Rozdział piąty: Nie miałam serca powiedzieć jej, że chcę pokręcić się po okolicy i sprawdzić, gdzie jest Killian.
Byłam w szoku. Całkowicie i bez reszty oszołomiona.
Mój mózg potrzebował sporo czasu, by przetworzyć to, co się właśnie, do cholery, wydarzyło. Przez całą drogę do domu odtwarzałam w głowie te pocałunki raz po raz. To, jak je czułam i jak doprowadziły mnie do szczytów pożądania oraz ekstazy.
Kiedy dotarłam do domu, ruszyłam jak robot w stronę swojego pokoju, ignorując po drodze rodziców i brata. Opadłam ciężko na łóżko i wtedy w końcu do mnie dotarło.
KILLIAN VANCE MNIE POCAŁOWAŁ! A JA ODDZACZYŁAM MU SIĘ TYM SAMYM! I PODOBAŁO MI SIĘ TO!
DWA RAZY, jeśli pominąć to ostatnie muśnięcie ustami.
Po półgodzinnym panikowaniu uznałam, że potrzebuję opinii eksperta w tej sprawie i dlatego zadzwoniłam na połączenie konferencyjne do moich dwóch najlepszych przyjaciółek i opowiedziałam im wszystko.
Przez kilka sekund z ich strony panowała cisza, a potem zaczęły krzyczeć. Czułam, jak w ścianach mojego pokoju zaczynają pojawiać się pęknięcia, a moje bębenki pękają. Były aż tak głośne.
Chichotały przez jakiś czas, piszczały jak szalone fanki i kłóciły się o to, która z nich zostanie moją starszą druhną na ślubie z Killianem. Przewidywały nawet imiona naszych dzieci, ponieważ ich zdaniem "byliśmy sobie po prostu przeznaczeni". Zbytnia dramatyzacja?! Przewróciłam oczami na ich dziecinne zachowanie.
To była fajna odskocznia. Ich chichot, oraz "ochy" i "achy" zdecydowanie wprawiły mnie w o wiele lepszy nastrój.
Przecież on tylko zaprosił mnie na imprezę. To nie była nawet prawdziwa randka. A wcześniej nie zamieniliśmy ze sobą nawet dwóch słów (nie licząc tej krótkiej wymiany zdań w schowku woźnego). Więc o co to całe zamieszanie?
Ale nawet jeśli, pozwoliłam im nacieszyć się tym momentem, bo dlaczego by nie. Bawiło mnie to do łez i odwróciło moje myśli.
Jedyną sensowną decyzją, na jaką moje najlepsze przyjaciółki potrafiły wpaść, była pomoc w wyszykowaniu mnie na dzisiejszą imprezę urodzinową Killiana.
Tak więc dokładnie o siódmej zjawiły się w moim domu i odstawiły mnie jak lalkę. Nakręciły moje proste włosy w miękkie fale. Kazały mi włożyć szykowną, czarną sukienkę bez ramiączek, która przylegała do ciała, kończyła się tuż nad kolanami i podkreślała moje krągłości. Potem dały mi czarne czółenka na dziesięciocentymetrowym obcasie i dzięki nim mierzyłam teraz 175 centymetrów. Makijaż miałam lekki, ale moje oczy zyskały efekt smoky eyes, który wyglądał bardzo atrakcyjnie.
Zmieniły mnie!
Zajęło im to godzinę, po czym same uporały się z zadaniem w super szybkim tempie i były gotowe w zaledwie pół godziny. To był najszybszy czas, w jakim widziałam, żeby się wyszykowały. Przysięgam, były bardziej podekscytowane tą imprezą niż ja.
I właśnie dlatego znalazłam się tutaj, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu Viv, z Felicity na miejscu pasażera z przodu, pełna nerwowego oczekiwania.
Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałam, dlaczego się denerwuję. Przecież jak mówiłam wcześniej, to była tylko impreza. Nic poważnego.
