logo

beletrystyka

Determinacja Luny

Determinacja Luny

Autor: Winston.W

Wszystkie możliwości
Autor: Winston.W
17 lis 2025
– O co chodziło? – Alex podszedł do swojego Alfy od tyłu, obaj wpatrywali się w eteryczną postać dziewczyny, która odjeżdżała. – Jak jej poszło dzisiaj? – zapytał Cole, odwracając wzrok od drzwi wejściowych. – Beznadziejnie, jak zawsze. Może o cal lepiej niż przez resztę tygodnia – zaśmiał się Alex, ocierając pot z czoła ręcznikiem. – Zawsze przychodzi wieczorem? – Mmm, nie zawsze, ale myślę, że niedługo zaczynają się jej zajęcia, więc od teraz będzie przychodzić wieczorami… Jest silna jak dziecko, ale uparta. Myślałem, że już zrezygnuje. Mogłem, ale nie musiałem, dać jej dzisiaj najcięższy obwód cardio, jaki znam. I przez cały tydzień dawałem jej wycisk. Alex stłumił śmiech: – Jej ciało musi ją zabijać, ale za każdym razem, gdy myślę, że rzuci ręcznik, ona idzie dalej. Zawsze pojawia się w podwójnych warstwach ubrań i ze złą postawą, nieważne co. Prawie zemdlała na bieżni, żeby udowodnić swój punkt widzenia. Musiałem awaryjnie zatrzymać to cholerstwo, żeby wszyscy przestali mnie wkurzać za krzywdzenie nowej dziewczyny, zanim zdąży się z kimkolwiek *przywitać*. – Alex zrobił cudzysłów w powietrzu, przewracając oczami w kierunku innych członków watahy. Cole chrząknął, wydając głęboko zirytowany dźwięk, a Alex przekrzywił głowę. – Od teraz będę ją trenował wieczorami… – powiedział Cole, odpowiadając na ciekawość swojego Bety. – Co? – Cole nie lubił klientek, twierdząc, że istnieje zbyt duże ryzyko przekroczenia granic osobistych i zawodowych. A na pewno nie wziąłby pod swoje skrzydła takiej słabeuszki, która ledwo wyszła ze szkoły średniej. Jeśli cardio ją zabijało, nie przetrwałaby jego wersji mechaniki walki. – Nie martw się o to. Może uważam, że jej strach jest zabawny… i Alex, nie dotykaj jej więcej – powiedział Cole nonszalancko, mimo że w powietrzu unosił się zapach rozkazu Alfy. Alex stał z szeroko otwartymi ustami, jakby kształtowały się w nim słabe przebłyski zrozumienia. Cole nawet nie zdawał sobie sprawy, że przeszedł na wilcze tony. – Dlaczego obchodzi cię, czyj zapach na niej jest? – zapytał cicho Alex, doganiając Cole’a. Jego Alfa nie odpowiedział. A dla niego to była wystarczająca odpowiedź. – To niemożliwe… – spróbował ponownie Alex – Alfy nie mają ludzkich partnerek. To po prostu… nie istnieje, Cole. Nie ma mowy. Alfy łączą się w pary z Alfami, aby kontynuować linię. Wszyscy o tym wiedzą. *Ty* szczególnie. Nie ma mowy, żeby księżyc dał ci człowieka. – Myślisz, że tego nie wiem? – odpowiedział lodowato Cole – Nie potrzebuję, żeby mój Beta mówił mi, co Alfy robią, a czego *nie* robią, Alex. – Zatrzymał się przy wejściu do biura, rozglądając się po siłowni, aby sprawdzić, czy któryś z pozostałych członków watahy nie słucha, zanim wszedł do środka. – I tak nie planuję jej rościć. Wyobrażasz sobie minę Eriki? Jeśli działa mi na nerwy teraz, wyobraź sobie, jak będzie po tym. Mój wilk po prostu nie pozwala mi teraz trzeźwo myśleć. – Więc dlaczego chcesz ją trenować? – Alex skrzyżował ramiona, zamykając za sobą drzwi. Biuro nie było małe, ale z dwoma biurkami, stanowiskiem ochrony i wszystkimi krzesłami mogło być ciasno. Na szczęście właśnie posprzątali po zainstalowaniu kilku monitorów nadzoru na tylnym stole. Andres od tygodni nękał ich o pieniądze na dokończenie konfiguracji. Rok to za długo, żeby zwlekać z ochroną, zwłaszcza przy liczbie ludzkich cywilów przychodzących i wychodzących w tych dniach. Niezwykle duży wkład Lity trafił bezpośrednio na sześć lśniących ekranów, na których wyświetlał się obwód. Alex przeniósł wzrok z powrotem na Cole’a, unosząc brew, aby sprowokować odpowiedź na jego wcześniejsze pytanie. – Ponieważ nie mogę się powstrzymać. Wilk