Perspektywa Willi
Killian Thorne był przystojny w sposób, który sprawiał, że robiłam się nerwowa.
Widziałam w życiu wielu dobrze wyglądających mężczyzn, ale Killian?
Jego uroda całkowicie zapierała dech w piersiach. Długie, gęste włosy były lekko w nieładzie, jakby przeczesywał je dłonią, co stanowiło ogromny kontrast z jego niebezpiecznie spokojnym usposobieniem.
W słabym świetle pomieszczenia nie potrafiłam określić dokładnego koloru jego oczu, ale wydawały się ciemne, gdy wpatrywał się we mnie, jakby próbował przeniknąć moją duszę.
Ostra linia szczęki, lekko krzywy nos, kilkudniowy zarost...
Okej, skupiałam się na niewłaściwych rzeczach.
Ten człowiek właśnie wypowiedział moje imię – i moje nazwisko – tak, jakby mnie znał. A ja nigdy go nie spotkałam ani nie słyszałam o nim niczego poza opowieściami.
Przycisnęłam się mocniej do ściany, próbując normalnie oddychać.
– Znamy się? – zapytałam.
Powoli przechylił głowę, a jego uśmiech był chłodny, gdy nachylił się odrobinę bliżej, ale nie na tyle, by mnie dotknąć.
– Jeszcze nie.
– S-skąd znasz moje imię? – Starałam się utrzymać równy głos, ale wciąż pobrzmiewała w nim nuta bełkotu.
– Dbam o to, by znać to, co mnie interesuje.
Nienawidziłam tego, jak po tych słowach żołądek wywrócił mi się do góry nogami. Dlaczego w ogóle tu byłam? I dlaczego nie czułam wstrętu, że weszłam tu i zobaczyłam coś, czego nie powinnam?
Co gorsza? Dlaczego miałam wrażenie, że Killian chciał, żebym to zobaczyła?
– Czego ode mnie chcesz? – Dreszcz wstrząsnął moimi kośćmi.
Killian nie odpowiedział od razu. Zamiast tego zmrużył oczy, patrząc na mnie. – Trzęsiesz się.
Jego wzrok znów opadł na moją klatkę piersiową i uśmiechnął się krzywo.
Nie miałam pojęcia, czy to z powodu sterczących sutków, czy słów, które widniały na mojej koszulce, szydząc ze mnie.
Niedoszła panna młoda.
Zmierzyłam go wzrokiem. – Oczy mam wyżej, zboczeńcu – warknęłam.
Killian nie drgnął. Zamiast tego spojrzał mi prosto w oczy i powiedział: – Twoje oczy już widziałem, Willa. – Jego głos był niski, mroczny i sprawił, że w podbrzuszu poczułam narastające ciepło.
Dlaczego tak podniecał mnie widok tego nieznajomego? Dlaczego nie uciekałam przed kimś, kogo wszyscy uważali za niebezpiecznego?
Kontynuował: – Są ostrożne. Pełne bólu. Chciałem zobaczyć resztę ciebie.
Moje usta się rozchyliły, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Zrobił kolejny krok w przód, a ja cofnęłam się głębiej w ścianę. – Słyszałam o tobie. – Mój głos drżał, był ledwie głośniejszy od szeptu.
– Od Silasa Mercera, jak sądzę? Twojego... narzeczonego?
Moje serce zamarło, a potem znów przyspieszyło.
– Byłego narzeczonego – warknęłam. – A ty skąd tyle o nim wiesz?
Odsunął się ode mnie, a ja wypuściłam z ulgą powietrze.
Killian zaczął zdejmować marynarkę, a moje oczy śledziły każdy jego najdrobniejszy ruch.
Jego mięśnie napinały się pod czarną koszulą zapinaną na guziki, gdy ją zdejmował. Trzy górne guziki były rozpięte, przyciągając mój wzrok niczym magnes, podczas gdy ja byłam bezradnym kawałkiem metalu.
A potem rzucił ją do mnie. – Wiem wszystko o moich pracownikach – powiedział swobodnie, jakby to cokolwiek wyjaśniało.
Spojrzał na mnie wyczekująco, jakby czekał, aż włożę jego marynarkę. A ja tego chciałam.
Boże, chciałam otulić się jego zapachem, ale nie zamierzałam ułatwiać mu sprawy.
– Czego ode mnie chcesz?
– W tej chwili? – Uniósł brew. – Chcę, żebyś włożyła tę marynarkę, Willa. Trzęsiesz się.
– Tak, bo mnie przerażasz – skłamałam. – Czego, do cholery, ode mnie chcesz?
– Załóż marynarkę, a potem będziemy mogli kontynuować tę uroczą rozmowę. – Jego głos był cichy. Głęboki. Mroczny. – Już.
Posyłając mu kolejne wrogie spojrzenie, zrobiłam, co kazał, gniewnie wsuwając ręce w rękawy marynarki, którą ten nieznajomy miał przed chwilą na sobie.
– Zadowolony? – wyplułam, patrząc mu z powrotem w oczy.
To, co w nich zobaczyłam, sprawiło, że zabrakło mi tchu. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, a moje plecy znów uderzyły w ścianę, gdy zatoczyłam się do tyłu.
