Roman spoglądał na mnie z góry, a jego oczy płonęły oczekiwaniem, od którego cierpła mi skóra. Ciężka cisza w zakurzonym schowku była wręcz dusząca, przerywana jedynie moim urwanym oddechem i metalicznym zapachem krwi martwego strażnika, która zbierała się w kałużę na betonowej podłodze. Chciałam uciec, ale moje nogi ciążyły jak z ołowiu, a jego przerażające spojrzenie trzymało mnie przygwożdżoną do drewnianych półek. Czekał na odpowiedź dotyczącą niemożliwych insynuacji. Jak miałam odpowiedzieć na coś tak absurdalnego? Dziecko? Z nim? On naprawdę wierzył, że mamy razem dziecko.
Zanim zdążyłam zebrać myśli, Jaxon, Beta Romana, wszedł do ciasnej, zbryzganej krwią przestrzeni. Poruszał się z cichą, śmiercionośną gracją, zabierając śliski od krwi miecz z dłoni Romana i zastępując go grubą teczką.
Roman otworzył teczkę. Kiedy przemówił, jego chłodny, wyprany z emocji baryton przyprawił mnie o dreszcz przerażenia.
"Tessa Sterling", przeczytał Roman płaskim tonem. "Należąca do Watahy Blackwood. Córka Bety Richarda Sterlinga i jego partnerki, Evelyn. Jedna młodsza siostra, Blaire."
Zaparło mi dech. Miał całe moje życie streszczone w jednej teczce. Całe moje życie, streszczone w jednej teczce. Przełknęłam ciężko ślinę, nie mogąc oderwać wzroku od jego surowych, uderzających rysów twarzy, gdy przewracał na następną stronę.
"Nie jest dziewicą", powiedział Roman, zatrzaskując teczkę z ostrym trzaskiem. Podniósł wzrok, a jego przenikliwe, niebieskie oczy zablokowały się na moich z zabójczą intensywnością. "Niech mi pani powie, gdzie jest dziecko, panno Sterling."
"Jakie dziecko?" sapnęłam, a słowa wyrwały się ze mnie, zanim zdążyłam je powstrzymać. Moje serce gwałtownie uderzało o żebra.
"Jeśli cenisz swoje życie, nie będziesz mnie okłamywać", ostrzegł. Jego głos pozostawał miarowym, niebezpiecznym pomrukiem, ale sama groźba w jego postawie była dusząca. Gdyby wzrok mógł zabijać, zginęłabym już dziesięć razy.
"Nie chcę cię urazić", powiedziałam szybko, a desperacja sprawiła, że mój głos się załamał. "Ale musisz się mylić. Nigdy nie byłam w ciąży."
Roman nie mrugnął. Po prostu wpatrywał się we mnie z wyrachowanym, bezlitosnym spojrzeniem.
W chwili, gdy pomyślałam, że może wziąć z powrotem miecz i użyć go na mnie, odwrócił się do Jaxona. "Zabierz ją do jednego z pokoi. Zamierzam przesłuchać ją osobiście."
"Tak, Alfo", odpowiedział natychmiast Jaxon.
Roman odwrócił się i wyszedł.
Jaxon wyprostował się, a jego zimne spojrzenie spoczęło na mnie. "Pierwszą i jedyną zasadą w tym domu, panno Sterling, jest całkowite posłuszeństwo. Królowi się nie odmawia, ani go nie kwestionuje. Sugeruję, by to przemyślała, idąc za mną."
"Ale ja—"
"Nie mam ochoty słuchać, jak mówisz", przerwał mi Jaxon. Odwrócił się i ruszył słabo oświetlonym korytarzem. Nie mając wyboru, szybko zaczęłam podążać w jego cieniu.
Poprowadził mnie w stronę masywnej, kamiennej wieży, która zdawała się sięgać samych chmur. Wewnątrz pięły się w górę przyprawiające o zawrót głowy kręte schody, zdające się nie mieć końca. Straciłam rachubę pokonanych pięter; uda mnie bolały, a klatka piersiowa falowała, gdy ciasne, zakrzywione kamienne ściany napierały na nas. Przestrzeń była niewiarygodnie wąska, zmuszając mnie do trzymania jednej dłoni płasko na zimnych, szorstkich kamieniach, by nie stracić równowagi i nie spaść w stromą przepaść.