chce być blisko niej – warknął Cole z frustracją, krzywiąc usta z niesmakiem. – Chcę po prostu dać wilkowi to, czego chce, przynajmniej trochę, ponieważ to rozprasza. Tylko wieczorami, kiedy potem możemy pobiegać. Będę tego potrzebował. – To zły pomysł, Cole. Chyba najgorszy pomysł, jaki kiedykolwiek słyszałem… – Tak, wiem – przytaknął nieobecnie, pogrążając się we własnych myślach. Alex usiadł na najbliższym biurku. – Więc zrozumiesz, dlaczego zamierzam to zrobić… *weto*. Cole wyprostował się, pazury wysunęły się z jego paznokci w błysku gniewu. – Zgodziliśmy się, że weto będzie używane w sytuacjach awaryjnych, gdy uważasz, że mój osąd jest zamglony, Alex – słowa Cole’a były ciężkie, mocno zaakcentowane warknięciami i pomrukami frustracji. – To nie jest sytuacja awaryjna. Alex westchnął, pocierając zarośnięty podbródek. Jego oczy zabłysły bardziej żywym błękitem. – Myślę, że jednak jest, Alfa. Po pierwsze, przeklinałeś jak szewc w całej więzi, kiedy ją zobaczyłeś. Nie obchodziło cię, czy inni to słyszą, czy nie, co było niedbałe. Ale przymknąłem na to oko, ponieważ założyłem, że jej wzmianka o Jamesie po prostu cię wyprowadziła z równowagi. Po drugie, wszyscy widzieliśmy, jak na nią patrzysz. Jesteś tak dyskretny jak góra. – Alex spojrzał na niego wymownie. – Jedyną osobą, która tego nie widziała, jest sama dziewczyna, a to powinno wystarczyć, jeśli chodzi o jej inteligencję. Ale nieważne, ja też nie jestem najostrzejszym nożem w bloku. – Nic z tego nie brzmi jak sytuacja awaryjna – warknął Cole, tracąc cierpliwość do oceny jego partnerki przez Betę. Chodziło o zasadę. – Nie, ale siniaki, które ukrywa pod ubraniem, *są* problemem. Wiesz o tym tak samo dobrze jak ja. *Ty* powiedziałeś, że nie angażujemy się w ludzkie gówno, chyba że to sytuacja awaryjna. Co jest w porządku, ale to dotyczy również jej. Widziałeś je tak samo wyraźnie jak ja tego pierwszego dnia. Ale zamiast wysłać ją, żeby była problemem kogoś innego, uczyniłeś ją naszą. *Wpuściłeś* ją. Puściłem to płazem, *znowu*, ponieważ po prostu myślałem, że robisz jej przysługę. I pomyślałem, że może zostawiła tego dupka, czy kimkolwiek on jest. Cole zacisnął szczękę, odwracając wzrok, gdy Alex nachylił się bliżej. – Ale ona nie zdejmie bluz z kapturem, nawet gdy się poci. Wolałaby zemdleć niż zdjąć te warstwy i *obaj* wiemy, co to kurwa znaczy. Podejmowałeś bałaganiarskie decyzje na jej temat, kiedy nawet jej nie znałeś, więc nie ma mowy, żeby twojemu wilkowi można było pozwolić na większy dostęp. Co, jeśli powie ci, że jej chłopak ją bije? Zamierzasz przymknąć na to oko, Cole? Udawać, że nie obchodzi cię dobre samopoczucie twojej partnerki? Nie, pójdziesz i spuścisz mu wpierdol i uratujesz ją. Jakbyś był darem księżyca dla zagubionych dziewcząt. Alex rzucił okiem przez okno na Jaz, jakby chciał powiedzieć: *jak ta ludzka*. – A jeśli to zrobisz, jeśli spierdolisz tego bardzo ludzkiego chłopaka, to nas zdemaskujesz. Więc nie. Kocham cię, jesteś moim bratem. Szanuję cię i pójdę za tobą wszędzie, ale nie, Cole. Weto. Cole zatrzasnął usta, a jego oczy zabłysły barwami wilka. – Nie możesz mieć z nią nic wspólnego, dopóki jej nie odrzucisz. Mówię poważnie. – Wiesz, że nie możesz mnie zawetować ponownie aż do przyszłego roku, prawda? To jest warte twojego corocznego pierdol się? – Cole potarł dłońmi po twarzy, wygładzając włosy, gdy odgonił swoje uczucia. – Tak – przytaknął Alex – Zbyt ciężko pracowaliśmy, budując to miejsce, żeby ludzka partnerka je zniszczyła, Cole. Zwłaszcza jeśli nie zamierzasz jej rościć. Nie utrudniaj sprawy, niż jest. Cole żuł wewnętrzną stronę policzka, myśląc. – Dobrze, Beta. Weto przyjęte.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Wszystkie możliwości – Determinacja Luny | Czytaj powieści online na beletrystyka