Po wyjściu Amary Roman nie mógł powstrzymać złości. Zmiótł wszystkie rzeczy ze stołu na podłogę. „Jak śmiesz stroić fochy przede mną? Nie wiesz, co jest dla ciebie dobre”.
Po uspokojeniu się Roman usiadł na krześle i pomyślał: „Jeśli stracę poparcie rodziny Lewisów, obawiam się, że w krótkim czasie nie znajdę drugiej rodziny, która mogłaby mi pomóc”.
Roman stłumił gniew w sercu i zadzwonił do swoj
















