logo

beletrystyka

Przeklęta Partnerka Króla Alfa

Przeklęta Partnerka Króla Alfa

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 01
Autor: Aeliana Thorne
22 sty 2026
PUNKT WIDZENIA MIRACLE „ Mira! Tędy. ” Gładki głos woła mnie, a ja wyciągam szyję, by spojrzeć na brązowego wilka stojącego przede mną. Uśmiech pojawia się na moich ustach na jego widok. Wkrótce oboje biegniemy radośnie przez gęsty las – szybko i pewnie na naszych łapach. Kocham to. Kocham bieg między drzewami. To daje mi poczucie wolności. Uwielbiam sposób, w jaki chłodna bryza ślizga się po mojej skórze, odgarniając włosy do tyłu. Czuję się, jakbym latała, bez żadnych trosk na świecie. To ekscytujące. Ale to, co kocham w tym momencie najbardziej, to fakt, że mój starszy brat Matthew jest tuż obok mnie, biegnąc dziko. Chcę go dogonić. Chcę go wyprzedzić, żeby chociaż raz w życiu z nim wygrać. „ Matthew, zwolnij! Chyba zaraz upadnę. ” Moja wilczyca szczerzy się i przesyła mu wiadomość myślową zmęczonym głosem. „ Nie nabiorę się na tę sztuczkę. ” Odpowiada, biegnąc jeszcze szybciej – szybciej, niż kiedykolwiek widziałam biegnącego wilka. Duma wzbiera w mojej piersi. To mój brat. Pewnego dnia zostanie najpotężniejszym Alfą Watahy Półksiężyca. Wszyscy już go szanują, kochają, kłaniają mu się. On taki jest. Urodził się, by go kochano. I w pełni na tę miłość zasługuje. Widzę już dom watahy. Ogromny biały dom z marmurowymi schodami. Jest wspaniały. Widzę wielu członków stada wiwatujących na cześć Matthew i moją, stojących przed domem. Wszyscy chcą zobaczyć, kto dzisiaj wygra, nawet jeśli wiedzą, że Matthew wygrywa zawsze. I ja też wiem, że znów z nim przegram. „ Biegnij szybciej, Mira. ” Ponagla mnie, przyspieszając jeszcze bardziej. Zachęcał mnie. Chce, żebym z nim wygrała, ale uczciwie. Zamiast czuć przygnębienie, że przegram, staram się bardziej. Biegnę tak szybko, jak potrafię i nagle... Upadam. „ Matthew! ” Wołam go, gdy ciemność powoli zaczyna mnie pochłaniać. Ale spadając w mrok, wiem, że on jest przy mnie. Wyciąga do mnie rękę, by mnie ocalić – by mnie chronić. Lecz wszystko jest po prostu zbyt ciemne. Nic już nie widzę. Nie widzę jego, mojego domu, ani linii mety tuż obok domu watahy. Wszystko zniknęło. Powoli mrugam, otwierając oczy, a mój wzrok napotyka sufit mojego małego pokoju w mieszkaniu. Budzik na szafce nocnej wyje, tworząc irytujący, ale kojący hałas. Czasami te dźwięki pomagają mi wrócić do rzeczywistości. Znowu śniłam. Podnosząc się do pozycji siedzącej, odrzucam kołdrę i chwytam telefon z szafki. Jest piąta rano. Odkładam telefon i siadam na łóżku ze zwisającymi nogami, wyłączywszy wcześniej budzik. Znów gubię się w myślach. Myśli bywają niebezpieczne. Myśli mogą cię wciągnąć, a potem udusić aż do końca. Wtedy słyszę inne odgłosy, które zmuszają mnie do powrotu do gównianej rzeczywistości. Dźwięki jęków i stękania dochodziły z pokoju obok mojego. Marszcząc nos, opadam z powrotem na łóżko i chwytam poduszkę, by przyłożyć ją do ucha. Czy oni muszą to robić tak wcześnie rano? Kiedy oni w ogóle śpią? Zastanawiam się, zamykając oczy i próbując wyciszyć niezbyt przyjemne piski wydobywające się z ust Belli, gdy Liam i ona robią to po raz enty tej samej nocy. O Wielka Bogini Księżyca! Czasami myślę, że ci ludzie mają lepszą kondycję niż wilkołaki. A przez większość czasu nienawidzę tego, że jestem wilkołakiem, ponieważ słyszę wszystkie hałasy i dźwięki przez wszystkie grube ściany. Przysięgam, że słyszę nawet kobietę z dołu mruczącą przekleństwa pod nosem. To są naprawdę ostre słowa. To przyprawia o mdłości. Może dlatego mieszkanie poza lasem, gdy jest się