Gorzkie pocałunki o północy

Gorzkie pocałunki o północy

Autor: cumin

ROZDZIAŁ CZWARTY
Autor: cumin
15 cze 2026
Rozdział czwarty: "Impreza. U mnie. Dzisiaj. Przyjdź." Killian zaczerwienił się. "Dlaczego Killian Vance się na ciebie gapi?" – wyszeptała dziewczyna siedząca po mojej lewej stronie, i to po raz setny. Jęknęłam w duchu. "Gdyby nie ty, nie wiedziałabym, że się na mnie gapi. I po raz ostatni. Nie. Wiem." Zacisnęłam zęby. Ruda posłała mi mordercze spojrzenie i wróciła do pisania SMS-ów na swoim telefonie w samym środku lekcji. Wzięłam głęboki oddech i przygotowałam się na sprawdzenie, czy ma rację, tak jak robiłam to już przez ostatnich dwadzieścia razy. Wiedziałam, że na mnie patrzy, bo jakimś cudem potrafiłam wyczuć jego intensywne spojrzenie z tyłu mojej głowy. Niemniej jednak, zebrałam się na odwagę i odwróciłam głowę. I tam właśnie był, w ostatnim rzędzie, w rogu sali, wciąż wpatrując się we mnie z kamiennym wyrazem twarzy. Chyba nie spojrzał na ani jedną inną osobę w klasie, bo za każdym razem, gdy się odwracałam, jego wzrok spoczywał prosto na mnie. Przez kilka sekund odpowiadałam na to onśmielające spojrzenie, uniosłam lewą brew i telepatycznie zapytałam, dlaczego zachowuje się jak przerażający prześladowca i gapi się na mnie od początku lekcji. On jednak wciąż patrzył na mnie z tym samym kamiennym wyrazem twarzy, aż w końcu jego wargi drgnęły ku górze, by ukazać jego flagowy uśmieszek, którego absolutnie nienawidziłam. Przewróciłam oczami i popatrzyłam przed siebie na nauczyciela, który zanudzał nas o jakiejś teorii kwantowej i wyglądał, jakby pragnął wyrwać się z tej szkoły równie mocno jak sami uczniowie. I przysięgam, jeśli jeszcze jedna osoba zapyta mnie, dlaczego, do cholery, Killian Vance się na mnie gapi, wpadnę w szał. Skąd niby miałabym wiedzieć, dlaczego ten idiota ciągle się we mnie wpatruje? Vivienne i Felicity miały używanie w porze lunchu, kiedy to Killian gapił się i gapił, i gapił w stronę naszego stolika, a w zasadzie w moją stronę. Musiałam wręcz zmienić miejsce, żeby nie musieć patrzeć prosto na niego. Znaczy, co z nim jest nie tak? Obudził się dziś rano z jednym jedynym celem, by zabić mnie wzrokiem?! Jeśli taki był jego plan, to zdecydowanie działał. Nawet nie mrugał. To tak, jakby chciał prowadzić konkurs na wpatrywanie się przez cały cholerny czas. Mieliśmy ze sobą trzy wspólne lekcje i przez każdą przeklętą sekundę czułam na karku jego wzrok. Czy nauczyciele nie zauważają, że nie uważa, czy też uwzięli się na mnie personalnie, bo za każdym razem, gdy to ja odwracałam się, by na niego spojrzeć, nauczyciel zawsze to wytykał? W rezultacie, byłam prawie pewna, że połowa szkoły musi myśleć, że to ja pożeram go wzrokiem. "Hej, Elara?" – odezwał się męski głos zza moich pleców. "Ta" – odchyliłam się do tyłu, by słyszeć nieco wyraźniej. "Dlaczego Killian ciągle się na ciebie gapi?" Westchnęłam i opuściłam głowę na ławkę. *** Spakowałam torbę jak tylko skończyła się lekcja, pragnąc wreszcie wrócić do domu. "Panno Sterling, proszę zostać po lekcji." – powiedział pan Faulkner. Świetnie. Usiadłam z powrotem na miejscu z sapnięciem i poczekałam, aż sala opustoszeje, marząc o tym, żeby też wyjść wcześniej. Gdy wszyscy wyszli, wstałam ze swojego miejsca na środku sali i podeszłam do biurka nauczyciela. Pan Faulkner miał na twarzy lekki uśmiech. Okej, to dobrze. Przynajmniej nie miałam kłopotów. "Elaro, może nie uczyłem cię wcześniej, ale słyszałem od wszystkich nauczycieli, że jesteś uczennicą, która ma same szóstki." Uśmiechnął się w naprawdę przerażający sposób. "Uch, tak." Co miałam w ogóle na to odpowiedzieć? "Świetnie, bo w tym roku będę koordynował grupę dwudziestu uczniów, którzy dołączą do naszego szkolnego programu korepetycji. I chcę, żebyś była jedną z nich." Nie byłam jednym z tych super kujonowatych uczniów, którzy przez cały rok dostawali same szóstki. Miałam przyzwoite oceny, często łapałam się na czwórki i byłam całkiem pewna, że wielu uczniów było takich jak ja. A ten facet przede mną, z którym wcześniej nie zamieniłam nawet dwóch zdań, uważał, że byłabym dobrą korepetytorką. