PUNKT WIDZENIA MIRACLE
– Matthew! – wołam za nim, idąc jego śladem przez gęsty las.
Jego złocistobrązowe włosy kołyszą się, gdy łagodny wiatr smaga jego ciało. Odwracając się, posyła mi ten sam promienny uśmiech, a ja wypuszczam cicho powietrze.
Widzieć go z tak bliska zawsze było dla mnie przyjemnością. Przynajmniej mogę go widywać w moich snach. To powinien być koszmar, ale nim nie jest, tylko
















