Droga prowadząca z jaskiń to kręta spirala. Opony piszczą, gdy jedziemy w kółko i w kółko, coraz wyżej i wyżej, a Jaxon ani na chwilę nie zdejmuje stopy z pedału gazu.
Na tylnym siedzeniu, gdy tulę się do nieprzytomnego ciała Romana, siła skrętu wciska nas w kanapę. Koc, którym jesteśmy przykryci, zsuwa się, a ja nagle widzę ponad nim, przez rozbitą tylną szybę, migające światła, gdy obok nich prz














