PUNKT WIDZENIA MIRACLE
„ Król? Nie znam nikogo o takim imieniu. ” Mamroczę, po czym unoszę kolano i wbijam je brutalnie w jego żebra, łamiąc dwa z nich natychmiastowo.
Wyjąc z bólu, zgina się wpół i upuszcza mnie na ziemię. Nie tracąc czasu, chwytam go za kark i wykręcam gwałtownie. Jego ciało pada na ziemię, uderzając mocno, z szyją wciąż wykręconą pod dziwnym kątem.
Nie jest martwy. Nie muszę się o to martwić. Po prostu stracił przytomność na jakiś czas – na jeden dzień, mówiąc ściślej.
Król? O kim on mówił? Zastanawiam się, ale przepycham się obok niego, by wrócić do kawiarni. Narobiłam sobie poważnych kłopotów.
Wzdychając, zatrzymuję się przy drzwiach i spoglądam na ciało.
Byłam słaba. Podkreślam słowo BYŁAM. Udawałam słabą, gdy miałam moc, by pokonać wszystkich innych. Okazywałam im łaskę, gdy byłam potężna, ale teraz...
To było jedynie dla przetrwania, a kiedy jesteś w trybie przetrwania, odkrywasz, że wszystkie te słabości znikają jedna po drugiej, ale wciąż nie zabijam żadnego stworzenia.
Mogłabym oderwać temu nowicjuszowi łeb, a potem go spalić, by zatrzeć ślady, ale wybieram pozostawienie go przy życiu i...
Ucieczkę stąd.
Tak. Muszę uciekać.
Olivia mnie podejrzewa, wkrótce mogą wyczuć zapach tego wampira w powietrzu i tu przyjdą. Pierwszym podejrzanym znów będę ja, ponieważ mój zapach jest teraz na całym ciele tego nowicjusza.
Cholera.
Biorąc głęboki wdech, próbuję myśleć, podczas gdy ból sprawia jedynie, że mam ochotę zgiąć się wpół i krzyczeć.
Zdecydowanie ucieczka, tak swoją drogą.
**********
Docierając do domu tak szybko, jak mogłam, otwieram drzwi i pędzę do swojego pokoju, nie zatrzymując się, by skarcić Liama i Bellę za robienie tego znowu na kanapie. I tak nigdy mnie nie słuchają.
„ Miracle! Czy coś się stało? ” Zmartwiony głos Belli przykuwa moją uwagę, gdy wpada do mojego pokoju i widzi, jak wpycham ubrania do torby.
Muszę uciekać. To wszystko, o czym potrafię myśleć. Muszę po prostu przekroczyć terytorium Watahy Czerwonego Księżyca przed jutrzejszym rankiem.
„ Miracle! Mówię do ciebie. ” Ręka Belli pojawia się w moim polu widzenia, gdy chwyta mnie za nadgarstek, by mnie powstrzymać.
„ Nic. Nic się nie stało. Po prostu jadę na wakacje. ” Odrywam jej rękę i kontynuuję wpychanie ubrań do torby.
Bella zostaje w pokoju, wpatrując się we mnie ze zmieszaniem, podczas gdy ja pakuję wszystko do torby i zarzucam ją na ramię.
„ Nie martw się. Wrócę. ” Karmię ją kłamstwem, a ona uśmiecha się do mnie.
„ Nigdy nigdzie nie wyjeżdżasz, więc zmartwiłam się, gdy zaczęłaś się pakować. ” Wzdycha i wychodzi do Liama, który stał za drzwiami.
„ Ona po prostu jedzie na wakacje. ” Mówi mu, a on kiwa głową.
Jak cudownie... Nie wiedzą o mnie nic, a ja wiem o nich wszystko.
Podchodzę do nich i przytulam oboje po kolei, zanim się żegnam, wiedząc, że nigdy nie wrócę. Byli dla mnie dobrymi przyjaciółmi. Ale muszę teraz odejść i nie potrafię zmusić się, by powiedzieć im, że nigdy nie wrócę.