W końcu Jaxon zszedł ze schodów na kręty korytarz wyłożony ciężkimi, drewnianymi drzwiami. Zatrzymał się przed jednymi z nich i wyciągnął elektroniczny pilot. Z cichym kliknięciem zamek puścił, a ciężkie drzwi się otworzyły.
Gdy weszłam do środka, drzwi zatrzasnęły się za mną. Niewidzialny zamek przekręcił się z ciężkim, mechanicznym głuchym dźwiękiem, więżąc mnie w środku.
Wzięłam drżący oddech, zmuszając się do rozejrzenia wokół. Sam pokój nie był straszny. Właściwie był o wiele bardziej przestronny niż moje ciasne poddasze w domu. Miałam do dyspozycji podwójne łóżko z grubym materacem, szafę, małą część wypoczynkową z okrągłym stołem i dwoma krzesłami, oraz prywatną łazienkę z prysznicem, umywalką i toaletą. Gdyby była tu kuchnia, mogłabym żyć wyłącznie w tym pokoju. Ale brak okien był brutalnym przypomnieniem o mojej niewoli. Jedyne światło pochodziło z górnej żarówki, która lekko migotała, rzucając długie, upiorne cienie na kamienne ściany.
Jedyną naprawdę niepokojącą rzeczą w pokoju były oddzielne, zamknięte dekoracyjne drzwi wbudowane w ścianę obok łóżka. Nie miały klamki ani żadnego widocznego sposobu na ich otwarcie. Jednak gdy się do nich zbliżyłam, szukając sposobu na ich otwarcie, w cichym pokoju rozległo się ostre kliknięcie.
Drzwi otworzyły się do wewnątrz. Odskoczyłam do tyłu, cudem unikając uderzenia w twarz, gdy ciężkie drewno przemknęło tuż obok.
Sam Roman wszedł przez otwarte drzwi, jak zawsze królewski i groźny. Cofałam się pospiesznie, a serce gwałtownie łomotało mi w piersi, gdy zbliżał się do mnie jak drapieżnik. Drzwi poruszyły się same, zasuwając się i zamykając za nim.
Moje plecy uderzyły w ścianę. Byłam w pułapce, zamknięta w pokoju bez okien z Królem Likanów.
"No więc. Miałaś czas to przemyśleć", powiedział Roman. Zatrzymując się zaledwie stopę ode mnie, jego potężna sylwetka całkowicie zaćmiła światło z migoczącej żarówki. "Przestań udawać, że nie pamiętasz naszego spotkania."
Nagła fala niechcianych wspomnień zalała mój umysł, rozbijając moje mechanizmy obronne.
Pamiętałam jego twarz. Pamiętałam te intensywne niebieskie oczy spoglądające na mnie z góry, jego ściągnięte brwi. Pamiętałam kroplę potu, która spłynęła po jego brodzie i kapnęła na moją twarz.
Przede wszystkim pamiętałam surowe fizyczne doznanie naszych złączonych ciał. Pamiętałam jego grubego kutasa pogrzebanego w moich wilgotnych fałdach, wpychającego się i biorącego mnie raz za razem. Pamiętałam zagłówek łóżka gwałtownie uderzający o ścianę i czystą, przytłaczającą moc jego ciężaru.
Moje policzki nagle zapłonęły gorącem.
Pochylił się bliżej, przygważdżając mnie do ściany. Wychwycił nagłą zmianę w moim wyrazie twarzy, przyglądając się mojej zaczerwienionej twarzy.
"A więc jednak pamiętasz", powiedział, a jego głos zniżył się do niebezpiecznego pomruku. "Trzy lata temu. Byłem na zjeździe watah, uczestnicząc w spotkaniu Alf. Poszedłem do baru, kiedy jakaś kobieta, przesiąknięta rozwiązłymi feromonami, zawisła na mnie i błagała, bym wziął ją do łóżka."