Killian Thorne patrzył na mnie, jakbym była ostatnim posiłkiem na ziemi. Jego oczy pociemniały, a wyraz twarzy stał się surowy, gdy jego wzrok opadł na moje usta. – Nie ma się czego bać, Willa. Nie jestem twoim wrogiem. – Uśmiechnął się cynicznie.
– Jesteś tego pewien? – szepnęłam. – To dlaczego tu z tobą jestem? I dlaczego patrzysz na mnie tak, jakbyś... jakbyś chciał mnie zniszczyć?
Zrobił krok w przód z rękami w kieszeniach. – Gdybym chciał cię skrzywdzić, już bym to zrobił.
To powinno sprawić, że poczuję się bezpieczniej. I tak było.
Ale o zgrozo, jego słowa sprawiły, że między moimi udami wezbrało gorąco.
Otarłam je o siebie.
Zdecydowanie coś musiało być w drinkach, które dał mi dziś barman. Albo to, albo coś było w wodzie, którą dostałam do wypicia.
Killian odwrócił się ode mnie, kierując się do jednego ze stolików, by chwycić butelkę bourbona. A potem nalał go do szklanki.
Postanowiłam potraktować to jako mój sygnał do ucieczki.
Jednak zanim zdążyłam sięgnąć do klamki, rozległ się jego głos. – Wyjdź przez te drzwi, a zrujnujesz najlepszą szansę na zemszczenie się na swoim nieprzyjemnym narzeczonym.
Zamarłam. – Byłym narzeczonym – warknęłam ponownie, nie odwracając się w jego stronę.
Killian mruknął cicho. – A co z twoją siostrą? – zapytał gładko. – Czy jest już twoją byłą siostrą?
To sprawiło, że odwróciłam gwałtownie głowę, by na niego spojrzeć. Stał przy stoliku ze szklanką w dłoni, którą podniósł do ust, by pociągnąć łyk.
– Skąd ty... – Mój głos się załamał. – Skąd to wiesz? Śledziłeś mnie?
– Jak już mówiłem, wiem wszystko o moich pracownikach.
Parsknęłam, odchodząc od drzwi w jego stronę. – Co to ma być? Ty, gapiący się na mnie jak na jakąś nagrodę? Wysyłający swojego upiornego ochroniarza, żeby mnie przyprowadził? Zwracający się do mnie pełnym imieniem i nazwiskiem i wciskający mi jakieś gówniane wymówki o tym, że wiesz wszystko o swoich pracownikach?
Gotowałam się z wściekłości, kręcąc głową. – I co masz na myśli, mówiąc o zemście na Silasie? Nie potrzebuję ratunku, jeśli to właśnie...
– Wyglądałaś, jakbyś tonęła, Willa – przerwał mi. – A ja nie lubię patrzeć, jak ludzie toną.
Ten człowiek był szalony.
Całkowicie, absolutnie szalony.
Przełknęłam ślinę. – Dobre sobie. Zwłaszcza z ust faceta, któremu ktoś robił loda, kiedy tu weszłam.
Stałam teraz tuż przed nim. – To było... niefortunne wyczucie czasu. – Jego głos nie zadrżał. – Nie powinnaś była tego zobaczyć.
Moje wargi wykrzywiły się z obrzydzeniem. – Gówno prawda. – Moje słowa znów były zamazane. – Chciałeś, żebym tu weszła i to zobaczyła. – Spojrzałam krótko na jego usta. – Żebym zobaczyła ciebie – szepnęłam.
Okej, teraz to na pewno przemawiał przeze mnie alkohol.
Bo dlaczego, u licha, zabrzmiało to tak, jakbym z nim flirtowała?
I dlaczego patrzyłam na jego usta?
Musiałam stąd spadać.
Zaczęłam się znowu odwracać, ale kolana się pode mną ugięły, więc złapałam się najbliższej twardej powierzchni, żeby nie upaść.
Problem polegał na tym... że tą twardą powierzchnią była obnażona klatka piersiowa Killiana.
Moje dłonie wylądowały płasko na jego nagim torsie, a w sekundzie, w której to się stało, coś się zmieniło.
Całe jego ciało spięło się pod moimi dłońmi.
Szklanka w jego dłoni zamarła w połowie drogi do ust.
Oczy Killiana powędrowały w dół, tam gdzie się stykaliśmy, a potem powoli uniosły się, napotykając mój wzrok. I to, co tym razem w nich dostrzegłam, było... nieostrożne. Szaleńcze.
Jego szczęka się zacisnęła, a oddech uwiązł w gardle na tyle, że mój w odpowiedzi też się zatrzymał.
Powoli cofnęłam dłoń.
Ale coś w wyrazie jego twarzy sprawiało, że chciałam go dotknąć znowu. Zawsze.
Killian sięgnął po mój nadgarstek, kładąc moją dłoń z powrotem na swojej klatce piersiowej, podczas gdy jego oczy przeszukiwały moje.
A kiedy się odezwał, jego głos był cichy i chrapliwy.
Udręczony.
Płynący prosto z głębi jego serca.
– Miałaś rację, Willa – powiedział. – Rzeczywiście chcę cię zniszczyć.
















