Perspektywa Willi
Z mojego gardła wydobył się nerwowy śmiech, a na szyi poczułam kropelki potu. – Co masz przez to na myśli?
Starałam się odciągnąć swoje myśli od tego nazwiska. Od jego nazwiska.
Killian Thorne.
Choć nie miałam pojęcia, jak wygląda, słyszałam o nim historie jeszcze w Seattle. Silas wielokrotnie opowiadał mi o tym, jak zimnym bydlakiem był jego szef i że każdy z pracowników bał się go, jakby mógł wyssać z nich ostatnie tchnienie.
Ale... to nie miało prawa się wydarzyć.
To niemożliwe, żebym znalazła się w tym samym klubie, co szef mojego byłego narzeczonego.
I nie ma, kurwa, mowy, żeby jego wzrok był całkowicie skupiony na mnie.
Odwróciłam się, by znowu spojrzeć na górę, a on wciąż tam był.
Patrzył na mnie jak drapieżnik.
A ja byłam jego ofiarą.
Moja skóra pokryła się potem. Chwyciłam kieliszek, wypiłam jego zawartość i z hukiem odstawiłam na bar, ocierając usta wierzchem dłoni.
– Jeszcze raz – zażądałam.
Ale barman stanowczo pokręcił głową. – Nie da rady, ślicznotko. Zostałem ostrzeżony. Myślę, że na jeden wieczór masz już dość.
Zmarszczyłam brwi. – Jak to zostałeś ostrzeżony? Ja cię nie ostrzegałam.
Jego uśmiech był napięty. – Ty nie. – Subtelnie skinął głową w stronę schodów. – On to zrobił.
Nawet się nie odwracając, wiedziałam, że miał na myśli Killiana. Ale przecież on nawet nie zszedł na dół, żeby z nim porozmawiać. – Bzdura – parsknęłam.
Mój głos już się plątał. – Nie widziałam, żeby z tobą rozmawiał.
– Nie musiał.
– No i kim on jest? Twoim szefem? – prychnęłam, a moja głowa przesadnie odskoczyła do tyłu, tak bardzo byłam pijana. – I za kogo, do cholery, obaj się uważacie, żeby mówić mi, że wypiłam wystarczająco dużo alkoholu?
– On jest właścicielem tego miejsca, ślicznotko. Jest moim szefem. A ja całkiem cenię sobie swoje pieprzone nogi, więc koniec z drinkami dla ciebie, mała.
Moje oczy się rozszerzyły.
Właściciel wielomiliardowej firmy i luksusowego klubu? To było dla mnie bardziej interesujące, niż Jay kiedykolwiek chciałaby przyznać.
Odwróciłam się, by spojrzeć na balkon, ale nie było po nim śladu.
Zniknął.
Szkoda. Byłam gotowa wmaszerować po tych spiralnych schodach i powiedzieć mu, co o nim myślę.
Zwróciłam się z powrotem w stronę barmana, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, u mojego boku pojawił się mężczyzna ubrany cały na czarno, przesuwając w moją stronę zimną butelkę wody.
– Pan Thorne prosi na słówko.
Mój wzrok padł na wodę, a potem na nieznajomego w ciemnych okularach.
Co, do cholery, było nie tak z tymi ludźmi?
– Kim ty u licha jesteś? – wybełkotałam. – I kto nosi okulary przeciwsłoneczne w nocy?
– Należę do jego ochrony – powiedział obojętnie. – Dobrze by ci zrobiło, gdybyś wypiła trochę tej wody i poszła ze mną na górę. Pan Thorne nie lubi, gdy każe mu się czekać.
– Oczywiście, że nie. – Zaśmiałam się, wywracając oczami. Zeskoczyłam ze stołka, postanawiając wyjść, ale stanowczy chwyt ochroniarza na moim ramieniu mnie powstrzymał.
– Co jest, do cholery? – krzyknęłam, szarpiąc się w jego uścisku. – Puszczaj!
Próby wyrwania ramienia z jego dłoni okazały się bezowocne, ale po pełnej minucie bezczynności przestałam walczyć. A on puścił moją rękę.
– Pij – mruknął, odkręcając nakrętkę z butelki wody i kładąc ją przede mną.
Rozważyłam swoje opcje.
Jeśli zdecyduję się na ucieczkę, donikąd nie dotrę. Nie w tym pijackim stanie.
