PUNKT WIDZENIA MIRACLE
„UCIEKAJ!” Znajomy kobiecy głos, który rozbrzmiewa w mojej głowie, wstrząsa mną do głębi.
G-Gia? Czy to Gia?
Cała moja uwaga odwraca się od mojego najbardziej wyczekiwanego Przeznaczonego i skupia na mojej rzekomo martwej wilczycy.
„Gia?” odzywam się w myślach, desperacko pragnąc ponownie usłyszeć jej głos.
A co, jeśli to tylko moja wyobraźnia i Gii tak naprawdę tu nie ma? Ta myśl napełnia mnie smutkiem, więc spoglądam z powrotem na mojego partnera.
Jego srebrzystoszare oczy wpatrują się we mnie intensywnie. Bije od niego aura potęgi.
Zupełnie nie rozumiem emocji czających się w jego spojrzeniu.
Dlaczego do mnie nie podchodzi?
Dlaczego nie wykonuje żadnego ruchu?
Potykam się, ruszając do przodu, gdy ogarnia mnie dezorientacja. On zaciska usta w wąską linię i zanim zdążę zrobić choćby krok bliżej niego, Gia ponownie krzyczy w mojej głowie.
„UCIEKAJ!” Tym razem intensywność jej krzyku sprawia, że robi mi się niedobrze.
Wszystkie moje zmysły wyostrzają się, gdy rozglądam się dookoła i uświadamiam sobie, że to naprawdę była Gia. Nagle czuję się kompletna, a nie tylko jak zwykły, uciążliwy wilkołak pozbawiony wilka.
„Gia? Czy to naprawdę ty?” Próbuję się z nią porozumieć, ale w odpowiedzi na moje pytanie czuję, jak moje oczy zaczynają piec.
Gia wypycha się na zewnątrz, by przejąć nade mną kontrolę. Dawno nie czułam tego uczucia. Całe moje ciało mrowi, a milczenie mojego Przeznaczonego wcale nie pomaga w mojej sytuacji.
Nie potrafiąc nad sobą zapanować, upadam na kolana, a moje ubranie zaczyna pękać, gdy Gia napiera na barierę, by przejąć władzę nad moim słabym ciałem.
Uczucie łamanych kości, które następnie formują się na nowo, by zmienić się w wilka, okazuje się dla mnie zbyt bolesne, ponieważ od dawna nie przechodziłam przemiany.
Podnosząc głowę, zaciskam zęby, widząc, że mój partner wciąż stoi w tym samym miejscu. Jego srebrzystoszare oczy są szkliste, gdy mierzy mnie wzrokiem, zagubiony we własnym świecie.
Wygląda na zszokowanego, wściekłego, znudzonego i nie wiem, dlaczego tak wygląda. Czy nie jest szczęśliwy? Czy naprawdę nie czuje tego, co ja czuję w tej chwili?
Moja głowa opada nisko, gdy wszystkie kości wskakują na swoje miejsce, a Gia całkowicie przejmuje nade mną kontrolę. Moja biała wilczyca zaczyna biec, gdy tylko kończę przemianę, a ja nie wiem, co się dzieje.
Nie jestem nawet pewna, czy to sen, czy jawa. Znalazłam mojego Przeznaczonego, moja rzekomo martwa wilczyca właśnie przejęła nade mną kontrolę, a teraz uciekam od mojego partnera.
„GIA! CO TY ROBISZ?” Łączę się myślowo z moją wilczycą, starając się ze wszystkich sił zatrzymać bieg, ale to ona ma teraz kontrolę.
Chcę się zatrzymać i wrócić do mojego Przeznaczonego. Wiem, że on wciąż tam jest. Czuję jego obecność.
Chcę do niego podejść.
Chcę go poznać.
Chcę zapytać go o znamię na mojej szyi.
Chcę go kochać i chcę, żeby on kochał mnie.
On jest jedyną osobą, która nigdy nie może mnie porzucić... Przeznaczeni nigdy nie mogą się nawzajem porzucić.
Chcę zrobić to wszystko, ale moja wilczyca – Gia – ma inny plan. Po prostu biegnie i biegnie, unosząc mnie z dala od mojego partnera.
