– Teraz rozumiem, dlaczego Galia postąpiła słusznie, wkraczając i ratując cię wczoraj. – Thorne dotknął swojego podbródka, wpatrując się w Lyannę, która osunęła się na ziemię, dysząc ciężko. Nie mogła złapać tchu po tym, co Thorne raczył nazwać rozgrzewką.
Dla Lyanny to nie była nawet rozgrzewka! Czuła, że płonie.
– Nie... nie dam rady... – Lyanna upadła na plecy i wpatrywała się w błękitne niebo
