I to nie tak, że nigdy nie byłam na imprezach. Zaliczyłam swoją odpowiednią dawkę zabaw, bywałam pijana, tańczyłam jak szalona, popełniałam po pijaku błędy, których później żałowałam, i budziłam się rano z morderczym kacem. Jak już mówiłam, imprezy wcale nie były dla mnie czymś nowym. Nie miałam więc bladego pojęcia, dlaczego tak bardzo się stresowałam.
Zaciskając dłonie w pięści, brałam głębokie wdechy i starałam się zapanować nad lękiem.
"Jesteśmy na miejscu" – oznajmiła Vivienne.
Killian mieszkał w bogatszej części miasta. Ta nieprzyzwoicie bogata dzielnica znajdowała się dokładnie naprzeciwko mojej. Nie mówię, że byłam biedna czy coś. Nikt w naszym małym miasteczku nie był tak naprawdę biedny, ale Killian, on był obrzydliwie bogaty. Osiedle, na którym mieszkał, miało bzika na punkcie strażników i wszelkiego rodzaju systemów bezpieczeństwa. W normalny dzień, zwykli ludzie tacy jak ja nawet nie mieliby wstępu na jego teren. Wpuszczono nas tylko dlatego, że Killian organizował imprezę. Powiedzieć, że to królewskie życie, to mało! Nie miałam pojęcia, w jaki sposób jego ojciec stał się człowiekiem o takim znaczeniu.
Felicity też mieszkała w tej części miasta i jej rodzice również byli super bogaci. Vivienne mieszkała tuż za granicami osiedla, a co za tym idzie, ich domy były położone bardzo blisko siebie. To pomagało, kiedy w środku nocy musiałyśmy wymykać się, by pójść do siebie nawzajem.
Dom Killiana był po prostu przepiękny. Bo kto w ogóle potrzebuje aż tyle przestrzeni? Wyglądał jak sześciopiętrowa posiadłość. Budynek przede mną przypominał rezydencję z epoki wiktoriańskiej i z wyglądu bardziej przypominał pięciogwiazdkowy hotel. Ile oni tam mieli pokoi?!
Światła na parterze i pierwszym piętrze były w całości zapalone. Muzyka ryczała, a ja zastanawiałam się, dlaczego jego sąsiedzi jeszcze nie wezwali policji. Kręciło się tam tak wielu ludzi – na dobrze utrzymanym trawniku od frontu palili pijani nastolatkowie, a w środku widziałam sylwetki nastolatków tańczących do tej szalonej muzyki.
Rozpoznałam wiele osób z mojej szkoły, Ironwood Preparatory, i mnóstwo innych z Saint Jude’s Academy. Wbrew schematom z młodzieżowych powieści, między naszymi szkołami nie było żadnej nienawiści. Dwie szkoły w mieście istniały tylko dlatego, że było zbyt wielu nastolatków, by pomieścić ich w jednym budynku.
We trzy wysiadłyśmy z auta Viv i skierowałyśmy się do frontowych drzwi. Gdy Felicity je otworzyła, dudnienie basu uderzyło nas z pełną siłą.
Ziemia trzęsła się od wibrujących basów i widziałam kilka mebli, które aż drżały w miejscu od uderzeń, ale chyba nikomu nie przeszkadzało ryzyko głuchoty w tak młodym wieku, bo wszyscy tańczyli już jak opętani.
Ciała ocierały się o siebie nawzajem. Czerwone kubki walały się dosłownie wszędzie. Wyglądający jak zombie ludzie leżeli na kanapach i na podłodze, nieprzytomni od upojenia alkoholowego, a nie było jeszcze nawet 22:00.
Vivienne chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w stronę kuchni. Skąd wiedziała, gdzie jest kuchnia, nie miałam pojęcia! Gdy szłyśmy, czułam na sobie kilka par oczu, które śledziły nas i bezwstydnie oceniały. Niektórzy nawet na nas gwizdali. Zaczerwieniłam się pod wpływem tej uwagi.
Kiedy dotarłyśmy do kuchni, Felicity wcisnęła mi butelkę piwa i wypiłyśmy nasze pierwsze drinki tej nocy.
