Gorzkie pocałunki o północy

Gorzkie pocałunki o północy

Autor: cumin

ROZDZIAŁ DRUGI
Autor: cumin
15 cze 2026
Rozdział drugi: "Czy mógłbyś wrócić do ignorowania mojego istnienia, jak to robiłeś przez kilka ostatnich lat, Killianie?" Spóźniłam się ponad dwadzieścia minut na lekcję angielskiego. A moja klasa od angielskiego znajdowała się na drugim końcu szkoły. Świetnie. Wszechświat mnie nienawidzi! Nie zrozumcie mnie źle! To nie tak, że umierałam z chęci, by dotrzeć na tę lekcję, po prostu nigdy wcześniej nie spóźniłam się na zajęcia i ta myśl jakoś nie dawała mi spokoju, nawet jeśli spóźnienie nie było całkowicie z mojej winy. Wykreśl to! To w ogóle nie była moja wina. Biegłam przez całą drogę tak szybko, jak tylko niosły mnie nogi, i zgadnijcie co – pani Holloway w ogóle tam nie było, a ja stałam tu i sapałam, próbując złapać oddech. Wow. Jeśli mowa o byciu odpowiedzialną. Gdy weszłam do sali, rozmowy ucichły i wszyscy podnieśli wzrok. Kiedy zorientowali się, że to tylko ja, a nie nauczycielka, z powrotem skierowali swoją uwagę na to, co robili wcześniej. Przeskanowałam salę w poszukiwaniu wolnego miejsca i jedyne dostępne krzesło znajdowało się przed Killianem Vance'em, który był zajęty wsysaniem się w twarz jakiejś dziewczyny. Ten facet ma jakieś poważne problemy hormonalne, mówię wam. Jego zachowanie zdecydowanie nie jest normalne. To nawet nie była ta sama dziewczyna, z którą widziałam go w schowku woźnego. Jak ona miała na imię, Claire? Znaczy, dosłownie. Co. Do. Cholery. Czy mógłby być jeszcze większym dupkiem?! Nawet nie całował jej subtelnie ani nie próbował być z tym dyskretny. Agresywnie pchał język do gardła tej biednej dziewczyny. Siedziała na jego kolanach i jęczała jego imię pomiędzy pocałunkami. Od samego patrzenia byłam pewna, że sprawia jej ból w pierś, tak mocno ją obmacując. I zgadnijcie co, wcale jej to nie przeszkadzało. Dokąd zmierza ten świat?! Znaczy, czy to tylko ja, czy ktoś jeszcze uważa, że tego rodzaju zachowanie jest wysoce niestosowne w miejscu publicznym?! Czy on w ogóle potrafi oddychać bez jakiejś laski uwieszonej na jego ramieniu albo wczepionej w jego język, jakby od tego zależało jej życie?! Obrzydliwe. Gdyby to zależało ode mnie, po prostu usiadłabym w drugim kącie sali, z dala od tej chodzącej choroby wenerycznej pod postacią dużego dziecka. A najlepiej w ogóle na drugim końcu szkoły. Rzuciłam książki na ławkę i usiadłam na ostatnim wolnym miejscu, przed Killianem. Dodam, że bardzo niechętnie. Będąc tak blisko, mogłam usłyszeć każde westchnienie, sapnięcie i jęk. Zabijcie mnie. To już dawno przekroczyło granicę dyskomfortu. W jakie gierki pogrywa ze mną wszechświat?! Wyciągnęłam telefon z dżinsów, podłączyłam słuchawki i puściłam muzykę na tyle głośno, żeby zagłuszyć dźwięki dochodzące zza moich pleców. Po dwóch piosenkach drzwi otworzyły się z trzaskiem i wparowała przez nie zarumieniona pani Holloway z pogniecionym materiałem kaszmirowej bluzki, rozpiętymi guzikami i włosami sterczącymi we wszystkich możliwych kierunkach. Czy ona naprawdę ma na policzku zaschniętą ślinę? Czy ona przez cały ten czas spała? Jakie to, kurwa, profesjonalne. Wciąż trochę zdyszana, poprosiła nas o otwarcie podręczników na stronie 320 i próbowała wygładzić zmarszczki na swojej bluzce. Słowo klucz – próbowała. Przewróciłam oczami na to niedojrzałe zachowanie. Wyjęłam słuchawki i wcisnęłam telefon z powrotem do dżinsów. "Psst." "Psst." Ktoś poklepał mnie po ramieniu, więc odwróciłam się i spojrzałam na Killiana, który pochylił się w ławce, żeby do mnie zagadać. "Co?" – syknęłam. "Masz pożyczyć