Wczesnym rankiem słońce świeciło przez szybę na różowe łóżko. Elena poruszyła się lekko, a jej trzepoczące rzęsy rzuciły dwa małe cienie na policzki.
– Pani, czy już wstałaś? Pan prosi, żebyś zeszła na śniadanie. – Ktoś zapukał do drzwi.
Elena otworzyła zaspane oczy. Podrapała się po rozczochranych włosach, przeciągnęła, ziewnęła i usiadła prosto na łóżku.
– Nie śpię. Zaraz zejdę. – Elena przetarła oczy. Minęło sporo czasu, odkąd spała tak długo.
Po chwili zauważyła, że prześcieradło obok niej jest gładkie jak nowe i nie nosi śladów spania.
Czy to możliwe, że Ryan nie wrócił wczoraj do pokoju?
Elena szybko wstała z łóżka i pobiegła do łazienki, by jak najszybciej się umyć.
W jadalni Ryan siedział już przy stole. Trzymał w ręku gazetę i z elegancją pił kawę.
Złociste promienie słońca padały na niego przez okno. Jego ruchy były dystyngowane, nieustannie podkreślając bijącą od niego szlachetność.
Nie wiedziała, do której pracował wczoraj, ale tego ranka wciąż był pełen energii. Doprawdy był wybrańcem niebios.
– Pani, śniadanie gotowe.
Pokojówka zobaczyła wchodzącą Elenę. Przywitała ją uśmiechem.
Elena kaszlnęła lekko i odwróciła wzrok od Ryana. Weszła do jadalni i naturalnie usiadła naprzeciwko niego.
– Przepraszam, byłam wczoraj trochę zmęczona, więc nie wstałam, żeby zrobić ci śniadanie.
W jej mniemaniu obowiązkiem kobiety było gotowanie dla męża. Dopiero co wyszła za mąż, a jej zachowanie było nieco skandaliczne. Codziennie kazała mężowi czekać w jadalni, aż się obudzi.
– Pani, jak mogłabym pozwolić ci gotować? Zmęczyłaś się w nocy, więc powinnaś rano pospać trochę dłużej. To rosół z kurczaka, który kuchnia specjalnie ugotowała, by wzmocnić twoje ciało.
Twarz Eleny poczerwieniała. Dlaczego miała wrażenie, że w słowach pokojówki kryje się głębsze znaczenie?
Spojrzała na Ryana. Ryan odłożył gazetę. Na jego spokojnej twarzy również pojawił się ślad uśmiechu.
Pokojówka postawiła przed nią miskę rosołu. Już po samym zapachu wiedziała, że jest pyszny.
– Ten rosół jest naprawdę wyśmienity. Ryan, też powinieneś trochę zjeść. Sama tyle nie wypiję.
– Nie trzeba. Zrobili go specjalnie dla ciebie. Pij. – Gdy skończył mówić, kontynuował jedzenie owsianki i przystawek stojących przed nim.
Kiedy Elena skończyła miskę rosołu, pokojówka podała jej kolejną.
Pomachała ręką.
– Nie trzeba, jestem już pełna. Daj to Ryanowi.
Ryan pracował po godzinach, co musiało być męczące. To jemu należało się wzmocnienie.
– Pani, ten rosół jest specjalnie dla ciebie, na regenerację. Wczoraj w nocy też byłaś zmęczona, więc powinnaś wypić więcej. – Uśmiech na twarzy pokojówki stał się jeszcze szerszy, a jej oczy zdawały się emitować złote światło.
Słysząc to, Elena poczuła, że coś jest nie tak. Wtedy spojrzała na Ryana. Wciąż miał uśmiech na twarzy. Dopiero teraz Elena zrozumiała, że pokojówka chyba coś źle zrozumiała.
– Najadłem się. Samochód już na nas czeka. Jedz szybciej. – Ryan odłożył sztućce i przerwał jej.
– Gdzie jedziemy? – Elena spojrzała na Ryana z pytającym wyrazem twarzy.
– Jedziemy do domu.
Gdy Ryan skończył mówić, usiadł na wózku i skierował się do drzwi.