wilkołakiem, to taka udręka. W końcu się poddaję. Wstaję i biegnę do szafy, żeby wziąć bluzę z kapturem. Naciągam ją przez głowę, by ukryć szarą bluzę dresową, którą mam na sobie, i wkładam joggery, żeby pójść pobiegać. Nawet jeśli nigdy nie jest mi zimno, muszę udawać człowieka, inaczej będą mnie podejrzewać albo wezmą za kompletnie szaloną. Wyobraźcie sobie kogoś wędrującego w cienkich dresach w środku zimy. To mogłoby ich wystraszyć, więc muszę zachowywać się normalnie w każdych okolicznościach. Gotowa do wyjścia, biorę słuchawki oraz telefon i wybiegam z budynku, by uciec od tych wszystkich hałasów. Westchnienie ulgi wydobywa się z moich ust, gdy zauważam mniej ludzi na ulicach. To stało się rutyną. Zawsze muszę biegać wcześnie rano, późno w nocy, a nawet w środku dnia, by unikać ludzi. Nie zrozumcie mnie źle. Lubię ludzi. Być może lubię ich bardziej niż wilkołaki, ale oni po prostu nigdy nie zrozumieją moich problemów jako wilkołaka. Biegnąc ulicami, wkładam słuchawki i zaczynam słuchać głośnej muzyki. To najlepszy sposób na zagłuszenie wszystkich hałasów. Docierając do parku, zwalniam, aż mój bieg zamienia się w chód. W takie dni... Nie. Każdego dnia tęsknię za moją wilczycą, Gią. Tęsknię za nią tak bardzo, że samo myślenie o niej boli. Kiedy była ze mną, zawsze mogłam z nią porozmawiać i z łatwością wyciszyć wszystkie inne głosy. ...Ale teraz jej nie ma. Umarła, gdy miałam szesnaście lat. Umarła z nędzy i agonii. Okropna śmierć. Zostałam sama. Wilkołak jest niczym bez swojego wilka. Po jej śmierci jestem tylko człowiekiem z pewnymi specjalnymi zdolnościami, takimi jak wyczulony słuch i wzrok. Oraz zwinność i siła. To bardziej klątwa niż błogosławieństwo. Straciłam zdolność szybszego leczenia wraz ze śmiercią mojego wilka, straciłam zdolność blokowania niechcianych hałasów, a także utraciłam więź myślową, którą miałam z moimi dawnymi członkami watahy. I nie. Członkowie mojego stada nie wyrzucili mnie, bo straciłam wilka i byłam bezużyteczna. Wyrzucili mnie, bo w pełni na to zasłużyłam. Byłam bezużyteczna nawet z wilkiem. Moja słabość? Niezdolność do pozbycia się niepotrzebnych emocji. Jako wilkołak stawiałam czoła wrogom i zawsze ponosiłam porażkę w ich pokonaniu. Nie potrafiłam ranić innych, zabijać innych... Nawet jeśli byli wyrzutkami, wampirami czy łowcami. Byłam słaba jak ludzie i ostatecznie stałam się człowiekiem. Myśląc o tym wszystkim, wracam do domu i otwieram drzwi kluczem. W tej chwili nic nie słyszę, bo wciąż słucham piosenek, ale w momencie, gdy wchodzę do środka, żałuję tego. Przewracając oczami, zdejmuję słuchawki z uszu i posyłam Liamowi i Belli moje najlepsze mordercze spojrzenie. „ Proszę, nie na kanapie. Już o tym rozmawialiśmy. ” Jęczę, widząc, jak dosłownie pożerają sobie twarze, leżąc na sofie. „ O, hej Mira! ” Rzuca radośnie Liam, odrywając się od Belli, która posyła mi zuchwały uśmiech. Bella to moja współlokatorka. Ma dwadzieścia lat, podczas gdy ja jutro kończę osiemnaście. A Liam jest praktycznie też współlokatorem, bo mimo że mieszka obok, zawsze można go znaleźć w naszym domu. To chłopak Belli. Jest w tym samym wieku co ona. Można ich oboje nazwać moimi przyjaciółmi. Jedynymi ludzkimi przyjaciółmi. Właściwie, jedynymi dwoma przyjaciółmi w moim życiu... Zarówno w świecie wilkołaków, jak i ludzi. „ Czy ty kiedykolwiek wracasz do domu, Liam? ” Pytam, zatrzymując piosenkę graną na moim telefonie. „ Jestem w domu. ” Wskazuje na Bellę, która grucha do niego i przyciąga go, by kontynuować to, co robili, zanim im niegrzecznie i niepożądanie przerwałam. „ Nie na kanapie. Przysięgam, jeśli zrobicie to na kanapie, oboje