Mój wzrok krążył po całym pomieszczeniu w poszukiwaniu konkretnej osoby, która zaprosiła mnie na tę imprezę, ale nigdzie go nie było. Lekko rozczarowana, chwyciłam kolejnego drinka i opróżniłam go w kilka sekund.
Felicity chwyciła nas za ręce i pociągnęła na prowizoryczny parkiet. Była najbardziej dziką i spontaniczną osobą w naszej grupie.
Nie miałam serca powiedzieć jej, że chcę pokręcić się po okolicy i sprawdzić, gdzie jest Killian.
Ukrywając rozczarowanie tym, że jeszcze nie spotkałam Killiana, spróbowałam chociaż cieszyć się samą imprezą. Kołysałam biodrami w rytm muzyki. Leciało Swedish House Mafia, a tłum oszalał, zaczynając skakać i tańczyć z jeszcze większą energią.
Bawiłam się tak dobrze, że prawie zapomniałam o Killianie. Prawie.
Po jakiejś godzinie tańczenia, krzyknęłam Felicity do ucha, że idę do kuchni po kolejnego drinka. Tylko kiwnęła głową i wróciła do swojego uwodzicielskiego tańca.
Droga do kuchni zajęła mi znacznie więcej trudu niż poprzednio. Wyglądało na to, że do imprezy dołączyło więcej osób i jeszcze więcej z nich padło, jakby byli u siebie. Ledwo dało się przejść.
W kuchni było stosunkowo ciszej, a muzyka była przytłumiona.
Chwyciłam piwo i pociągnęłam kilka łyków. Znalazłam się sama w kuchni z pustymi butelkami i stertą śmieci, wdzięczna za odrobinę ciszy, bo nareszcie słyszałam własne myśli.
Wtedy do kuchni wszedł Gage Callahan. Gage Callahan był najlepszym przyjacielem Killiana. Był nieziemsko przystojny, ale też należał do graczy. Dlaczego dobrze wyglądający faceci to zawsze podrywacze? Tak cholernie niesprawiedliwe. Z piaskowym blondem na głowie i brązowymi oczami, dziewczyny padały mu do stóp i niemal go czciły, ale nie był dokładnie taki sam jak Killian. On przynajmniej traktował dziewczyny z szacunkiem i miał przyzwoitość zaproponować im kawę po tym, jak wyrzucał je po jednonocnej przygodzie. Tak czy inaczej, również wykorzystywał dziewczyny, by zdobyć to, czego chciał, czyli głównie przysługi seksualne. Z tego co mi wiadomo, on również nigdy nie miał dziewczyny, jedynie luźne relacje.
Skoro już o tym myślę, przez te wszystkie lata chodziłam z tymi samymi ludźmi do szkoły i ani razu z nimi nie rozmawiałam.
Gage uśmiechnął się kpiąco i puścił do mnie oczko.
"Zatem, Elara, zgadza się?"
Wiedział, że mam na imię Elara, to była nowość. Byłam szarą myszką. Nie miałam zamiaru pchać się w światło reflektorów i stawać się obiektem niczyich zainteresowań. On po prostu próbuje podtrzymać rozmowę, przypomniałam sobie. Zobaczmy, czy powinnam mu ułatwić sprawę, czy zachować się jak suka?
Tylko kiwnęłam głową.
Oparł się o blat w odpowiedniej odległości, zwracając się do mnie całym ciałem. "Więc, dobrze się bawisz na imprezie?"
Uśmiechnęłam się. "Tak" i uniosłam czerwony kubek w uniwersalnym geście toastu.
Gwałtownie się wyprostował i pokonał odległość między nami w dwóch szybkich krokach. Jakimś sposobem po prostu wiedziałam, że niczego ode mnie nie chciał. Mam na myśli romantycznego czy seksualnego. W ogóle nie podniecała mnie ta bliskość. Inaczej niż w przypadku Killiana.
Po prostu pochylił się i szepnął: "Jeśli szukasz Killiana, jest na pierwszym piętrze. Na balkonie. Ostatnie drzwi po lewej stronie."
Odsunął się, puścił do mnie oko i zostawił mnie zaniemówioną.
