Cole wciąż ciągnął ją za sobą, aż minęli dom sfory, aż odgłosy i twarze innych członków zniknęły wśród drzew, gdy obeszli główny teren w kierunku nieużywanej, zrujnowanej części ziemi sfory. Lita znała je tylko teoretycznie, nigdy nie widziała pustych betonowych budynków.
– Dokąd idziemy? – Lita szturchnęła Cole'a łokciem.
– Zaraz zobaczysz, kochanie – uśmiechnął się i mocniej objął ją ramieniem.
