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w programie korepetycji, skąd on w ogóle wziął moje nazwisko? "Tak, okej. Zastanowię się nad tym." Znów się uśmiechnął i wręczył mi formularz zgłoszeniowy z górnej szuflady swojego biurka. "Tylko wypełnij ten formularz i daj mi znać, dobrze?" Wzięłam od niego ulotkę i kiwnęłam głową. Jak tylko wyszłam z sali, zgniotłam ją w kulkę i wrzuciłam do najbliższego kosza na śmieci. Nie miałam absolutnie żadnego interesu w inwestowaniu mojego ograniczonego wolnego czasu w udzielanie korepetycji komuś, komu nawet nie będzie zależało na własnych ocenach. Moja praca w L’Aube Pâtisserie już wymagała ode mnie tak wiele, że nie sądzę, bym zdołała obsługiwać kogokolwiek więcej. Korytarze świeciły pustkami, bo lekcje skończyły się dwadzieścia minut temu. Jak ten czas leci! Wszyscy po prostu uciekają ze szkoły, gdy tylko zabrzmi dzwonek. Tak, aż tak bardzo wszyscy nienawidzili tej piekielnej dziury. Skierowałam się w stronę swojej szafki, kiedy ni stąd, ni zowąd, czyjaś dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku i brutalnie wciągnięto mnie do pustej klasy. Potknęłam się lekko przy tak ostrym potraktowaniu i zamknęłam oczy, bo byłam niemal pewna, że upadnę, no bo co mogę powiedzieć, jestem do tego stopnia niezdarna. Kiedy już miałam runąć na podłogę z wielkim hukiem, dwie ręce owinęły się wokół mojej talii i pomogły mi odzyskać równowagę. Otworzyłam oczy i jedyne co widziałam, to rozległa klatka piersiowa. Zdecydowanie męska. Ta osoba stała bardzo blisko mnie. W mojej przestrzeni osobistej. Mogłam nawet poczuć jego wodę kulońską, która pachniała po prostu przepysznie. Musiałam powstrzymać się przed chwyceniem jego koszulki, by go obwąchać. To w ogóle nie byłoby niezręczne. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Killiana patrzącego z góry na mnie. Oczywiście, że musiał to być Killian. Ten chłopak był dzisiaj wszędzie! Patrzył na mnie z intensywnym wyrazem... pożądania? Żądzy? Nawet nie potrafię tego pojąć. Oddech uwiązł mi w gardle przez naszą bliskość i nagły wzrost temperatury. Jego duże, ciepłe dłonie na mojej talii posyłały po moim ciele rozkoszne dreszcze i musiałam walczyć z pokusą, by zamknąć oczy i wtulić się w niego. Byłam w transie. Transie stworzonym przez Killiana Vance'a, ze wszystkich ludzi na świecie. Chciałam się odsunąć, naprawdę chciałam. Przynajmniej moja racjonalna część tego chciała. Ta właśnie część zdawała sobie sprawę z tego, że Killian trzymał dłonie na mojej talii – te same dłonie, którymi byłam całkiem pewna, obmacywał niezliczone kobiety. Ta część chciała przypomnieć mojemu mózgowi, żebym wyszła z jego objęć, bo przecież nienawidzę Killiana, odkąd złamał serce mojej siostrze. Ta część chciała mi przypomnieć, że będę po prostu kolejnym numerem na niekończącej się liście podbojów Killiana. Niestety, ta część mnie była naprawdę mała i szybko blakła. Po prostu patrzyliśmy na siebie przez długi czas. I pewnie wpatrywalibyśmy się w siebie dalej, gdyby cisza nie stała się niezręczna. Potrząsnęłam głową, żeby oczyścić ją z tych zdradzieckich myśli i spróbowałam zrobić krok w tył. Ale on mi nie pozwolił, co, z jakiegoś powodu, wcale mnie nie zdziwiło. Pochylił się gwałtownie i wbił swoje wargi w moje. Wszelkie racjonalne myśli natychmiast uleciały z mojego umysłu, bo następną rzeczą, z której zdałam sobie sprawę, było to, że moje ręce, które wcześniej zwisały bezwładnie u mojego boku, owinęły się wokół jego szyi, by przyciągnąć go bliżej. Jego wargi idealnie dopasowały się do moich, tak jakby były dla mnie stworzone. Kolana ugięły się pode mną pod wpływem niespodziewanego pożądania, jakie przepełniało moje ciało i pożądania, jakiego ono doświadczało; gdyby nie ramiona Killiana oplatające moją talię, trzymające mnie za wszelką cenę, z całą pewnością padłabym na podłogę jako kłębek buzujących hormonów. Czułam, jak napinają się mięśnie jego