Słysząc to, wszyscy obecni odwrócili się w kierunku, z którego dobiegł głos.
Uroczy mały chłopiec pojawił się niezauważony w drzwiach w którymś momencie zamieszania. Wyglądał na około cztery lub pięć lat, ubrany był w białą koszulę i czarne spodnie z szelkami, do tego w dopasowane skórzane buty. Był ucieleśnieniem idealnego małego dżentelmena, a dokładniej, młodego chłopca ze szlacheckiego rodu.
– Co za urocze dziecko!
– Skąd wziął się ten mały słodziak? Jest przeuroczy!
Większość osób na miejscu nigdy wcześniej nie widziała tego dziecka, ale było jasne, że uznali je za ujmujące, gdy mu się przyglądali.
Tessa również patrzyła na dziecko z zaskoczeniem. Miał pulchną buzię, ale szczycił się szlachetnymi rysami. Można było sobie tylko wyobrazić, jak powalająco przystojny będzie, gdy dorośnie.
Obecnie, mimo że dziecko było w tak młodym wieku, wciąż wyglądało poważnie z rysami zastygłymi w surowym wyrazie. Wyglądał wręcz autorytarnie, jakby w jego miniaturowym ciele ukryta była stara dusza.
– Ty – zaczął krótkimi, urywanymi tonami, a jego spojrzenie było lodowate, gdy wycelował palec w Sophię. – To ty powinnaś przeprosić.
Sophia była początkowo zszokowana, ale szybko wpadła we wściekłość i warknęła: – Czyj to bachor? Nawet nie wiesz, co mówisz! Nie miałam nic wspólnego z tym, że ona zniszczyła skrzypce, więc dlaczego miałabym przepraszać?
– Uważaj na słowa! – Ledwo te słowa padły, a dwaj ochroniarze stojący za małym chłopcem warknęli gniewnie na Sophię: – Kim ty myślisz, że jesteś, kobieto? Jak śmiesz odzywać się do naszego młodego panicza w tak bezczelny sposób!
Młodego panicza? Sophia cofnęła się ze zdziwieniem i przez chwilę nie mogła pojąć tego tytułu.
Z drugiej strony Trevor przyłożył dłoń do czoła, gdy nagle przypomniał sobie, że ten mały chłopiec to nikt inny jak młody panicz z rodziny Sawyerów, dziedzic Grupy Sawyer!
Na to wspomnienie Trevor pospieszył do małego chłopca z szerokim uśmiechem na twarzy i przywitał się uprzejmie: – Och, Młody Paniczu Gregory, co cię tu sprowadza?
Obok Sophia zamarła, słysząc to. Co? Ten bachor to Młody Panicz Gregory, dzisiejszy solenizant?
Mały chłopiec wyglądał na niewzruszonego i choć brzmiał młodo, w jego głosie wciąż słychać było onieśmielającą nutę, gdy powiedział: – Właśnie tędy przechodziłem, kiedy zobaczyłem wszystko na własne oczy. To ta kobieta podstawiła nogę tej ładnej pani.
Tymczasem Tessa była wzruszona tym, jak mały chłopiec stanął w jej obronie, mimo że jej nie znał. Ciepło przepłynęło przez nią, gdy patrzyła na chłopca z delikatną wdzięcznością i współczuciem.
Sophia jednak przełknęła ślinę konwulsyjnie, słysząc wyjaśnienia chłopca. Próbowała ukryć strach nerwowym śmiechem, zauważając kojąco: – Młody Paniczu Gregory, rozumiesz chyba, że trzeba mieć dowody przed stawianiem takich zarzutów i nie można chodzić i rzucać fałszywych oskarżeń w ten sposób.
Mały chłopiec prychnął, a jego twarz wciąż była surowa, gdy skontrował: – A co sprawia, że myślisz, iż nie mam dowodów? – Z tymi słowy klasnął w dłonie, a kamerzysta z urządzeniem w ręku wszedł przez drzwi na wezwanie.
Kamerzysta trzymał kamerę w górze, ogłaszając stoicko obecnym: – Jestem osobą wyłączną odpowiedzialną za nagrywanie dzisiejszego przyjęcia urodzinowego Młodego Panicza Gregory'ego i mam tu w mojej kamerze dokładny moment, w którym podstawiła pani nogę tamtej damie i spowodowała zniszczenie skrzypiec Pani Sawyer w wyniku upadku.
Serce Sophii podeszło do gardła, gdy to usłyszała, i odebrało jej mowę, nie była w stanie nic odpowiedzieć kamerzyście. Jej wyraz twarzy był napięty z wściekłości, gdy pomyślała groźnie: Cholera! Byłam tak blisko zepchnięcia tej nędznej Tessy w otchłań piekła po raz kolejny!
