Anielska muzyka płynęła z głośników rozmieszczonych wokół terenów watahy. Wzdłuż ulic zapalono pochodnie, a księżyc jaśniał w samym centrum nieboskłonu.
Cień padł na krawędź tarczy, gdy zaczął formować się krwawy księżyc; gdy całkowicie się scali, nadejdzie czas, a później, gdy zacznie ustępować, zadmie róg – znak, że rozpoczęło się Polowanie.
– Denerwujesz się? – zapytała moja młodsza siostra, Mathilda.
– Hazel się nie denerwuje, skarbie, to zaszczyt. Taki, którego i ty możesz doświadczyć za kilka lat, jeśli będziesz miała szczęście.
Poruszyłam się na łóżku, tłumiąc narastającą złość na matkę.
Spojrzałam w pełne nadziei oczy Mathildy i ujęłam jej drobny podbródek.
– Mam nadzieję, że nigdy cię to nie spotka – powiedziałam, a odwracając głowę, rzuciłam matce wściekłe spojrzenie.
Jeśli kobieta nie znalazła swojego przeznaczonego do momentu ukończenia osiemnastu lat, stawała się ochotniczką do Polowania. To nie był jej wybór, ale jakoś przez wieki trwania tej tradycji młodym dziewczynom prano mózgi, by postrzegały to jako honor.
Jeśli nie miałyśmy partnera, nasze imiona automatycznie trafiały do Kielicha Wyboru, z którego później losował mistrz ceremonii. Ta nazwa zawsze mnie zadziwiała – Kielich Wyboru – była ironiczna, ponieważ nie miałyśmy żadnego wyboru.
Nigdy nie widziało się rodzica bardziej dumnego niż w chwili, gdy wyczytywano imię jego córki.
Ta oślepiająca radość w ich oczach, gdy widzieli, jak ich córki są zabierane, wrzucane do ciężarówki i wywożone z watahy. Rzadko kiedy widywano je ponownie, ale ich nieobecność traktowano jako dobry znak.
– Już gotowe, kochanie – matka delikatnie przesunęła dłońmi po moich ramionach.
Podeszła i chwyciła białą halkę. To z trudem można było nazwać sukienką; wyglądała jak koszula nocna, tyle że cieńsza i bardziej odsłaniająca ciało.
Cienkie ramiączka wpijały mi się w ramiona, a skóra poczerwieniała, bo mój biust był zbyt duży na rozmiar, który kupiła matka. Nie wolno nam było nosić staników, nasze nogi musiały być odsłonięte, zabronione było też obuwie czy skarpetki.
Miałyśmy być tak obnażone, jak to tylko możliwe, zawstydzone i poniżone do głębi, zanim dotrzemy do domu.
Byłam świadkiem rytuału Kielicha nie raz w swoim życiu i za każdym razem pewne czynniki pozostawały niezmienne: dziewczyny ustawiano w szeregu obok siebie, ręce miały splecione z tyłu, by dać dobry widok na ich ciała, włosy opadały w warkoczach – jednym lub dwóch – na plecy, ale nigdy nie mogły zakrywać piersi ani twarzy. Gdy wyczytywano imię dziewczyny, miała wystąpić naprzód bez słowa – ani jednego dźwięku, poza subtelnym oddechem wypuszczanym przez wyszorowane usta. Były oceniane przez Lady Hale, która następnie klasyfikowała dziewczyny w skali od 1 do 10.
Rzadko zdarzało się, by dziewczyna otrzymała ocenę poniżej 3.
Widzicie, żeby dostać mniej niż 3, trzeba było być cholernie słabą omegą bez żadnych zalet, uchodzącą za nic więcej jak marnowanie przestrzeni. Albo trzeba było być bez wilka; mój żołądek ścisnął się, ponieważ jedna z dziewcząt dzisiejszego wieczoru jeszcze nie przeszła przemiany, nie miała swojego wilka, a to nie zdarzyło się od ponad wieku. Tym, które otrzymały trójkę lub mniej, zabraniano udziału w Polowaniu; były odrzucane i często w rezultacie hańby wykluczane przez swoje watahy i rodziny.
Kiedy mówię wam, że to one są tymi szczęśliwymi…
Pozostałe, te ocenione na 4 i wyżej, mają zawiązywane oczy, wiązane ręce i są prowadzone do ciężarówki, która później je wywozi.
Najstraszniejszą częścią dla mnie nie była ceremonia; wiedziałam, co działo się podczas ceremonii. Tym, co mnie przerażało, było to, co działo się potem, gdy ciężarówka odjeżdżała, a dziewczyny były wyładowywane w domu. Jak to jest spotkać Alfy, które miały na nie polować, kiedy łapali ten pierwszy zapach, a wszystko inne, co znały przez całe życie, stawało się przestarzałe. Wszystko dla przyjemności Alf. Nikt nie wiedział, co tam się działo, ponieważ nigdy nie wolno o tym słuchać; dziewczyny, które wyjeżdżają, nie wracają.
– Chodźmy – matka wyciągnęła rękę. Rzuciłam ostatnie spojrzenie w lustro, dłonie lekko mi drżały u boków, a palce stóp wpijały się w zimną podłogę.
