Przez lata Elara była jedynie postacią drugoplanową w świecie potężnego i wyniosłego Killiana Vance’a. On jest łamaczem serc, który rządzi Oakhaven z drwiącym uśmiechem na ustach, ona zaś dziewczyną, która chce tylko ukończyć szkołę i uciec do wielkiego miasta. Ale pewnego dnia wszystko się zmienia. Killian zaczyna ją obserwować – nie ze swoją typową arogancją, lecz ze spojrzeniem tak intensywnym, że przypomina ono pułapkę. Od mrocznych zakamarków szkolnego schowka po luksusy przyjęcia w rezydencji, Elara zostaje wciągnięta w wir pożądania i urazy. Zna jego reputację; zna korowód dziewczyn, które były przed nią. Jednak kiedy najbardziej niesławny bad boy w szkole po raz pierwszy w życiu szepcze „proszę”, mury obronne Elary zaczynają kruszeć. W świecie, w którym miłość jest bronią, a lojalność rzadkością, dziewczyna wkrótce przekona się, czy spojrzenie Killiana jest obietnicą, czy jej ostateczną zgubą.

Pierwszy Rozdział

Rozdział pierwszy: Ludzie nie chcą otwierać drzwi, wchodzić do środka i oglądać sesji porno na żywo. Och. Szlag! Mój ostatni rok w Ironwood Preparatory nie mógł zacząć się lepiej. Taaa, jasne. Wszystko szło absolutnie w porządku. Wręcz idealnie. Byłam jakby mniej niezdarna. To znaczy, ani razu nie potknęłam się o własne nogi, co w moim przypadku jest nie lada wyczynem. Cóż, aż do teraz. Z przerażeniem wpatrywałam się w Biancę, której całe ubranie było teraz przemoczone moim sokiem pomarańczowym. Nawet nie mam pojęcia, jak ten cholerny karton wyfrunął mi z dłoni i wylądował na jej głowie, oblewając ją od stóp do głów. Na całej stołówce zapadła cisza; wszyscy gapili się na nas w oczekiwaniu na nadchodzący dramat. Ci ludzie naprawdę powinni zająć się własnym życiem. Bianca, żądna władzy wredna suka, piorunowała mnie wzrokiem. Warknęła. "Ty pieprzona dziwko!" – wrzasnęła, a jej piskliwy głos odbił się echem od ścian stołówki. W pewnym sensie byłam wdzięczna, że los postanowił wykąpać w moim soku właśnie Biancę, a nie Sloane. Sloane, samozwańcza królowa ula w Ironwood Preparatory, jest bardziej stuknięta niż ktokolwiek, kogo znam. Zanim Bianca zdążyła się na mnie rzucić, dwie dłonie chwyciły ją w talii i odciągnęły ode mnie. Julian dwoił się i troił, żeby powstrzymać Biancę przed wbiciem we mnie pazurów, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. Z tak długimi paznokciami, jakie miała, bez wątpienia zdołałaby zedrzeć ze mnie skórę. Julian był chłopakiem Bianki, chociaż to, co on w niej widział, całkowicie przekraczało moje pojęcie. Był też bratem mojej najlepszej przyjaciółki, Felicity. Julian i ja znaliśmy się od zawsze, ale nie to, żebyśmy byli jakoś blisko czy coś. Po prostu mieliśmy razem kilka zajęć. I nie, nie bujałam się w nim. Jasne, był uroczy, miał piwne oczy, czarne włosy i dołeczki po obu stronach policzków, ale to nie był mój typ. Bianca zawsze była puszczalska i nie, wcale jej teraz nie oceniałam. Przespała się tu z prawie każdym facetem. Ale wszystko zmieniło się po jej osiemnastych urodzinach, dokładnie wtedy, kiedy zeszła się z Julianem. To było siedem miesięcy temu i jakimś cudem zmieniła swoje zachowanie. Zupełnie jakby pewnego dnia uznała, że ma już dość puszczania się i chce się ustatkować, a z kim byłoby lepiej niż z Julianem, cichym i atrakcyjnym chłopakiem. Co ją do tego skłoniło, nadal