długopis?" Westchnęłam i uznałam, że wdawanie się z nim w dyskusję nie jest warte wysiłku. Jasne! Czego więcej mogłam się po nim spodziewać?! Po prostu pogrzebałam w torbie i wręczyłam mu długopis. Po jakichś dwóch minutach poczułam na karku jego oddech. "Psst." "Co?" – zapytałam, nie odwracając się. "Cześć, jestem Killian." Mogłam sobie wyobrazić ten niesławny uśmieszek na jego twarzy, którym tak lubią obnosić się wszyscy źli chłopcy. O MÓJ BOŻE. Czy on, kurwa, mówi poważnie? Przystawiał się do mnie? W samym środku lekcji? I to zaraz po tym, jak całkiem niedawno widziałam go liżącego się z kimś innym? "Tak, wiem." Zacisnęłam zęby. Chciałam po prostu skrócić tę rozmowę do minimum, o ile moje zdawkowe riposty w ogóle można było nazwać rozmową. Skupiłam wzrok z powrotem na przodzie sali, gdzie pani Holloway zanudzała nas o jakiejś powieści z programu nauczania. "Psst." Zignorowałam go. "Psst." Po prostu go zignoruj. "Psst." Poklepał mnie po ramieniu. Zignorowałam go i przepisywałam to, o czym, jak sądziłam, mówiła pani Holloway. "Psst." Klep. "Psst." Klep. "Psst.". Klep. "Psst." "O co ci do cholery chodzi, Killian?" – syknęłam, pilnując, by mój głos był na tyle cichy, żeby nie przyciągnąć uwagi, ale jednocześnie na tyle jadowity, by łatwo można go było tak odebrać. Jego wargi drgnęły w uśmieszku, a w oczach błysnęły psotne iskierki. "To nie moja wina. To ty mnie ignorowałaś." Tak, dupku. A teraz zrozum aluzję. Ignoruję cię, bo nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Nie masz mózgu? "Czy mógłbyś wrócić do ignorowania mojego istnienia, jak to robiłeś przez kilka ostatnich lat, Killianie?" "Oj, daj spokój. Masz teraz moją uwagę. Nadrabiam stracony czas." Wciąż czułam na sobie ten jego uśmieszek, mimo że byłam odwrócona do przodu i nie patrzyłam na niego. Przewróciłam oczami i powstrzymałam ochotę, by głośno jęknąć. "Okej. Po pierwsze, to był najgorszy tekst na podryw na świecie. Po drugie, nie jestem zainteresowana. A po trzecie, odpierdol się." Jego chłodne opanowanie wyparowało i zaczął wyglądać na rozzłoszczonego. Wręcz wściekłego. Ojejku. Czyżby Śliczny Chłopiec nigdy nie dostał kosza? Uraziłam twoje ego, ty męska dziwko? Ojej. A jednak wcale mi nie przykro. Zasługujesz na to. Uśmiechnęłam się pod nosem. Killian otworzył usta, żeby coś powiedzieć, i byłam pewna, że sądząc po jego minie, nie byłoby to nic miłego. Ale zanim zdążył, zadzwonił dzwonek. Zgarnęłam swoje rzeczy i praktycznie wybiegłam z sali. *** Wiecie, co jest najlepszą częścią każdego dnia w szkole? Dzwonek oznaczający jego koniec. Gdybym chciała wyglądać jak stuknięta osoba na haju, podskakiwałabym jak szalona i śpiewała durną rockową piosenkę o odzyskaniu wolności przez całą drogę z ostatniej lekcji pod swoją szafkę. Przynajmniej tak właśnie się czułam. Ale jako normalna osoba zadowoliłam się uśmiechem i lekkim podskakiwaniem w kroku. Kiedy dotarłam do szafki, zobaczyłam czekające na mnie Vivienne i Felicity. Ach! Moje dwie najlepsze przyjaciółki. Felicity miała truskawkowy blond na włosach i niebieskie oczy, podczas gdy Vivienne była szatynką o szarych oczach. Obie były naprawdę śliczne i bardzo wysokie. Podczas gdy Felicity miała dziką osobowość, Vivienne była kwoką naszej grupy. Z kolei ja byłam tą cichą i inteligentną, ze średnią 4.0, która była gotowa sprawdzić się w wielkim mieście. Gdzie one w ogóle u licha były podczas przerwy obiadowej? I o czym tak rozmawiały? Dlaczego obie były aż tak podekscytowane? Wyprostowałam ramiona, jakbym szykowała się na wojnę. Podeszłam do przyjaciółek z przymrużonymi oczami i z najbardziej onśmielającym