W dniu, w którym urodziła się Stella Dawson, rodzinna służąca wyrzuciła ją – tylko po to, by jej własna córka, urodzona tego samego dnia, mogła mieć lepsze życie.
Osiemnaście lat później, jej rodzina w końcu ją odnalazła. Ale zamiast poczucia winy i rekompensaty, czekało na nią coś zupełnie innego.
– Jesteś olśniewająca!
Stella stała przed lustrem, ubrana w suknię ślubną. Dopasowany gorset podkreślał jej smukłą talię, a obszerna spódnica sprawiała, że wyglądała jak księżniczka z bajki.
Nawet bez makijażu, jej delikatne rysy były uderzające.
Kierowniczka butiku, pomagająca jej dopasować suknię, nie mogła powstrzymać się od pochwał.
– Pan Keene nie przyszedł z panią? Kobiety i mężczyźni mają różne gusta, jeśli chodzi o takie rzeczy.
Stella uśmiechnęła się uprzejmie. – Jest zajęty pracą. Nie mógł się wyrwać.
Gdy tylko skończyła mówić, jej telefon zawibrował. Spojrzała na identyfikator dzwoniącego przed odebraniem. – Tess?
– Stella, właśnie widziałam Lillian z Ethanem!
Wyraz twarzy Stelli zamarł.
Zadowolenie na jej twarzy znikało kawałek po kawałku, pogrzebane pod ciężarem słów Tessy Miller. Jej spojrzenie stało się lodowate.
Ethan Keene był jej narzeczonym. Ich ślub miał się odbyć za tydzień.
A samo usłyszenie imienia Lillian Reed sprawiło, że w jej oczach pojawił się błysk obrzydzenia. Lillian – córka służącej. Dziewczyna, która ukradła jej rodziców po urodzeniu, a teraz miała czelność zabiegać o jej narzeczonego.
Stella rzuciła spojrzenie na kierowniczkę butiku, która natychmiast zrozumiała i skinęła głową.
Prostym gestem ręki kierowniczki, pozostali pracownicy szybko opuścili pokój.
Gdy tylko zniknęli, Stella spojrzała na swoje zadbane paznokcie i zapytała obojętnie: – Gdzie ich widziałaś?
Tessa zawahała się. – W szpitalu. Oddział położniczo-ginekologiczny.
Stella uniosła brew i zaśmiała się pod nosem. – Cóż, to interesujące miejsce.
Mężczyzna i kobieta pojawiający się razem na oddziale położniczo-ginekologicznym – po co mogliby tam być?
Tessa prychnęła. – Lillian to nic innego jak dwulicowa manipulantka, a Ethan to drań. Powinnaś odwołać ślub!
Stella nawet się jeszcze nie zdenerwowała, ale Tessa już kipiała ze złości.
Powoli upiła łyk wody ze szklanki przed sobą i uśmiechnęła się złośliwie. *Za każdym razem, gdy ona robi takie numery, to ja za to płacę. O co się złościsz?*
Dwa lata temu, Lillian wyjechała z kraju z własnej woli, twierdząc, że skoro prawdziwa córka rodziny Reedów wróciła, nie ma prawa tu zostawać. A jednak znowu tu jest – przymilając się do Ethana.
Czy Stella była zbyt miła przez te ostatnie dwa lata? A może po prostu zbyt wyrozumiała?
Tessa prychnęła. – Wróciła tuż przed twoim ślubem. Co to ma znaczyć? Ona knuje coś złego.
Spojrzenie Stelli pociemniało. – Zadzwonię do ciebie później.
Tessa zabrzmiała na zaniepokojoną. – Co zamierzasz zrobić?
Stella uśmiechnęła się. – Jeśli ktoś sprzedaje kłamstwo, jak mogłabym go nie kupić?
Z tymi słowami zakończyła rozmowę.
Odwróciła się do lustra, patrząc na siebie w nieskazitelnej białej sukni.
Jej palce powędrowały po gorsecie.
Ostrym szarpnięciem rozerwała materiał w swoich rękach. Rzuciła podartą suknię na podłogę.