Być może do jutra będę martwa i nie będę nawet musiała odbierać ich telefonów. Kto wie!
Opuszczając budynek mieszkalny, idę do jaskini w lesie. Już wcześniej zaplanowałam drogę ucieczki na wypadek, gdybym kiedykolwiek musiała wiać, i okazuje się, że ostatecznie muszę to zrobić.
Siedzenie w jaskini i czekanie na noc nigdy nie jest łatwe. Fakt, że spędzam tu moje osiemnaste urodziny... jest jeszcze gorszy.
Poza tym wilki są bardziej aktywne w nocy. Jest też problem patrolu granicznego w nocy, ale rzecz w tym...
Ci wilkołaki z patrolu granicznego mnie nie znają, a ponieważ znów wzięłam eliksir, pomyślą, że jestem zwykłym człowiekiem.
Dlatego uciekam w nocy. To zapobiegnie natknięciu się na ludzi, których znam.
Gdy nadchodzi noc, zarzucam torbę na ramię i wychodzę z jaskini, by wciągnąć w płuca świeży leśny zapach. Jest niebiański. Zawsze kochałam lasy.
Mój wzrok wędruje ku pełni księżyca na niebie i wzdycham. „ Pomóż mi, Bogini Księżyca. Nie pozwól mi umrzeć, zanim go spotkam. ”
Nie chcę umrzeć, zanim kiedykolwiek spotkam i poznam mojego partnera.
Zdeterminowana, ostrożnie ruszam w głąb lasu. Kiedy zbliżam się do granicy, wypuszczam ciężko powietrze. Jestem blisko wolności.
Gdy oddycham z ulgą i staram się nie myśleć o bólu w narządach, widzę sylwetkę w oddali – potężny zarys mężczyzny.
Mrużę oczy, by widzieć go wyraźniej, ale mój wzrok się zamazuje. Efekty tojadu. Jestem teraz słaba.
Potrząsając głową, kontynuuję swoją drogę. Muszę tylko przekroczyć ich granicę i będę bezpieczna.
Kiedy wciągam powietrze, zdaję sobie sprawę, że to wilkołak. Moje ciało zamiera, a ja staję w miejscu.
Cholera.
Jego zapach nie jest jednak znajomy. Jest słodki. Pachnie jak las, a szczególnie drzewo różane. Odurzający. Jego zapach mnie odurza i zaczynam iść w jego stronę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Im bliżej niego jestem, tym szybciej bije moje serce. Moje dłonie zaczynają się obficie pocić.
Kim on jest? Chcę wiedzieć. MUSZĘ wiedzieć.
To jak nić przyciągająca mnie do niego. Moje ciało działa samoistnie i czuję dziwne podekscytowanie.
Co się ze mną dzieje?
Zanim zdaję sobie sprawę, stoję przed nim. Jest ogromny. Sięgam mu tylko do szyi.
Jego szerokie ramiona są oświetlone blaskiem księżyca, a szara bluza w niczym nie ukrywa jego potężnej budowy.
Śledząc jego ciało, mój wzrok ląduje na jego twarzy. Ma ostro zarysowaną szczękę, jego usta są pełne – w kolorze wiśni, nos prosty, a oczy – te srebrzysto-szare oczy...
To tak, jakby oddech został wybity z moich płuc. Wszystkie włoski na moim ciele stają dęba. Bicie mojego serca zwalnia do rytmicznego tempa.
Coś znów ciągnie mnie do niego i potykam się do przodu, czując mrowienie narastające na ciele. To uczucie sprawia, że czuję się jak pijana.
„ Przeznaczony. ” Szept wymyka się z moich ust, zanim zdążyłam to nawet zarejestrować w umyśle.
A potem...
Słyszę w głowie inny kobiecy głos.
„ UCIEKAJ! ”
















