Mężczyzna podchodzi bliżej, kierując się prosto na nas. Napinam wszystkie mięśnie, gotowa do walki, mrugam i wtedy uświadamiam sobie tożsamość owego człowieka.
To Jaxon.
Powietrze uchodzi z moich płuc tak gwałtownie, że czuję się, jakby mi je wybito. Łzy napływają mi do oczu, a ulga rozlewa się po ciele.
Jaxon tu jest. Jest Betą Romana. Będzie wiedział, co robić.
– Tessa – mówi, doznając nagłego o














