-Sera-
Zrywam się ze snu.
Ogień w kominku wygasł i w pomieszczeniu panuje chłód; musiał zgasnąć już dłuższą chwilę temu. Śnieg przestał padać, a ja słyszę, jak ktoś z trudem próbuje otworzyć drzwi, bez wątpienia siłując się ze śnieżnymi zaspami. Korzystając z mroków nocy, wstaję bezszelestnie, zostawiając kołdrę za sobą.
Wchodzę po schodach w stronę włazu, który wcześniej zauważyłam na suficie.
