Moja umysł zamiera w chwili, gdy wyczuwam mrożący krew w żyłach strach promieniujący od Gii.
Ona się boi. Nie. Nie po prostu boi... Ona odchodzi od zmysłów ze strachu.
Dlatego ucieka.
„Co się dzieje?” pytam Gię, która wciąż pędzi przez gęsty, ciemny las.
Brak odpowiedzi. Odmawia mi odpowiedzi. Dlaczego? Nie wiem, ale jestem pewna, że nie odpowiada mi celowo.
Zerwała ze mną więź myślową umyślnie? Dlaczego? Żaden wilk nigdy wcześniej nie zrobił tego swojemu człowiekowi.
Ale z drugiej strony... Nie jestem zwykłym wilkołakiem.
Jestem tą, która urodziła się naznaczona i która była przeklęta od urodzenia.
Pomijając wszystko inne, czego Gia się boi? Jej strach zaczyna udzielać się teraz także mi. Czuję, jak tracę wszelką kontrolę nad sobą.
Otrząsając się z myśli, skupiam się na lesie przed nami. Biegnąc dziko, Gia dotarła do krawędzi góry, pod którą znajduje się ogromne jezioro. Serce wali mi o żebra, gdy biegnie wzdłuż krawędzi, a jej łapy dzielą nas tylko o cale od utonięcia w głębokim jeziorze.
Nagle słyszę głośny warkot w lesie. Wszystkie dźwięki cichną, a po tym wszystko zastyga w bezruchu.
Głośny warkot wilka był tak potężny i upiorny, że włosy stają mi dęba. Wszystkie stworzenia zdają się uciekać w chwili, gdy ten wilk zawarczał.
Czy to mój Przeznaczony?
Zmuszam Gię, by się odwróciła i spojrzała, tylko po to, by napotkać bezkresny las i ciemność za nami.
Mój wymuszony ruch sprawia, że Gia potyka się o gałąź i odwraca głowę, podczas gdy jej prawa łapa ześlizguje się z krawędzi.
Skomląc, ledwo udaje jej się postawić łapę z powrotem na leśnym gruncie. Wzdycham z ulgą tylko po to, by Gia znów rzuciła się do biegu.
„STÓJ, GIA!” Walczę o kontrolę, a jej dzikie zachowanie zaczyna mnie śmiertelnie przerażać.
Czego ona się tak boi, że ryzykuje nasze życie, uciekając w ten sposób?
Nie słucha mnie i biegnie bez celu przez las, gdy nagle coś ogromnego przeskakuje nad nami i ląduje tuż przed nami.
Próbując wyhamować na czas i nie zderzyć się z wielkim czarnym wilkiem, który teraz stał przed nami, zwrócony do nas bokiem, Gia ponosi sromotną klęskę i kończy, wślizgując się prosto w jego ciało.
Nasz bok uderza w gigantyczną postać i słyszę głośny, przyprawiający o mdłości dźwięk pękających kości, który odbija się echem w cichym lesie.
Ból przeszywa moje ciało – palący, żywy ból, który sprawia, że zamykam oczy, by wyrwać się z tego bolesnego transu. Dech zapiera mi w piersiach, a kiedy próbuję zaczerpnąć powietrza, uświadamiam sobie, że złamałam żebra... Chyba dwa.
Nie czekając ani chwili, Gia odpycha nas od czarnego wilka, który odwraca łeb w naszą stronę.
Zauważam jego czerwone oczy dokładnie w momencie, gdy Gia znów próbuje uciekać.
Jego oczy – gorący, jarzący się czerwony kolor.
Zapominając o całym bólu, zatracam się w tych świecących czerwonych oczach, gdy dociera do mnie zrozumienie.
On jest...
On jest Królem Alfą – Cainem Reyesem.
Tylko on ma czarnego wilka i te czerwone, świecące oczy. Słyszałam, jak wszyscy rozmawiali o jego wilku w kawiarni.
Dreszcze grozy przebiegają mi po plecach. Teraz wszystko układa mi się w całość.
Król Alfa zamierza zabić swoją Przeznaczoną, a potem uczynić Olivię swoją partnerką.