nie mam pojęcia. Bianca była wredna zarówno dla mnie, jak i dla moich najlepszych przyjaciółek, odkąd tylko sięgam pamięcią. Tylko nie nazywajcie nas trzema muszkieterkami. Wszystko, byle nie to! "Co tu się dzieje?" Ach! Dyrektor Blackwood. Ten człowiek zawsze miał nienaganne wyczucie czasu. Jakby miał wbudowany radar na trwające nastoletnie dramaty. "Hej, Bianca, kochanie. Uspokój się" – zaszczebiotał Julian do ucha Bianki. "Uspokój się?! Jak, kurwa, mam się uspokoić, skoro ta suka celowo mnie oblała?" – warknęła, wytykając mnie swoim wypielęgnowanym palcem. "Słownictwo, panno Thorne." Dyrektor Blackwood posłał Biance surowe spojrzenie. "Daj spokój, Bianca. Jestem pewien, że nie zrobiła tego celowo." Julian próbował rozładować sytuację. Bianca wyrywała się z uścisku Juliana. "Zabiję cię" – krzyknęła. "Puszczaj mnie, Julian." Wszyscy wyciągnęli telefony i nagrywali tę scenę, a ja byłam pewna, że wyląduje to na wszystkich portalach społecznościowych, zanim jeszcze skończy się przerwa obiadowa. Czy wspominałam już, że nienawidzę bycia w centrum uwagi?! I gdzie są twoje najlepsze przyjaciółki, kiedy ich potrzebujesz?! Julian zacisnął uścisk na Biance i szepnął jej coś do ucha. Zesztywniała, a jej policzki pokryły się rumieńcem. Zwiotczała w jego ramionach i oparła się o niego. Nie miałam pojęcia, że Julian ma nad nią aż taką władzę. Co on jej w ogóle powiedział? "Panno Bianko Thorne, zechce panienka wyjaśnić, co tu zaszło?" Pan Blackwood przemieścił się ze swojej pozycji przy wejściu na stołówkę i stanął tuż obok nas. "Panie Blackwood, Elara celowo oblała mnie swoim sokiem pomarańczowym." Miałam już dość jej oskarżeń. "Wiesz, Bianca, gdybym chciała cię oblać specjalnie, nie użyłabym mojego soku pomarańczowego. Na stołówce jest mnóstwo bardziej obrzydliwych rzeczy." Prychnęłam. Jak na zawołanie po stołówce rozszedł się szmer. "Ty suko..." warknęła Bianca i spróbowała ponownie się na mnie rzucić. "Dobrze by ci zrobiło, gdybyś zaczęła kontrolować swój język, panno Thorne. Wciąż jest panienka w szkole!" – powiedział dyrektor Blackwood. "Masz, kurwa, okres? To nawet nie była dobra riposta." Zachichotałam. Nigdy wcześniej nie odszczekiwałam się w ten sposób, co we mnie wstąpiło, i to jeszcze w obecności dyrektora. Sądząc po minach innych uczniów, oni zastanawiali się nad tym samym. Nawet Bianca była zaskoczona. "Dziewczęta, wystarczy!" Pan Blackwood westchnął. "Panie Julianie Mercer, sugeruję, by zabrał pan swoją dziewczynę i pomógł jej przebrać się w jakieś suche ubrania. A co do pani, panno Elaro Sterling, posprząta panienka bałagan, który panienka narobiła." Posprzątać bałagan, który narobiłam? Zakładałam, że z tym sobie poradzę. To było tylko trochę soku pomarańczowego, który łatwo można zetrzeć mopem. Lepiej ustąpić niż kłócić się z dyrektorem i zarobić przy okazji kozę. "Dobrze, panie dyrektorze." Zgodziłam się z niechęcią. "To dobrze." Dyrektor Blackwood posłał nam obu wymowne spojrzenia i wyszedł ze stołówki. Bianca uśmiechnęła się do mnie z wyższością, podniosła swoją tacę i upuściła ją na podłogę. "Och, zgaduję, że mój bałagan też będziesz musiała posprzątać" – zakpiła z przesłodzonym uśmieszkiem. Cała jej świta wstała od stołu i jedna po drugiej, wszystkie upuściły swoje talerze ze śmiechem. Wow, to się nazywa