ci żyć. W przeciwnym razie skończysz jak twój dziadek i matka”.
Jako zięć, który wżenił się w rodzinę Thorne’ów, znosił pogardę i lekceważenie wszystkich, czekając tylko na ten dzień.
Evangeline zagryzła spierzchnięte wargi aż do krwi. Jej drobne ciało sztywniało z gniewu. „Ha! Benedict Wentworth, lepiej mnie zabij. Bo inaczej spędzę całe życie, sprawiając, że będziesz cierpiał!”
„Och dziecko, nie powinnaś tak mówić. Ojcobójstwo to grzech. Piorun cię strzeli”.
Zuchwały głos należał do kobiety w futrze z białego lisa. Nazywała się Vivian Vance i była dziecięcą miłością Benedicta Wentwortha. Urodziła mu parę bliźniąt w tym samym roku, w którym on poślubił córkę Thorne’ów. Obecnie była w ciąży z ich trzecim dzieckiem, a lekarz powiedział, że to chłopiec!
Cierpiała przez lata, a teraz, gdy majątek i aktywa rodziny Thorne należały do Wentworthów, mogła zająć należne jej miejsce jako szanowana pani Wentworth!
„Jeśli niebiosa mają oczy, to was najpierw trafi piorun!” Evangeline chciała płakać jeszcze bardziej, ale jej oczy były tak suche, że aż bolały. Łzy nie płynęły. Spojrzała na Benedicta Wentwortha, który niegdyś huśtał ją wysoko i śpiewał jej piosenki, i wykrzyknęła histerycznie: „Jesteś moim ojcem! Jesteś moją ulubioną osobą, ojcem, którego szanuję! Dlaczego? Powiedz mi, dlaczego?!”
Jej rodzina została zniszczona, a wszyscy nie żyli.
Jej własny ojciec był ich mordercą...
Bezksiężycowa noc zdawała się być pełna rozpaczy.
Ogień szalał, wypalając nienawiść głęboko w jej kościach.
Benedict Wentworth zignorował ją. Odwrócił się do mężczyzny w białym fartuchu i powiedział obojętnie: „Doktorze Halloway, proszę wstrzyknąć jej lek zmieniający pamięć i porzucić ją w jakimś odosobnionym miejscu. Niech radzi sobie sama”.
Następnie pomógł ciężarnej kobiecie wsiąść do samochodu. Za jego plecami rozległy się udręczone krzyki Evangeline: „Nie... Nie! Nie chcę zapomnieć. Muszę to pamiętać... Nie! Ahhh...”
Dwaj ochroniarze odjechali prawie sto mil dalej i pod osłoną nocy zostawili Evangeline na środku drogi u podnóża góry. Takie były rozkazy Vivian Vance, która miała nadzieję, że dziewczynkę przejedzie jakiś przejeżdżający samochód.
Ale Niebiosa miały inne plany.
Trzy dni później, w luksusowym apartamencie prezydenckim w szpitalu, dama z posiwiałymi skroniami z litością gładziła delikatną twarz Evangeline.
Jej asystent przeprowadził dochodzenie.
To biedne dziecko, które od teraz miało z nią mieszkać w odosobnieniu, było jej wnuczką, Evangeline Sterling.
Zrobi wszystko, by ją kochać, chronić i szkolić.
A kiedy dziewczyna w pełni wyzdrowieje i odzyska pamięć, sama rozszarpie tę straszną parę na strzępy.