Byli małżeństwem od trzech dni, więc nadszedł czas, by odwiedzić rodzinne strony. Szkoda, że jej matki nie było w domu i wizyta u rodziny Lewisów wydawała się zbędna.
Miała nadzieję, że Ryan zabierze ją do szpitala, by odwiedzić mamę.
W drodze Elena trzymała głowę nisko i nie odzywała się. Nie wydawała się być w dobrym nastroju.
Rodzina Lewisów jej nie lubiła. Z pewnością nie chcieli jej widzieć.
Jeśli ci ludzie będą sprawiać jej trudności, Ryan straci twarz.
Zauważył, że Elena wydaje się zdenerwowana. Chwycił ją za rękę i odkrył, że jej dłoń jest spocona.
– Boisz się?
– Wcale nie. – Chciała wyrwać rękę z jego uścisku, ale jej się to nie udało.
– Jesteśmy mężem i żoną – przypomniał jej Ryan. Mogła rozmawiać z nim bezpośrednio.
Elena chciała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Podniosła głowę i spojrzała na twarz Ryana.
– Nie dogaduję się dobrze z rodziną Lewisów.
W tej chwili wszyscy Lewisowie starali się przypodobać Romanowi. Pozwolili nawet Amarze zerwać zaręczyny i potajemnie spotykać się z Romanem. W ich oczach Ryan, który miał bezwładne nogi, był znacznie mniej wartościowy niż Roman.
Nie wiedziała, jak rodzina Lewisów potraktuje jej męża. Była przyzwyczajona do bycia traktowaną jak gorsza. Czy teraz jej mąż również będzie poniżany?
– Martwisz się o mnie? – Ryan był w dobrym nastroju, słysząc jej słowa.
Elena zaniemówiła. Czy on źle to zrozumiał?
Nawet jeśli Ryan nie był faworyzowany w ostatnich latach, wciąż był drugim synem rodziny Monor. Od młodości żył w luksusie. Naturalnie, nie pozwoliłby, by inni patrzyli na niego z góry.
Jeśli ludzie z rodziny Lewisów nie potraktują go sprawiedliwie, nie puści tego płazem.
– Nie martw się, jestem tutaj.
Ryan położył jej dłoń na swojej nodze. Patrzył przed siebie, więc nie widział zaczerwienionych oczu Eleny.
Od kiedy była mała, poza rodzicami, nikt nigdy nie mówił do niej w tak ciepły sposób. To nieco poruszyło jej serce.
Samochód zatrzymał się przed bramą posiadłości Lewisów. Elena wysiadła pierwsza, a następnie ostrożnie pomogła Ryanowi usiąść na wózku.
Nie spodziewała się jednak, że drzwi do domu Lewisów będą szczelnie zamknięte, a przed wejściem nikogo nie będzie.
Na twarzy Eleny malowało się zakłopotanie. Wiedziała już, że rodzina Lewisów może nie okazać szacunku Ryanowi. Ale nigdy nie przypuszczała, że nawet nie otworzą drzwi.
– Czy ludzie z rodziny Lewisów nie wiedzą, że Pan i Pani Monor przyjeżdżają dzisiaj do domu?
Xavier spojrzał na szczelnie zamkniętą bramę i nie mógł powstrzymać się od krzyku. Wiedział, że ludzie ukrywający się w środku słyszą jego słowa.
Jednak Ryan w ogóle się tym nie przejął. Trzymał Elenę za rękę i czekał spokojnie.
– Ryan, może wrócimy najpierw do nas? – Bała się, że nigdy nie spotkał się z taką zniewagą, odkąd był młody.
Ryan milczał i uparcie czekał na zewnątrz.
Kiedy Xavier zobaczył przerażający wyraz twarzy Ryana, wiedział, że rodzina Lewisów będzie miała dzisiaj kłopoty.
– Xavier – zawołał chłodno Ryan.
– Szefie. – Xavier skłonił się lekko i czekał na rozkaz.
– Wysadź bramę. – Jego zimny głos odbił się echem po całej ulicy. Jego spokojny wyraz twarzy wskazywał, że nie żartuje.
