Przeznaczoną...
Teraz zauważam też inne rzeczy. Aura Niebezpieczeństwa wraz z Mocą sączyła się z Caina Reyesa, ale w moim zamglonym umyśle nigdy tego nie zarejestrowałam.
Był niebezpieczny. On JEST niebezpieczny.
On zamierza mnie zabić. Gia zrozumiała to, zanim ja to pojęłam.
Wszelka nadzieja pryska, gdy próbuję poradzić sobie z szokiem, który uderzył w mój umysł z ogromną siłą.
Czekałam na niego. Kochałam go nawet wtedy, gdy wszyscy wierzyli, że jego znamię na mojej szyi jest klątwą. Nadal go pragnęłam, nadal pragnęłam tego znamienia, jeśli to ono łączyło mnie z moją drugą połówką, moją bratnią duszą, moim Przeznaczonym.
Myślałam, że przyjdzie i wszystko będzie dobrze, ale okazuje się, że przyniósł ze sobą śmierć i złamane serce.
Chcę pomyśleć o czymś zabawnym i poradzić sobie z tym bólem złamanego serca, który jest gorszy niż ból fizyczny, jaki mi właśnie zadał.
Myśląc o tym – jego wilk zablokował mi drogę w ten sposób, nawet wiedząc, że Gia nie będzie w stanie się zatrzymać.
Zrobił to celowo.
Nagle czuję, że ktoś próbuje połączyć się ze mną myślowo. Było to wymuszone i bolało, jakby ktoś przecinał mi mózg.
„Ulegnij!” Jego głos rozbrzmiewa w mojej głowie i uświadamiam sobie, że to on.
Ból w głowie powoduje głośne dzwonienie w uszach.
Wiem, że Gia wciąż chce uciekać, ale wie, że nie możemy. On jest Alfą – nie – on jest Królem Alfą.
Skomli cicho, a potem opuszcza łeb nisko, by okazać swoją uległość. To napełnia mnie poczuciem ranienia własnej godności.
Jego aura staje się po tym tylko bardziej dominująca, potężniejsza. Jest zabójcza.
Wspominałam o tym wcześniej, prawda?...
Król Alfa rani tylko wtedy, gdy chce zranić.
On chce mnie zranić. Jest tu, by mnie zabić. W chwili, gdy skończyłam osiemnaście lat, znalazłam tego, którego szukałam, ale on nie jest tym, czego szukałam.
„W końcu cię znalazłem, Przeznaczona.” Pełen nienawiści i głęboki głos Króla Alfy ponownie przenika mój umysł, a Gia pada na miękką, błotnistą ziemię.
Gia zaczyna zmieniać się z powrotem, gdy opór wobec duszącej aury Króla Alfy i jego żądania uległości staje się dla nas obu nie do zniesienia.
Teraz leżę przed nim naga, bezbronna i brudna. Nie jestem w stanie się obronić. Nienawidzę tego.
Moje załzawione oczy przenoszą się na jego czerwone, świecące ślepia, a moje serce pragnie zobaczyć jego srebrzystoszare tęczówki, zanim zdecyduje się zakończyć moje życie.
Zwalmy to wszystko na głupią więź przeznaczenia.
Zbliża się do mnie, a ja zwijam się w sobie, zamykając oczy.
Wszystko boli...
Boli tak bardzo, ale ból w moim sercu jest tysiąc razy gorszy niż ból, którego doświadcza moje ciało.
Co mi jeszcze pozostało?
Żyłam dla niego do tej pory. To nadzieja na spotkanie z nim trzymała mnie przy życiu i popychała do walki o przetrwanie, ale teraz...
To wszystko przepadło.
On też mnie nie chce. Jestem naprawdę przeklęta.
Żadne dobre uczucie nie jest dla mnie.
Żadnego szczęścia. Żadnego spokoju. Żadnej harmonii...
Żadnej miłości.
Zanim tracę panowanie nad umysłem, czuję, jak znamię na mojej szyi piecze wściekle i po raz ostatni słyszę jego głęboki głos w mojej głowie.
„Klątwa musi się teraz skończyć, Towarzyszko.”
