Pracownicy butiku, obserwujący z oddali, wstrzymali oddech z szoku, ale widząc wyraz twarzy Stelli, żaden z nich nie odważył się odezwać.
Gdy tylko skończyła się przebierać we własne ubrania, jej telefon znowu zawibrował.
Spojrzała na ekran.
*Ethan.*
W momencie, gdy odebrała, usłyszała jego chłodny głos. – Jak skończysz mierzyć sukienkę, przyjdź do biura.
Dwa lata.
Przez dwa lata Ethan był dla niej niczym innym jak delikatny i troskliwy.
*A teraz? Ta zmiana nastawienia… czy to dlatego, że Lillian wróciła?*
Kpiący uśmiech przemknął po ustach Stelli. Nie zadała sobie nawet trudu, by odpowiedzieć – po prostu się rozłączyła.
Pół godziny później, Stella weszła do biura Ethana.
Stał przy oknach sięgających od podłogi do sufitu, rozmawiając przez telefon.
Skąpany w słońcu, jego rysy były ostre, ale wyrafinowane. Sam jego profil wystarczył, by każdy przystanął i wpatrywał się w niego.
Bóg obdarzył go twarzą, która nie miała sobie równych w całym Rivermount.
W momencie, gdy zauważył Stellę, pośpiesznie powiedział do telefonu: – Zjedz lunch sama. Rozłączam się.
Podszedł do kanapy i usiadł.
Ciepło w jego głosie z rozmowy telefonicznej zniknęło. Jego wyraz twarzy stał się chłodny, gdy na nią spojrzał. – Podejdź tutaj.
Stella spotkała się z jego lodowatym spojrzeniem.
Podeszła, ale nie usiadła obok niego, jak to robiła wcześniej. Zamiast tego, zajęła miejsce naprzeciwko niego.
Ethan zauważył dystans, jaki między nimi postawiła, a jego wyraz twarzy stał się jeszcze chłodniejszy.
Kliknięciem otworzył zapalniczkę. Ostry zapach benzyny wypełnił powietrze.
Stella nie lubiła tego zapachu i machnęła ręką, by go rozwiać.
Ethan zdawał się tym nie przejmować. Zapalił papierosa i wziął wdech. – Lillian wróciła.
Błysk winy przemknął przez jego oczy, ale nie wystarczył, by powstrzymać go od powiedzenia tego, co miało nastąpić.
– Nasz ślub… trzeba przełożyć.
W momencie, gdy Stella odebrała telefon od Tessy, spodziewała się tego.
– Co masz na myśli?
Lillian wróciła, więc ślub zostaje przełożony?
Ethan wypuścił powolny strumień dymu. – Jest chora. To coś poważnego.
Mówiąc to, wyciągnął dokument i podał jej. – List akceptacyjny z Bradford University. Powinnaś wyjechać na studia za granicę.
*Sposób, w jaki to powiedział – jakby to była przysługa. Jakby to był rozkaz.*
Stella spojrzała na kopertę w jego ręku. Nie wzięła jej. Zamiast tego, wydała z siebie cichy, kpiący śmiech.
– Chcesz, żebym wyjechała? Żeby zrobić dla niej miejsce?
Wyraz twarzy Ethana pociemniał. – Czy to nie jest szkoła, do której zawsze chciałaś pójść? Teraz…
– Ethan.
Zanim zdążył skończyć, Stella mu przerwała, jej głos był lodowaty.
Sięgnęła, wyrwała mu kopertę z ręki i podarła ją na strzępy na jego oczach.
Kawałki opadły na podłogę jak płatki śniegu. Jeden zbłąkany skrawek przykleił się do jej dłoni. Strzepnęła go prosto w twarz Ethana.
Wszelkie ciepło, jakie pozostało w jego oczach, zniknęło całkowicie.
Stella nie zadała sobie trudu, by złagodzić swój ton. – Nie trzeba przekładać ślubu. Po prostu go odwołaj.
*Po co zwlekać?*
*Odwołanie było o wiele łatwiejsze.*