solidarność. Julian posłał mi przepraszające spojrzenie i odciągnął Biancę, która, byłam tego pewna, miała mi jeszcze mnóstwo do powiedzenia. Jej ekipa cheerleaderek wyszła ze stołówki, kołysząc biodrami w spódniczkach ledwie zakrywających im tyłki, dokładnie w momencie, gdy zadzwonił dzwonek oznaczający koniec przerwy obiadowej. Zacisnęłam dłonie w pięści. Po prostu nie mogłam uwierzyć, że to zrobiły. Nie byłam popychadłem, ale stołówka była już pusta i nie sądzę, by pójście do pana Blackwooda i użalanie się jak dziecko przyniosło mi cokolwiek dobrego. Westchnęłam i potarłam skronie. Zabiję Felicity i Vivienne za to, że zostawiły mnie samą i zarobiły kozę za spóźnienie. Wszyscy pewnie byli już w drodze do swoich szafek, żeby udać się na lekcje, a ja miałam tu sprzątać bałagan, który "rzekomo" narobiłam. Mogłabym po prostu zostawić ten gnój, który zrobiła Bianca i jej świta, ale nie chciałam dawać im kolejnego powodu, by mi podpadły i załatwiły mi kozę. Westchnęłam i wyszłam ze stołówki. Zamiast iść na kolejną lekcję, jak chciałam, skierowałam się w stronę schowka woźnego. Słynnego schowka woźnego, w którym połowa szkolnych puszczalskich straciła dziewictwo. Faktycznie z wnętrza dobiegały stęknięcia i jęki. Takie właśnie mam szczęście! Żadna nowość. Powinni zdezynfekować tam każdą najmniejszą powierzchnię. Biedny pan woźny, który codziennie musi dotykać tych wszystkich środków czystości. Śpieszyłam się na lekcję, a przynajmniej na to, co z niej zostało, i naprawdę nie obchodziło mnie, komu właśnie przerywam produkcję dzieci. Po wzięciu głębokiego oddechu przekręciłam gałkę i otworzyłam drzwi, a w środku zastałam Killiana Vance'a obściskującego się z jego dziewczyną tygodnia. Albo dnia. Albo godziny. Killian Vance, do porzygu przystojny szkolny playboy. Z zielonymi oczami, miękkimi brązowymi włosami i wzrostem 190 centymetrów, był marzeniem każdej dziewczyny. Jedynym problemem było to, że on doskonale wiedział, jaki jest zajebiście gorący, i bez skrupułów to wykorzystywał. Prawie 80% dziewczyn straciło z nim tu dziewictwo. Co za absolutny banał – zły chłopiec, który nigdy nie ustatkował się z jedną dziewczyną, łamał serca wszystkich swoich partnerek na jedną noc, a one i tak do niego wzdychały. Biorąc pod uwagę tempo, w jakim działał, byłam pewna, że wkrótce zabraknie mu dziewczyn, z którymi mógłby się przespać. Ale cóż, niedaleko stąd było inne liceum, więc nie sądzę, żeby się tym zbytnio martwił. Fuj. Ach, i nienawidzę go. Niespodzianka! Gdyby tylko potrafił bardziej szanować dziewczyny i nie traktować ich jak gówna. Przespał się z moją siostrą dwa lata temu, kiedy ona była w ostatniej klasie, a my w drugiej. Nie miał nawet przyzwoitości zostać do rana po tym, jak uprawiali seks. Znaczy, jak on w ogóle zdołał zaliczyć starszą dziewczynę? Najwyraźniej dla wielkiego i potężnego Vance'a nie ma rzeczy niemożliwych. Killian nie pofatygował się nawet, by zamknąć drzwi na klucz, a oni w ogóle mnie nie zauważyli. Halo, czy ludzie nie chcą po prostu nie musieć oglądać sesji porno na żywo po otwarciu drzwi? Ofiarą tego tygodnia była Claire Holloway, która uchodziła za kujonkę-świętoszkę. Powtarzam, nikogo nie oceniam, po prostu mówię to, co widzę. Czy urok Killiana nie ma granic?! Najwyraźniej nie. Jego ciało było dziełem sztuki, gdyby tylko