To było losowe. Zresztą wątpię, czy to było w ogóle losowe!
Świetnie, teraz jeszcze zaczynam wariować!
Skąd mógł wiedzieć, że szukam Killiana? Przecież nie szukałam go wcześniej na żadnych innych imprezach! A może pomyślał, że jestem po prostu kolejną z jego zdobyczy, która liczy na związek i zadowoli się szybkim numerkiem. Prychnęłam na tę myśl.
Dopiłam piwo, odstawiłam pustą butelkę na blat i skierowałam się na schody. Poszłam za wskazówkami Gage'a i dotarłam na pierwsze piętro.
Skręciłam w lewo i szłam prosto, dopóki nie poczułam delikatnego wiatru, który mógł pochodzić tylko z otwartych drzwi balkonowych.
Przesuwne szklane drzwi na balkon były otwarte. Zasłony osłaniające wejście łopotały na wietrze.
Dotarłam do drzwi, złapałam zasłony i odsunęłam je, żeby wyjrzeć na balkon, i tam był. Killian.
Jedyny problem polegał na tym, że nie był sam.
W ramionach trzymał jakąś dziewczynę. Nie potrafiłam rozpoznać, kto to jest, zresztą ten detal był bez znaczenia. Ważne było to, że oboje się obściskiwali, i to z niemałą namiętnością.
Wrosłam w ziemię. Nie wiedziałam, co zrobić, bo ze wszystkich scenariuszy, na jakie się przygotowałam, o tym jednym nie pomyślałam. Moje serce runęło z hukiem na dno i poczułam, jak robi mi się niedobrze.
Zbierając myśli, po prostu odwróciłam się na pięcie i uciekłam stamtąd. Zbiegłam po schodach i zatrzymałam się na chwilę, by złapać oddech.
Czułam się niesamowicie głupio.
Czego ja w ogóle od niego oczekiwałam? Naprawdę myślałam, że kilka skradzionych pocałunków go zmieni i sprawi, że przestanie być dupkiem?! Myślę, że na moment zapomniałam, o kim w ogóle mowa. Faceci tacy jak Killian Vance nigdy się nie zmieniają. Był playboyem i nie dbał o nikogo. Łamał wszystkim serca, ale ja nie zamierzam być kolejną w kolejce, po której się przejdzie. Obiecałam to sobie.
Przyklejając uśmiech na twarz, wróciłam do moich przyjaciółek. Nie pytały o moją przedłużającą się nieobecność, z czego bardzo się cieszyłam. Wróciłam do kołysania biodrami do skocznego numeru Katy Perry i zatraciłam się w muzyce.
Po jakimś czasie poczułam parę dłoni owijających się wokół mojej talii. Odwróciłam się i zobaczyłam Killiana wpatrującego się we mnie z uwielbieniem i żądzą. Nie dam się znowu nabrać. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale nie strąciłam jego rąk. Zamiast tego zachichotałam, zarzuciłam mu ramiona na szyję i zatańczyłam z nim. Kołysałam ciałem w rytm muzyki, a dłonie Killiana paliły moją skórę.
Po piosence Killian przestał się ruszać. Ja też przestałam i spojrzałam na niego w górę, w ciszy pytając, dlaczego przestał.
Chwycił mnie za nadgarstek, ściągnął z parkietu i pociągnął po schodach na górę. Jeśli ktokolwiek to widział, nikt go nie powstrzymał. Gdzie są twoi znajomi, kiedy ich potrzebujesz? Byłam zbyt pijana, żeby stawić mu opór. I nie miałam pewności, czy ta pijana ja w ogóle chciała się mu opierać, co stanowiło duży problem. Miał długie, zdecydowane kroki, a ja potykałam się za nim, desperacko starając się nie przewrócić. Zaciągnął mnie na ten sam balkon, na którym wcześniej znalazłam go całującego się z jakąś laską.
Mój nastrój natychmiast pikował w dół, kiedy te obrazy przemknęły mi przed oczami. Zaczęłam wić się w jego uścisku w rozpaczliwej próbie uwolnienia się, ale on nie zamierzał mnie puścić. Zamiast tego z całej siły wpił się w moje usta.