A kto wiedział, co się ze mną stanie, gdy mnie złapie?
Kto, u diabła, wiedział, co zrobiłby mi Killian Thorne?
Odciąłby MI nogi?
Może lepiej będzie po prostu pójść sprawdzić, czego chciał.
Posyłając mężczyźnie w czerni mordercze spojrzenie, chwyciłam butelkę, podniosłam do ust i piłam wodę, aż opustoszała do połowy.
A może... była w połowie pełna?
Kurwa, byłam pijana w sztok.
– I co teraz? – zapytałam, przewracając oczami.
– Idziesz za mną – odparł, po czym poprowadził mnie w stronę schodów. Weszliśmy na górę, minęliśmy kilka korytarzy – to był cholernie wielki klub – a potem zatrzymaliśmy się przed drzwiami z tabliczką „STREFA VIP”.
– Oczywiście, że VIP – mruknęłam pod nosem.
Ochroniarz pchnął dla mnie drzwi, dając mi znak, bym weszła do środka. – Czeka.
Z sercem wściekle łomoczącym w klatce piersiowej, przeszłam przez próg, wkraczając do loży.
Pierwszą rzeczą, jaka mnie uderzyła, było zimne powietrze. Chociaż w klubie też było zimno, to nic w porównaniu z tym, co poczułam w tym słabo oświetlonym pomieszczeniu.
Było tu lodowato.
A do tego bolały mnie sutki. Czułam, jak napierają na crop top, który miałam na sobie.
Kolejny znak, że powinnam była zdjąć to już wieki temu.
Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się wokół, gdy znów to poczułam.
Oczy. Całkowicie skupione na mnie.
Bas dobiegający z dołu nie potrafił zagłuszyć niespokojnego bicia mojego serca.
Odwróciłam się w prawo – i oto był.
Killian siedział jak król w rogu loży, z rozchylonymi nogami. Jego postawa wzbudzała respekt. I nie tylko to.
Między jego udami klęczała dziewczyna, a jej głowa poruszała się w górę i w dół w ruchu, o którym wiedziałam, że jest typowy dla robienia loda.
Ale on w ogóle na nią nie patrzył.
Obserwował mnie, wciąż skryty w cieniu, zaciskając dłonie na jej włosach, podczas gdy ona połykała go z zapałem.
Wstydziłam się tego, jak to na mnie działało. Wstydziłam się, że pocierałam o siebie uda, pragnąc...
Nie. Nie mogłam tego pragnąć.
Głos Killiana był gładki i głęboki, gdy się odezwał.
– Wyjdź.
Mało brakowało, a wyskoczyłabym ze skóry, bo myślałam, że mówi do mnie.
Ale tak nie było. Dziewczyna podniosła się z kolan, ocierając się o mnie, gdy czym prędzej wybiegała za drzwi.
Stałam sparaliżowana, a moje oczy były przyklejone do sylwetki tego mężczyzny, gdy wsuwał siebie z powrotem w spodnie.
Nie mogłam tego dostrzec dokładnie, ale w przyćmionym świetle widziałam jakieś odbicia układające się wzdłuż spodu jego kutasa.
Czy to były... kolczyki?
Szybko odwróciłam wzrok, przenosząc go na jego twarz, podczas gdy on podniósł się na równe nogi. Jego sylwetka była wysoka i szeroka.
Zrobił kilka kroków w moją stronę, a z każdym jego krokiem w przód, ja robiłam jeden w tył. I tak dalej, dopóki nie oparłam się plecami o ścianę. Moja klatka piersiowa falowała od tego, jak ciężko oddychałam.
A wtedy – wyłonił się z mroku.
W oczach Killiana Thorne’a, gdy mi się przyglądał, malował się mroczny, pusty wyraz. Jego wzrok powoli prześlizgnął się po mojej sylwetce.
Nieznośnie powoli.
Jego spojrzenie zatrzymało się na mojej klatce piersiowej na dłużej, niż powinno, i zaparło mi dech w piersiach.
A potem na jego ustach wykwitł kpiący uśmiech.
– Myślałem, że będę musiał ci się przyjrzeć odrobinę dłużej, żeby potwierdzić, kim jesteś, ale wygląda na to, że mam wszystko, czego potrzebuję – powiedział oschle, a jego głęboki głos wywołał dreszcz na moich plecach. – Witaj, Willo Sterling.
