jego ego nie było tak cholernie rozdmuchane. Był smukły i umięśniony, jakby nie robił nic innego, tylko przerzucał ciężary. Widziałam też kaloryfer na brzuchu. Czy on bierze sterydy? Znaczy, czy siedemnastoletni chłopcy w ogóle mogą mieć tak wyrzeźbione ciała? Jego kutas wciąż tkwił w niej, a on poruszał biodrami wcale nie tak delikatnie. Claire krzyczała i jęczała z rozkoszy przy każdym pchnięciu. Miała wygięte plecy i zamknięte oczy. Ściskał jej tyłek tak mocno, że byłam pewna, że zostawi na nim odciski swoich dłoni. Drugą ręką podtrzymywał jej dolną część pleców. Mięśnie jego brzucha napinały się przy każdym pchnięciu. Miałam pełny widok na tył Claire i był to obraz, którego już nigdy nie zdołam wymazać z pamięci. Mam dosłownie traumę do końca życia. Przez sekundę zapomniałam, po co w ogóle tu przyszłam, i zastanawiałam się, jakby to było trzymać Killiana za ramiona, kiedy by się napinały, a on byłby we mnie, podczas gdy ja jęczałabym z rozkoszy. Zaraz, co? Potrząsnęłam głową, by wyrzucić z niej te myśli. Musiałam zapanować nad tymi zdradzieckimi, puszczalskimi hormonami. Ssał jej pierś, jakby miały za chwilę trysnąć napojem bogów. Ugryzł jej i tak już różowy sutek, przez co jęknęła tak głośno, że bałam się, iż wywabi wszystkich z klas, by sprawdzić źródło tego dźwięku. Ale niezręcznie. Odchrząknęłam, ale nie doczekałam się żadnej reakcji. Wciąż pieprzyli się jak króliki. Obrzydliwe. Odchrząknęłam z większą siłą. Killian otworzył jedno oko i spojrzał na mnie. Nadal nie wypuścił z ust jej sutka. Uniósł brew, ale nie przestał pchać. O Boże! "Ja, um, t-tylko sz-szukałam jakichś środków czystości." Nie przestał, zamiast tego po prostu chwycił Claire i owinął jej nogi wokół swojej talii. Okej?! Claire wciąż była w swoim własnym raju. Chyba nawet nie dotarło do niej, że przerwa obiadowa się skończyła i powinna iść na lekcję. Wypuszczając jej sutek, stęknął i spojrzał na mnie. "Na co, kurwa, czekasz? Bierz, czego ci trzeba." I wrócił do ssania jej drugiego cycka. Świetnie! Po prostu kurwa świetnie! Ostrożnie weszłam do i tak już ciasnego schowka i wzięłam wszystko, co było mi potrzebne do umycia podłogi na stołówce. Nie przestali ani na moment, a ja wpadałam na nich mnóstwo razy. Zastanawiałam się, czy nie nabawiłam się jakiejś choroby wenerycznej od samego przebywania w jednym pomieszczeniu z Killianem Vance'em. Zebrałam cały sprzęt, zachowując możliwie największy dystans od tej napalonej pary. "Wynoś się już. I zamknij te cholerne drzwi." – warknął Killian. Wow, Killian naprawdę nie mógł wyjść na większego idiotę. Gdybym nie była tak kompletnie zdezorientowana, poczęstowałabym go jakąś błyskotliwą ripostą. Zamiast tego po prostu zabrałam środki czystości i zamknęłam te cholerne drzwi. O ile to w ogóle było możliwe, jęki Claire stały się jeszcze głośniejsze. Jakim cudem nikt na świecie jeszcze jej nie usłyszał? Jeśli jęki Claire miały stanowić dla mnie jakikolwiek punkt odniesienia, byłam pewna, że teraz rozumiem, dlaczego dziewczyny wzdychały do niego nawet po tym, jak zostawiał je na lodzie. Wzdrygnęłam się na własną myśl. Facet, który wyglądał jak grecki bóg i pieprzył się jak grecki bóg. Ach, stołówko, nadciągam. Moje życie jest i tak o wiele lepsze od życia Killiana Vance'a. Taaa, jasne.

Odkryj więcej niesamowitych treści