Przełknęłam ciężko ślinę. Nie pamiętałam tej części. Ale całą resztę...
"Jestem całkowicie pewien, że tą kobietą byłaś ty, Tesso Sterling", powiedział, unosząc podbródek, by patrzeć na mnie z góry. "Spróbuj temu zaprzeczyć."
"To była przygoda na jedną noc", przyznałam. "Ale nigdy nie było żadnego dziecka."
Górna warga Romana wykrzywiła się. "Kłamstwo."
Z błyskawiczną prędkością jego dłonie wystrzeliły do przodu. Chwytając moje nadgarstki, szarpnął je nad moją głowę i przygwoździł do ściany jedną ręką. Jego druga dłoń płasko opadła na ścianę tuż obok mojej głowy.
"Oddaj mi moje dziecko", warknął Roman.
"Mówię prawdę!" powiedziałam, a mój głos drżał, gdy ogarniał mnie strach.
Roman zbliżył twarz. Gdy jego warga wykrzywiła się wyżej, kły zaczęły się minimalnie wydłużać. Był tak wściekły, że wyglądał, jakby miał się za chwilę przemienić.
"Wiedziałaś kim jestem tamtej nocy. Celowo mnie uwiodłaś, wiedząc, że twoja ruja wywoła mój własny zew i sprawi, że zrezygnuję z prezerwatyw. Następnie potajemnie urodziłaś, wychowując moje dziecko w tajemnicy."
"Myślisz, że zaplanowałam ruję?"
"Są sposoby na jej wywołanie..."
"Nigdy bym tego nie zrobiła", powiedziałam. "Byłam zaręczona... Nawet nie planowałam tej jednej nocy!"
Nienawidziłam tego. Z unieruchomionymi ramionami nie miałam jak przytrzymać mojej rozdartej koszuli. Zwisała otwarta w poszarpanych strzępach, całkowicie odsłaniając moją klatkę piersiową i ukazując stanik pod spodem. Na szczęście Roman nie patrzył. W ogóle nie wydawał się zainteresowany.
"Nie ujawniłem kim jestem", kontynuował Roman, a z jego głosu kapała arogancja i pewność siebie. "Ale mogłaś to sama wywnioskować. Nie ma mowy, żeby nasza wspólna noc była tylko zbiegiem okoliczności."
"Była", upierałam się, a złość rosła we mnie wraz ze strachem. "Straciłam wszystko przez tamtą noc! Mój narzeczony zerwał zaręczyny w chwili, gdy się dowiedział. Moja rodzina zaczęła traktować mnie, jakbym była skażona, jakbym była jakimś brudnym, haniebnym sekretem, który należy ukryć. Gdybym miała dziecko, to chociaż coś bym zyskała, ale nie zyskałam. Nie mam absolutnie niczego."
Natychmiast Roman zabrał rękę ze ściany obok mojej głowy. Brutalnie chwycił mnie za podbródek, wbijając palce w moją szczękę, gdy podnosił moją twarz ku swojej. Uśmiechając się szyderczo, powiedział: "Wciąż chcesz wyjść za kogoś innego? Odważyłabyś się pozwolić jakiemuś pośledniemu samcowi wychowywać moje dziecko?"
"Nigdy nie było żadnego dziecka", powiedziałam, wyzywająca nawet w obliczu jego potwornej furii. Nie miałam wiele, ale miałam prawdę.
"Zabierz mnie do lekarza", powiedziałam. "Niech sprawdzą. To udowodni moją niewinność."
Ogniste spojrzenie Romana zjechało z mojej twarzy wzdłuż mojego ciała, na odsłonięte krągłości moich piersi i niżej.
Był wystarczająco blisko, abym mogła wyczuć nagły, intensywny wzrost ciepłoty jego ciała. Z cichym warknięciem podniósł wzrok z powrotem na moje oczy.
"Nikt nie będzie badał mojej kobiety poza mną."
Puścił moje dłonie, ale nie cofnął się ani o cal.
"Rozbierz się."














