Trzy lata temu~
– Ona jest naprawdę niemiła. Typ kobiety, której unikałbym jako kochanki.
Renner spojrzał za siebie, z rękami na biodrach, na żółtą taksówkę, która właśnie odjechała z terenu Urzędu Miasta. To ona na niego wpadła, bo rozmawiała przez telefon, nie zwracając uwagi na to, gdzie idzie, i po prostu odeszła, nie przepraszając go. Świetnie!
Powoli pokręcił głową, postanawiając nie zawracać sobie głowy tym, co robiła ta kobieta. Renner skierował się prosto do recepcji. Spojrzał na zegarek i z ulgą stwierdził, że jest pół godziny za wcześnie. Celowo chciał poczekać, aż jego przyszła żona wejdzie do budynku Urzędu Miasta, żeby zobaczyć, czy naprawdę jest tak piękna, jak Jake Houston powtarzał przez cały ten czas.
– W czym możemy panu pomóc, proszę pana?
– Och, czekam na kogoś. Na moją przyszłą żonę.
– Na którą godzinę zaplanowano państwa ślub?
– Na dziewiątą. Myślę, że moja przyszła żona pojawi się za pół godziny.
– Czy jest pan przyszłym mężem pani Houston? W naszej bazie danych jest tylko jeden ślub zaplanowany na godzinę dziewiątą.
– Umm... Tak. Myślę, że chodzi o panią Houston, o której pan mówi.
– Pani Houston jest tutaj od ósmej. Jest w pokoju numer trzy.
– Naprawdę? Zaraz tam pójdę. Dziękuję.
Renner spanikował, ale starał się nie okazywać tego zbyt mocno. Zwłaszcza w obliczu przyszłej żony. Był naprawdę głupi, myśląc, że wnuczka Jake'a Houstona przyjdzie dopiero o dziewiątej i w ogóle nie pomyślał, że może przyjść wcześniej niż on.
– Przepraszam, przyszedłem, żeby ożenić się z Tanią Houston.
Renner próbował przypomnieć sobie imię wnuczki Jake'a, które ten wymienił mu wczoraj po południu. Miał nadzieję, że się nie pomylił, bo wczoraj nie był zbyt skupiony na słuchaniu słów Jake'a przez telefon.
– Och, pan jest panem młodym. Proszę, proszę usiąść.
– Gdzie jest Tania Houston? – Renner spojrzał w prawo i w lewo. Był pewien, że w pokoju jest tylko on i łysy mężczyzna w mundurze z logo urzędnika stanu cywilnego. Nikogo innego tam nie było.
– Pańska żona wyszła kilka minut temu. Musi zdążyć na lot do Mediolanu. Pańska żona podpisała już wszystkie części i zostawiła panu resztę do dokończenia.
Renner próbował zrozumieć zaistniałą sytuację. Naprawdę nie wiedział, co się dzieje, dopóki urzędnik stanu cywilnego nie opowiedział mu o operacji i innych zmyślonych rzeczach, których nigdy nie robił. Renner doszedł do wniosku, że jego przyszła żona, a raczej pół-żona, właśnie oszukała głupiego mężczyznę.
– Rozumiem. Myślałem, że jeszcze tu będzie, kiedy przyjdę, bo skończyłem operację wcześniej.
– Bardzo się spieszyła. Przygotowałem dokumenty. Wystarczy, że pan podpisze swoją część, zanim zostaniecie oficjalnie zarejestrowani jako małżeństwo.
Renner przeczytał rubrykę obok swojego nazwiska, która była podpisana bardzo pięknymi pociągnięciami. Renner uśmiechnął się, czytając imię Tanii napisane złotym atramentem. Wyobrażał sobie, że twarz jego żony będzie równie piękna, jak te bazgroły, które wyryła na białym papierze. Ale pamiętając, jak przebiegle zachowywała się, manipulując urzędnikiem stanu cywilnego, Renner zaczął wątpić, czy ta kobieta jest tak słodka, jak zawsze mówił Jake Houston.
– Gotowe. Podpisałem swoje części.
– Świetnie. Przybiję pieczątkę i od razu może pan zanieść te dokumenty, żeby pokazać dziadkowi pańskiej żony. Żal mi jej dziadka, który umiera. On naprawdę chce zobaczyć, jak jego wnuczka wychodzi za mąż za mężczyznę, którego kocha.
Wyglądało na to, że Tania Houston nie była tak słodka, jak mówił Jake. Kobieta nie tylko wymyśliła fikcyjną historię o nim, ale także o swoim dziadku. Renner był całkowicie rozczarowany jej podstępnymi działaniami. Nie powinien był żenić się z taką kobietą i unieważnić małżeństwo, póki ma czas.
– Przepraszam.
– Tak?
Zamiast powiedzieć urzędnikowi stanu cywilnego, że chce unieważnić małżeństwo, wzrok Rennera utknął na czymś błyszczącym na stole.
– Czy to jej wizytówka?
– Pani Houston zostawiła swoją wizytówkę, gdyby coś poszło nie tak. Ale wszystko poszło gładko. Nie muszę do niej dzwonić i prosić, żeby wróciła innym razem.
– W takim razie ta wizytówka nie musi tu leżeć.
Renner odchrząknął cicho, obserwując, jak urzędnik stanu cywilnego wsuwa srebrną wizytówkę do portfela.
– Ona jest modelką. Chcę tylko chronić jej prywatność, nie zostawiając tutaj jej wizytówki.
– Słusznie. Jest pan rzeczywiście opiekuńczym przyszłym mężem. Wygląda na to, że ona naprawdę potrzebuje być chroniona przez takiego mężczyznę jak pan.
Renner zmarszczył brwi. Był coraz bardziej ciekawy postaci kobiety, która za kilka minut oficjalnie zostanie jego żoną. Wydawało się, że ta kobieta jest przewidywalna. Czy jest jak książka? – zastanawiał się Renner.
Trzydzieści minut później Renner dostał wszystkie dokumenty dotyczące jego małżeństwa z Tanią. Przejrzał zawartość dokumentu i zachichotał sucho. Zdecydowanie nie było to takie wesele, jakie sobie wyobrażał.
– Gratuluję panu i pani Houston. Jesteście oficjalnie małżeństwem. Szkoda, że jej tu nie ma. Ale... no cóż – mężczyzna powoli wzruszył ramionami.
– Dziękuję.
Leniwie Renner uścisnął dłoń mężczyzny. Tylko jako formalność. Uśmiechnął się krótko i od razu wyszedł z Urzędu Miasta, który wydał mu się czymś obrzydliwym. Nienawidził wszystkich kłamstw, które go otaczały tego ranka.
Małżeństwo to gówno, pomyślał w drodze na parking. Przechodząc obok kamiennych schodów, Renner zatrzymał się i zmrużył oczy, przypominając sobie kobietę, która na niego wpadła, gdy miał wejść do Urzędu Miasta. Z gniewu zacisnął szczękę. Przynajmniej widział włosy i ciało tej kobiety, chociaż nie udało mu się zobaczyć jej twarzy. Była to kobieta z włosami do ramion w kolorze złota, o drobnej budowie ciała, szpilkach ostrych jak sztylety i pośladkach w kształcie serca, które pięknie kołysały się, gdy pospiesznie szła w kierunku taksówki, która na nią czekała.
– To była Tania Houston. Ona wyraźnie nie chciała tego małżeństwa. Ja też nie.
