ramion. Miałam wrażenie, że w każdej chwili po prostu odlecę. Jego język wysunął się z ust i zassał moją dolną wargę, prosząc o wejście. Nie mogłam powstrzymać jęku, który wymknął mi się z ust, ustępując mu miejsca. Jego język masował mój własny i zawładnął każdym centymetrem moich ust. Walka o dominację w tym pocałunku była z góry skazana na porażkę – porażkę, którą przyjęłam z wielką ochotą. Oderwałam wargi od jego ust z dużym trudem i zaczerpnęłam łapczywie haustu powietrza. Killian nie przestawał. Czy on nie potrzebował oddychać? Zostawiał małe, motyle pocałunki, od kącików moich ust wzdłuż linii szczęki. Za uchem, aż do szyi. I na ramieniu. Poczułam dreszcz pożądania, gdy obdarzył mnie tym ostatnim pocałunkiem. Oparł głowę w zagłębieniu mojej szyi i wciągnął w płuca mój zapach. Odsunął się od mojej szyi, spojrzał mi w oczy, a ja dostrzegłam w nich czystą żądzę. Czystą, nieskażoną żądzę. Jego źrenice były rozszerzone i wydawały się niemal czarne. Oblizał dolną wargę, a mój wzrok powędrował ku jego ustom, które kilka chwil wcześniej tak umiejętnie pieściły moje. Z najwyższym trudem opanowałam pragnienie, by ściągnąć go z powrotem i całować go, aż braknie mu tchu. Wiedziałam, że też tego chciał. Widziałam to w jego oczach i napiętych mięśniach ramion, których wciąż się trzymałam. Z jedną ręką na mojej talii, drugą ujął mój policzek, a ja podświadomie wtuliłam się w ten dotyk. Podobało mi się, jak szorstko jego dłonie czuły się na moim gładkim policzku. Zamknęłam oczy na moment i delektowałam się tą chwilą. "Impreza. U mnie. Dzisiaj. Przyjdź." Killian zaczerwienił się. Moje oczy otworzyły się szeroko na dźwięk jego ochrypłego głosu. Woah! Czy Killian był aż tak otępiały, że nie potrafił nawet sklecić sensownego zdania? Zgadza się, ja też byłam lekko wyłączona, ale wolałabym wierzyć, że jednak zdołałabym sformułować spójne zdanie. Serio, sarknęła moja podświadomość. Killian odchrząknął, a na jego policzki wypełzł rumieniec. Wow! Nigdy w życiu nie widziałam, żeby Killian się rumienił. Nigdy! I niesamowitym uczuciem było uświadomienie sobie, że to ja sprawiłam, że był tak speszony i wytrącony z równowagi. "Uch, urządzam dziś imprezę u mnie. Przyjdź. Proszę." PROSZĘ? To było kolejne słowo, którego Killian Vance nigdy nie używał. Był przyzwyczajony do tego, że ludzie zachwycają się każdym jego słowem i kręcą się wokół niego. Czułam się zaszczycona i wyjątkowa. I szczęśliwa. Byłam na tyle zszokowana i kompletnie wyzuta z myśli, że zdołałam tylko kiwnąć głową. Poczułam, jak moje usta rozluźniają się w delikatnym uśmiechu. Odwzajemnił uśmiech. Nie tamtym irytującym półuśmieszkiem, tylko szerokim, prawdziwym uśmiechem. "Wiesz, myślę, że należy mi się kolejny pocałunek." "Dlaczego?" Słowo z całą pewnością wyszło z moich ust, ale wcale nie brzmiało jak mój głos. Było o wiele bardziej chrapliwe i... rozkoszne?! "Bo mam dziś urodziny." Uśmiechnął się do mnie miękko i spojrzał na mnie z czystym uwielbieniem. Nawinął na palec pasmo moich brązowych włosów, które jakimś cudem wymknęło się z kucyka podczas naszej małej sesji obściskiwania. Nie czekając na odpowiedź, pochylił się i skradł mi kolejny pocałunek. Wcale nie miałam nic przeciwko. Ten drugi pocałunek był o wiele bardziej namiętny i głodny. Ten pierwszy nie mógł się z nim równać. Zdałam sobie sprawę, że jęknęłam chyba dwa razy i on, chociaż nie miał się czym chwalić, zrobił to samo! Jego usta z wielką niechęcią oderwały się od moich. Wziął głęboki oddech, spojrzał na zegarek i westchnął. "Muszę iść." Posłał mi delikatny uśmiech, a jego palce przesunęły się wzdłuż mojej obojczyka, wywołując mrowienie i pozostawiając gorący szlak ognia. Cofnął się, złożył na moich ustach szybkie muśnięcie, uśmiechnął się i wybiegł z sali. Nie żartuję. On dosłownie stamtąd wybiegł. Zostawiając mnie w stanie napalenia i totalnego zamętu. Jasna cholera!

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

ROZDZIAŁ CZWARTY – Gorzkie pocałunki o północy | Czytaj powieści online na beletrystyka