– Jasne – zignorowałam jej dłoń i wyszłam z domu.
Zatrzymałam się na schodach prowadzących z ogrodu i obserwowałam sznury dziewcząt maszerujących w stronę klifu. Ilość białych sukienek i obnażonych ciał była niemal przerażająca... wyglądały jak duchy nawiedzające ulice, ale były szczęśliwe. Ja byłam przerażona. Wiedziałam, że to nie słońce i róże na nas czekają. To nie było bajkowe zakończenie z wszechpotężnym alfą; to było piekło, gdzie rządzili mężczyźni, a my byłyśmy posłuszne. Jeśli ty, jako wybrana partnerka, nie byłaś posłuszna... po zakończeniu polowania dla alf i ich ofiar nie było już żadnych zasad.
Zrobiłam krok, by zejść po trzech stopniach i dołączyć do dziewcząt, gdy zatrzymała mnie mała rączka chwytająca mnie za ramię. Odwróciłam się i spojrzałam w sarnie oczy mojej siostry. Przykucnęłam przed nią i poprawiłam jej kwiecisty kardigan, po czym przyciągnęłam ją do siebie.
– Nie chcę, żebyś szła – szepnęła tak, bym tylko ja mogła usłyszeć. Uznano by to za brak szacunku, gdyby ktoś ją usłyszał; powinna się cieszyć moim szczęściem, ale na szczęście moja siostra przez lata słuchała mnie bardziej niż rodziców.
– Wiem, kochanie, ale muszę. Obiecuję, że nic mi nie będzie.
Pierwsza łza spłynęła z jej oka.
– Wrócisz do mnie?
Ścisnęłam jej ramiona i przełknęłam palącą gulę w gardle. Jak mam jej powiedzieć, że to już nie zależy ode mnie?
– Pamiętasz, jak obiecałam, że nigdy cię nie okłamię? – Pokiwała małą główką i otarła czerwony nos, więc kontynuowałam: – Nie wiem, czy będę mogła do ciebie wrócić, ale obiecuję, że zawsze będę o tobie myśleć i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby przyjechać i cię odwiedzić. Czy to wystarczy?
Widziałam, jak próbuje się uśmiechnąć przez łzy, i pękło mi serce, że nie mogę zabrać jej do środka, zamknąć drzwi i obiecać, że nigdy jej nie zostawię.
Nigdy w życiu nie pragnęłam partnera ani mężczyzny, ale w tej chwili trochę żałowałam, że nie spotkałam tutaj swojego przeznaczonego, bo wtedy nie musiałabym odchodzić.
– Tak – wyłkała.
„Chodźmy” – powiedziała Trixy, pojawiając się na przodzie mojego umysłu.
***
Miejsce, w którym odbywa się rytuał, zawsze było to samo. To krawędź góry otoczona lasem, z widokiem na watahę. Mówiono, że kłujące kamienie pod naszymi stopami wyciągają wszelkie nieczystości, zanim dotrzemy na szczyt góry.
Zawsze przewracałam oczami, gdy dziewczyny krwawiły na kamieniach, idąc tą ścieżką – uśmiechały się i patrzyły z zachwytem na krwawy ślad za sobą. Jednak idąc tą drogą sama, czułam każdy ostry, cięty kamień pod stopami i wbijałam paznokcie w dłonie, żeby powstrzymać się od warknięcia.
Szłyśmy po kolistej ścieżce; nasze stopy były pokryte krwią, a im bardziej krwawiłaś, tym więcej grzechów popełniłaś, które musiały zostać zmyte. Najwyraźniej w tym życiu uzbierałam wiele grzechów. Stęknęłam i starałam się nie myśleć o bólu.
Omszałe skały wokół nas były wilgotne od wczorajszego deszczu, a chłodny wiatr smagał mnie, przeszywając skórę niczym żyletki. Jestem wilkołakiem i nie marzniemy łatwo, ale nie jadłam od dwóch dni, więc zarówno moja wilczyca, jak i ja byłyśmy słabe i wcale nie w najlepszej formie. Mówią, że dwa dni postu są po to, byśmy wyglądały na tak szczupłe i jędrne, jak to możliwe, ale ja twierdzę, że to po to, byśmy były słabe, zmęczone i potulne dla Alf.
– Możesz uwierzyć, że to nasza kolej? – zaśpiewała Iliana, przeciągając warkocz przez palce.
– Nie, naprawdę nie mogę – odpowiedziałam.
Wbiłam paznokcie we wnętrza dłoni, by przekierować ból, który przeszywał moje ciało. Nikt tutaj nie mógł zobaczyć, że drżę lub jest mi zimno; to również zostałoby odebrane jako słabość, a wszystko, co zrobisz, by przynieść wstyd sobie, odbije się również na twojej rodzinie. Nie mogłam im tego zrobić – zwłaszcza mojej siostrze, która cierpiałaby najbardziej, gdyby wszyscy się od niej odwrócili. Wszystkim jej przyjaciołom zabroniono by kiedykolwiek z nią rozmawiać, a nawet się bawić. Żaden chłopiec nie spojrzałby w jej stronę, gdyby dorosła, a nasza rodzina byłaby naznaczona na zawsze.