wyrazem twarzy, na jaki było mnie stać. I oczywiście, przejrzały mnie na wylot. Szlag. "Gdzie wy dwie u licha byłyście, kiedy Bianca rzuciła się na mnie w porze lunchu?" Wycelowałam w nie oskarżycielsko palcem. "Spóźniłyśmy się." Wzruszyły nonszalancko ramionami. Zanim zdążyłam oskarżyć je o kłamstwo, Felicity chwyciła mnie za oba ramiona i zaczęła z ekscytacją nawijać o jakiejś imprezie, która podobno miała się odbyć jutro. "Impreza? W środku tygodnia szkolnego?" – zapytałam je. "O tak. Będzie super, wiesz. Wszyscy tam będą. Jakby, wszyscy." Felicity pisnęła, a Vivienne tylko przewróciła oczami. Włożyłam książki do szafki i zatrzasnęłam ją. We trzy ruszyłyśmy w stronę parkingu, gdzie stały nasze samochody. "A co takiego wyjątkowego jest w tej imprezie?" "Jutro są osiemnaste urodziny Killiana" – oznajmiła Felicity śpiewnym tonem. "I? Co w tym takiego wyjątkowego?" "Żartujesz sobie ze mnie? Jutro są jego osiemnaste urodziny! Mógłby znaleźć swoją dr- uff" – Vivienne przerwała Felicity, wbijając jej łokieć w żebra w mało subtelny sposób. Spojrzałam na obie z podejrzliwością. "Co zamierzałaś powiedzieć?" Vivienne zakasłała nerwowo, a Felicity tylko westchnęła. "Cóż, jutro może być dokładnie tym dniem, w którym nasza szkoła straci swojego największego łamacza serc." "Dlaczego, czyżby Killian miał umrzeć i uczynić świat lepszym miejscem?" – prychnęłam. "Nie, ja tylko mówię, wiesz, może jutro kogoś znajdzie i, nie wiem, może, zechce się ustatkować." Felicity wierciła się nerwowo. Przyglądałam jej się przez kilka sekund i wybuchnęłam śmiechem. Głośnym. Miałam problemy z oddychaniem, ale wciąż nie byłam w stanie zapanować nad śmiechem. Wzięłam głęboki oddech i znów się roześmiałam. "Okej, a dlaczego uważasz, że jutro rano obudzi się jako inny człowiek i poczuje motywację, żeby zaangażować się w związek z jakąś dziewczyną?" Obie spojrzały po sobie nerwowo. Rozejrzałam się po parkingu w poszukiwaniu ciemnoniebieskiego BMW. Tak, to był mój samochód, kiedy mój wzrok spoczął na obiekcie naszej rozmowy. "Po prostu na niego spójrzcie." Obie odwróciły głowy w kierunku, który wskazałam, żeby spojrzeć na Killiana Vance'a, który, po raz kolejny, lizał się z inną dziewczyną, oparty o swój samochód. Obmacywał jej tyłek, a ona trzymała się go, jakby od tego zależało jej życie. "Dzisiaj widziałam, jak pieprzył się z Claire w schowku woźnego. Potem widziałam, jak lizał się z inną laską na angielskim. A teraz maca się tutaj z jakąś brunetką. Trzy dziewczyny w jeden dzień, ludzie. I nawet nie jestem pewna, czy nie było ich więcej." "Cóż, no tak. On jest... um, podrywaczem. Nie zaprzeczamy temu." – powiedziała Vivienne. Felicity pokiwała głową. "Taaa, znaczy, ja tylko mówię, że może jakaś dziewczyna zwali go z nóg?" "O jakiej dziewczynie ty mówisz, Felicity? On przespał się już z każdą wolną dziewczyną w tej szkole." Przewróciłam oczami na jej sugestię. "Nie wiem. Ja tylko mówię, wiesz, że on mógłby się zmienić." Vivienne zaśmiała się nerwowo. Zachowywały się strasznie dziwnie. "Wiecie co", odblokowałam samochód i rzuciłam torbę na siedzenie pasażera, "w dniu, w którym on się zmieni, sama się z nim prześpię. Daję wam słowo." Zachichotałam, kręcąc z rozbawieniem głową. Obie zaśmiały się nerwowo, posyłając sobie jakieś dziwne spojrzenia, pomachały mi i ruszyły w stronę swoich samochodów. Potrząsnęłam głową i zaśmiałam się pod nosem. Killian Vance zmieniający swoje nawyki? Z tej myśli mogłabym śmiać się w nieskończoność.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ DRUGI – Gorzkie pocałunki o północy | Czytaj powieści online na beletrystyka