Ceremonia w sali bankietowej powoli i miarowo się rozkręcała, a w połowie jej trwania konferansjer wszedł na scenę, by odczytać nazwisko skrzypaczki, która miała wykonać występ solowy. Gregory, który od początku bankietu był już porządnie znudzony, natychmiast się rozpromienił, wykrzykując: "Tatusiu, to śliczna pani!"
Spojrzenie Nicholasa powędrowało na scenę.
W tym czasie Tessa zdążyła się już przebrać w elegancką beżową suknię o skromnym kroju, która akcentowała wcięcie w talii i bezbłędnie podkreślała jej sylwetkę. Trzymała skrzypce, które Gregory wcześniej dla niej wybrał, z wdziękiem przechadzając się na środek sceny.
Gdy reflektory oświetliły porcelanową cerę jej twarzy przypominającej twarz lalki, wyglądała olśniewająco.
Przez moment w ciemnych oczach Nicholasa błysnęło zaskoczenie i pomyślał, że mógłby faktycznie dać się jej oczarować.
Na scenie Tessa nie mogła poradzić nic na to, że była nieco zdenerwowana, stojąc prosto i dumnie pod obstrzałem spojrzeń śmiertelnie cichej widowni. To był pierwszy raz w jej całym życiu, kiedy występowała przed tak wieloma ważnymi i wybitnymi przedstawicielami wyższych sfer, w szczególności tak potężnymi jak Sawyerowie.
Kiedy podniosła wzrok, niechcący dostrzegła w tłumie Nicholasa.
Jego wysoka i szczupła sylwetka zdawała się wyróżniać spośród innych gości, a władcza aura, z jaką się nosił, sprawiała, że wydawał się nietykalny i stojący wysoko ponad wszystkimi.
Przypadkowo napotkała jego wzrok i zadrżała, widząc, że jego oczy przypominały głębokie i bezkresne morze, niczym mroczne wiry, które groziły wciągnięciem i utopieniem człowieka już po jednym spojrzeniu.
Jej serce zabiło mocniej, więc szybko zerwała kontakt wzrokowy, napotykając w zamian pełne zapału spojrzenie Gregory'ego.
Maluch siedział na wysokim krześle, wpatrując się w Tessę błyszczącymi oczami, z wyraźnym oczekiwaniem wymalowanym na twarzy.
Z jakiegoś powodu cały niepokój ulotnił się z Tessy, gdy tylko ujrzała dziecko, a nawet zdołała posłać mu swobodny uśmiech.
Zanim rozpoczęła swój występ, pochyliła się do mikrofonu i powiedziała łagodnie: "To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę dziś tutaj wystąpić. Symfonia, którą zaraz zagram, jest dedykowana najbardziej uroczemu i błyskotliwemu małemu solenizantowi. Za kolejne wspaniałe osiągnięcia, maluchu!"
Sala wybuchła zachęcającymi i entuzjastycznymi brawami.
Tessa uśmiechnęła się z gracją, po czym ukłoniła. Kiedy to zrobiła, wróciła na swoje miejsce na środku sceny, a gdy gwar na sali znów ustąpił miejsca ciszy, wszystkie światła odwróciły się i padły na nią.
Niezrażona światłem reflektorów, mocno wsunęła skrzypce pod linię szczęki i przygotowała się do zagrania pierwszego akordu.
Wkrótce łagodny, melodyjny dźwięk skrzypiec wypełnił salę, kojąc tłum, który zanurzył się w cichym pięknie występu, tak samo, jak można by rozkoszować się śpiewem chóru skowronków.
Drobna kobieta na scenie przypominała wróżkę, która zstąpiła z nieba w świetle księżyca. Jej rysy były miękkie i delikatne, a uroda niezwykle eteryczna. Jej pewność siebie olśniewała równie mocno jak ona sama, gdy oświetlał ją blask reflektorów.
Wszystko w niej wydawało się tak cudowne, że nikt nie potrafił oderwać od niej wzroku nawet na sekundę!
Jeszcze większe wrażenie robił dźwięk skrzypiec, który zdawał się wprowadzać publiczność w trans, a melodia poruszała się, przenosząc słuchaczy do jakiejś krainy czarów.
Widownia bawiła się wyśmienicie, a każdy podziwiał wirtuozerski występ dziewczyny.
Jakiś czas później Gregory klaskał w swoje małe rączki, nagradzając zapierający dech w piersiach występ Tessy, po czym odwrócił się, by z podekscytowaniem zapytać Nicholasa: "Czy śliczna pani nie jest genialna, tatusiu?"
Spojrzenie Nicholasa lekko pociemniało, ale zamiast odpowiedzieć Gregory'emu, zapytał: "Czy ty ją już wcześniej widziałeś?"
Dziecko skinęło głową. "Tak, widziałem ją raz, kiedy poszedłem z pradziadkiem na jeden z tych występów orkiestry".
Niezbyt przekonany Nicholas dopytywał: "Czy to wszystko? Nie rozmawiałeś z nią ani nie robiłeś niczego w tym stylu po tym, jak ją zobaczyłeś?"
