– Straże! – głos Valerii przeszył cichy korytarz, piskliwy i irytujący niczym zgrzyt metalu o kamień.
Odpowiedź była niemal natychmiastowa. Ciężki, zsynchronizowany łomot wojskowych butów rozległ się zza rogu, a oddział królewskiej gwardii zmaterializował się w pełnej gotowości bojowej. Niektórzy trzymali karabiny, ich wypolerowane lufy lśniły w słabym świetle korytarza. Jeden miał u boku ciężki,
