zginiecie straszną śmiercią. ” Sycząc, biegnę do swojego pokoju i wchodzę do środka, zamykając za sobą drzwi. „ Przeniesiemy się do pokoju? ” Pyta Liam, a ja mimo woli przysłuchuję się ich rozmowie. Oczywiście nieumyślnie. „ E tam! Ona już nie wyjdzie ze swojego pokoju. Nigdy się nie dowie. ” Odpowiada beztrosko Bella i na chwilę zapada cisza. A potem znów słyszę ich niezbyt przyjemne odgłosy. Oczywiście, nikt nie bierze mnie na poważnie. Uroki bycia bezużyteczną i bezsilną, nawet jako człowiek. Wzdychając cicho do siebie, idę do łazienki wziąć prysznic. Gdy zdejmuję z siebie ubranie i staję przed lustrem, mój wzrok wędruje na znamię w miejscu, gdzie szyja łączy się z ramieniem. Mały czerwony półksiężyc – Znamię Przeznaczonego. Znów świeci. Świeci od kilku dni i nie wiem, co to oznacza. Nie tylko świeci, ale też parzy, jakby gorący żelazny pręt był przyciśnięty do tego miejsca i nikt go nie odsuwał. To bolesne. Kiedy się urodziłam, ten znak był już na mojej szyi. Według mojego brata, wszyscy w moim stadzie mieli dylemat. Czym byłam? Klątwą? Błogosławieństwem? Abominacją? Jak nazwać wilkołaka, który rodzi się ze znamieniem partnera? Partnerzy zazwyczaj oznaczają się po tym, jak się odnajdą. Ale ja, nawet zanim dowiedziałam się, kim jest mój przeklęty partner... Byłam już oznaczona. W ludzkim języku – urodziłam się zamężna bez opcji rozwodu. Teraz muszę znaleźć moją drugą połówkę, a potem oboje będziemy robić Bogini Księżyca wie co. Więc wracając do tematu... Wszyscy schodzili mi z drogi, gdy się urodziłam, zdecydowanie dlatego, że ten niezwykły znak ich przerażał, ale mój ojciec mnie nie odtrącił. Moja matka zmarła zaraz po urodzeniu mnie, a ojciec pogrążył się w żałobie. Odchodził od zmysłów po śmierci matki, bo była jego Luną i partnerką, ale nigdy mnie nie odepchnął. Zamiast tego nazwał mnie Miracle – Cud. Kiedy wszyscy debatowali, czym jestem... Błogosławieństwem czy klątwą, on uciszył wszystkich, mówiąc, że jestem Cudem. Z czasem zaczęłam zdawać sobie sprawę, jak bardzo mój ojciec się mylił. Nie byłam ani błogosławieństwem, ani cudem. Byłam klątwą. Wyrocznia, która kiedyś przybyła do naszego stada, tak powiedziała. Krzyknęła, gdy tylko mnie zobaczyła, i nazwała mnie wynikiem kary. Wrzeszczała na mnie i rzuciła się w moim kierunku, jakby jakieś duchy przodków przejęły jej ciało. Miałam wtedy tylko szesnaście lat, ale nigdy nie zapomnę tego, co powiedziała... ' Zabiłaś miłość. Zabiłaś zaufanie. Teraz jesteś przeklęta, by nigdy go nie zaznać. Jesteś potępiona. Jesteś klątwą. Znamię na twojej szyi to klątwa. ' Powiedziała mi to przy wszystkich. Na początku jej nie wierzyłam, ale członkowie mojego stada uwierzyli. Mój ojciec uwierzył. Zauważając nienawiść, która nagle została skierowana w moją stronę po objawieniu wyroczni, uciekłam i tamtej nocy udowodniłam... Że naprawdę byłam klątwą. Klątwą, która zabrała wszystko. Lunę Alfie. Przyszłego Alfę stadu. Nadzieję. Szczęście. Wiarę. Zabrałam to wszystko, a w zamian wszystko zostało zabrane mnie. Myślę, że z pewnością byłam karana, a teraz chciałam wiedzieć dlaczego. Dlaczego byłam karana i za co? Tylko jedna osoba na tym świecie może odpowiedzieć na te wszystkie pytania... A tą osobą jest moja druga połówka – mój Przeznaczony. Jutro kończę osiemnaście lat i mam nadzieję, że wkrótce go znajdę. Każde pytanie, jakie mam w głowie, doczeka się wtedy odpowiedzi. Mój partner mi odpowie. Spędzam każdy dzień mojego przeklętego życia z tą nadzieją płonącą w moim sercu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 01 – Przeklęta Partnerka Króla Alfa | Czytaj powieści online na beletrystyka