Gregory pokręcił głową i stanowczo odpowiedział: "Nie, ale bardzo, bardzo ją lubię!"
Podczas gdy ojciec i syn o tym dyskutowali, Remus siedział wśród gości przy innym stoliku, a jego oczy zwęziły się, gdy oceniał wciąż przebywającą na scenie Tessę. Wyglądał na zamyślonego i nieco sfrustrowanego, myśląc: Czy ja już gdzieś wcześniej widziałem tę dziewczynę? Dlaczego wydaje się taka znajoma?
Zanim zdążył głębiej nad tym pomyśleć, sala wybuchła gromkimi brawami, przerywając jego tok myśli. Jak się okazało, solowy występ skrzypcowy na scenie dobiegł już perfekcyjnego końca.
Tessa ocknęła się ze swojego muzycznego zamyślenia i skłoniła się głęboko przed zgromadzonymi pod sceną znakomitymi gośćmi.
Gregory wydał z siebie nawet kilka radosnych okrzyków, niestrudzenie klaszcząc w małe dłonie.
Gdy Tessa wychodziła z sali bankietowej, ostrożnie wręczyła skrzypce idącym za nią ochroniarzom. "Czy moglibyście pomóc mi odnieść te skrzypce z powrotem do pokoju muzycznego? Są zbyt cenne, abym mogła je trzymać przy sobie dużo dłużej".
"Oczywiście" – powiedział chętnie ochroniarz, zabierając od niej skrzypce i oddalając się w pośpiechu.
Teraz, gdy Tessa miała już za sobą gładki występ i oddała ekstrawaganckie skrzypce, poczuła, jak ciężar spada z jej barków; była uszczęśliwiona. Co ważniejsze, mogła nawet świętować urodziny tego uroczego małego chłopca.
Na pewno jest teraz szczęśliwy, pomyślała z ciepłym uśmiechem. Mam nadzieję, że mój występ sprostał jego oczekiwaniom.
Z drugiej strony zastanawiała się, czy to oznaczało, że już nigdy go nie zobaczy. W końcu pochodzili z dwóch zupełnie różnych światów, a szanse na to, że ich drogi znów się skrzyżują, były bliskie zeru.
Z jakiegoś powodu na samą myśl o tym poczuła się odrobinę samotna i niechętna rozstaniu.
Tymczasem wewnątrz sali, gdy Gregory zobaczył schodzącą ze sceny Tessę, zapytał Nicholasa: "Tatusiu, chcę zobaczyć śliczną panią. Czy ochroniarze mogą mnie do niej zaprowadzić, proszę?"
"Nie, musimy teraz wracać do domu. Babcia na ciebie czeka" – odpowiedział Nicholas z wymuszoną cierpliwością, zdejmując Gregory'ego z krzesła i przyciskając go do swojego torsu.
Nie miał zamiaru pozwolić, by jego syn zbliżył się do jakiejś dziwnej kobiety z nieznaną przeszłością. Bóg jeden raczy wiedzieć, jakie ukryte motywy mogły nią kierować, by tak spoufalać się z Gregorym!
"Nie, ja chcę zobaczyć śliczną panią! Puść mnie, tatusiu!" – marudził Gregory, wiercąc się i próbując wyrwać z objęć ojca, ale to w niewielkim stopniu przeszkodziło Nicholasowi w wyniesieniu go z sali bankietowej. "Głupi tatuś! Ty wstręciuchu! Chcę zobaczyć śliczną panią! Mówiłeś, że w moje urodziny pozwolisz mi na wszystko, czego tylko zechcę!"
Nicholas zignorował go, w milczeniu wybiegając z sali, a powietrze wokół niego stawało się niebezpiecznie zimne.
"Kłamca! Jesteś wielkim, wstrętnym kłamcą! To już wystarczająco złe, że nie zabierzesz mnie, żeby zobaczyć mamusię, ale teraz chcesz mi jeszcze zabronić zobaczenia ślicznej pani!" Po tych słowach Gregory zaczął żałośnie szlochać.
Słowo "mamusia" natychmiast przypomniało Nicholasowi o tej kobiecie sprzed pięciu lat. W tamtej chwili nienawiść i wściekłość zdawały się niekontrolowanie w nim wezbrać, gdy pomyślał: Nie potrzebujesz mamusi, która porzuciła cię dla pieniędzy, Gregory! Zasługujesz na coś lepszego!
Jednakże, kiedy zobaczył, jak żałośnie płacze trzymane w jego ramionach dziecko, poczuł, że jego serce mięknie, i obiecał: "Słuchaj, zabiorę cię do niej któregoś dnia, dobrze?"
To podziałało niczym wypowiedzenie magicznych słów, bo Gregory natychmiast przestał płakać i pociągając nosem, spojrzał na Nicholasa wielkimi, błyszczącymi oczami. "Czy naprawdę mówisz poważnie, tatusiu?"
