Wcześniej tego dnia, kiedy mnie całował, były fajerwerki i namiętność, a ja to uwielbiałam. Ale teraz nie chciałam tego wcale. Te obrazy ciągle wracały, a szorstki sposób, w jaki mnie tu zaciągnął, dał mi wystarczająco dużo motywów, żeby się postawić.
Zaczęłam go odpychać, ale moje ruchy z braku koordynacji, wywołanej wypitym alkoholem, na niewiele się zdały.
Jego chwyt był mocny. Było jasne, że nie chciał mnie jeszcze puszczać.
Jego wargi poruszały się agresywnie po moich, nieustannie domagając się wejścia. Moje usta po czymś takim na bank będą posiniaczone. Próbowałam go odepchnąć. Próbowałam uderzyć go w ramiona i odepchnąć od siebie, ale nasze ciała były tak ciasno do siebie dociśnięte, że nie było na to miejsca, a moje pijane ciało odmawiało mi posłuszeństwa.
I wtedy wpadłam na pomysł.
Pozwoliłam mu na sekundę wedrzeć się do środka i zanim zdążyłam zapomnieć o powodach, dla których muszę od niego uciec, mocno ugryzłam go w wargę. Od razu poczułam smak krwi. Chyba ugryzłam go odrobinę za mocno. Ups.
Cóż, zasłużył na to!
Oderwał się ode mnie w szoku i niedowierzaniu. Wykorzystując to zszokowanie, pchnęłam go w klatkę piersiową; jego uścisk osłabł, a on zachwiał się w tył z szeroko otwartymi oczami i krwią na dolnej wardze. Spojrzał na mnie ze zranieniem w oczach, ale mnie to nie obchodziło. Nie całuje się dziewczyny na siłę, a potem nie oczekuje współczucia, kiedy ta kopie cię po jajach.
Gdy tylko uwolniłam się z jego uścisku, zamachnęłam się i uderzyłam go w twarz tak mocno, jak tylko potrafiłam. Jeśli przedtem był w szoku, teraz był całkowicie ogłuszony. Brakło mu słów. Jego policzek był czerwony z odbitym śladem mojej dłoni i uśmiechnęłam się z wewnętrzną satysfakcją na widok mojego arcydzieła.
"Za kogo ty mnie do cholery masz?" – wrzasnęłam. "Nie jestem jedną z twoich dziwek!"
Byłam wściekła z każdą sekundą coraz bardziej. Jak on śmiał to zrobić! Za kogo on mnie uważa?
"C-co?" – wyjąkał.
"Widziałam, jak dwie godziny temu lizałeś się w tym samym miejscu z jakąś dziewczyną. A teraz przyprowadzasz mnie tu i się ze mną całujesz, traktując mnie jako jakieś pieprzone zastępstwo."
Jego oczy otworzyły się szeroko i miał czelność wyglądać na winnego. Rozejrzał się nerwowo i nie nawiązał ze mną kontaktu wzrokowego przez dłuższą chwilę. Kiedy podniósł wzrok, na jego twarzy malowało się kilka różnych emocji, przy czym dominował ból i poczucie winy.
"Nie jestem jedną z twoich dziwek, Killianie. Wiadomość z ostatniej chwili, pierdol się."
Teraz aż kipiło we mnie ze złości. Byłam po prostu wściekła.
Zanim zdążył powiedzieć coś więcej, pchnęłam go jeszcze raz i uciekłam z balkonu. Nie pobiegł za mną. Dobrze. Zresztą nie sądzę, żeby miał na to odwagę. A gdyby to zrobił, dostałby z kopa w jaja.
Zbiegłam po schodach i wybiegłam z domu.
Zatrzymałam się dopiero, kiedy zdałam sobie sprawę, że stoję na chodniku, bez żadnego środka transportu, w samym środku nocy.
Dopiero wtedy zauważyłam, że moja twarz jest mokra od łez. I wcale nie były to łzy gniewu!
