– Te skrzypce były cennym instrumentem mojej babci i są warte sześć milionów! Więc płać! – zażądał poważnie mały chłopiec, wpatrując się w Sophię z ostentacyjną obojętnością.
W tym momencie umysł Sophii niemal eksplodował. Krew odpłynęła jej z twarzy, gdy rozważyła sumę, którą musiała zapłacić. Sześć milionów! Obecnie rodzinny biznes Reinhartów od kilku lat systematycznie podupadał, a sześć milionów było ceną astronomiczną, jeśli o Sophię chodziło!
Panikując, Sophia spuściła głowę i przeprosiła drżącym głosem: – Przepraszam, Młody Paniczu Gregory. Naprawdę przepraszam. Nie chciałam jej teraz podstawić nogi. Jak widzisz, nie ma tu zbyt wiele miejsca i nie sądziłam, że mogę ją przewrócić, po prostu trochę wyciągając nogę. Skrzypce są tak ekstrawagancko cenne, nie byłabym tak głupia, by celowo je zniszczyć! Tessa... – Jąkając się, dodała rozkazującym tonem: – Tessa, powiedz młodemu paniczowi, że nie przewróciłam cię celowo!
Tessa wyglądała na bardziej wściekłą niż wcześniej. Nie mogę uwierzyć, jak bezczelna jest ta dziewczyna! Dość, że mnie wrobiła, a teraz chce, żebym jej broniła?
Ale Tessa nigdy nie dostała szansy, by cokolwiek powiedzieć, ponieważ mały chłopiec warknął na Sophię bezlitośnie: – Zniszczyłaś skrzypce, więc musisz za nie zapłacić! A ponieważ to ty zawiniłaś, musisz też przeprosić tę ładną panią! A teraz wyskakuj z kasy i mów przepraszam!
Mały chłopiec miał prawdopodobnie tylko metr wzrostu, ale brzmiał jak stara dusza, nie wspominając o jego władczości.
Twarz Sophii zbladła, a potem poczerwieniała z wściekłości. Nie tylko nie dała Tessie nauczki, ale teraz była zmuszona ją przeprosić! Nie sądziła, że zdoła przeżyć ten wstyd, ale co ważniejsze, nie miała środków, by wyłożyć sześć milionów na miejscu, nawet gdyby miała zastawić samą siebie.
Oczy wszystkich były teraz zwrócone na nią, a w chwili paniki i strachu Sophia po prostu zemdlała.
Przez chwilę w tłumie zapanował chaos.
Mały chłopiec jednak patrzył tylko z pogardą na nieruchomą postać Sophii. Czy to wszystko, czego trzeba, żebyś pękła pod presją? Wydawałaś się całkiem zuchwała, kiedy wcześniej wrabiałaś inną niewinną osobę.
Następnie odwrócił się do ochroniarzy za sobą i rozkazał: – Zabierzcie ją i miejcie na nią oko. Niech wypluje te pieniądze, a jeśli nie, podrzućcie ją na komisariat policji!
– Tak jest – odpowiedzieli ochroniarze chórem. Jednym długim krokiem jeden z ochroniarzy dopadł Sophii i wyciągnął ją za drzwi.
Niemal natychmiast w pokoju zapadła ogłuszająca cisza. Wszyscy byli zdumieni, jak młody panicz roztaczał tak niekwestionowany i onieśmielający autorytet, mimo że był tylko dzieckiem. To rzeczywiście ktoś z rodziny Sawyerów. Nie ma co do tego wątpliwości!
Jednak mały chłopiec nie przejmował się tym, co myśleli o nim inni, gdy odwrócił się, by z ciekawością przyjrzeć się Tessie, i w tym momencie zdawał się zrzucić swoją lodowatą postawę.
W jego krystalicznie jasnych oczach pojawił się dziecięcy błysk, gdy wpatrywał się w Tessę, jakby ją oceniał.
Tessa również spokojnie wytrzymała jego spojrzenie.
Mały chłopiec miał różowe usta i perłowo białe mleczne zęby, a choć jego rysy jeszcze się nie ukształtowały, był już całkiem delikatnym i przystojnym małym mężczyzną. Wyglądał stoicko, gdy się nie uśmiechał, ale to właśnie ta surowość sprawiała, że był tym bardziej ujmujący, tak bardzo, że człowiek miał ochotę uszczypnąć go w te pulchne policzki.
Ta myśl ledwo przeszła Tessie przez głowę, gdy mały chłopiec pomaszerował do niej na swoich małych nóżkach. Zatrzymał się przed nią, odchylił głowę do tyłu, by napotkać jej wzrok, i otworzył ramiona tak szeroko, jak tylko mógł, mówiąc: – Chcę na rączki.
















