Isabella
Wychodzę z lotniska, czując, jak moje serce dudni z podekscytowania. "Dom," szepczę z zadowolonym westchnieniem.
Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz wróciłam do Las Luna Vista. Miasto było dokładnie takie, jak je zapamiętałam, chociaż wiele się zmieniło – ulice, znajome zapachy, ale uczucie bycia z innymi zmiennokształtnymi było jeszcze lepsze. Westchnęłam z satysfakcją.
Głównym powodem mojego dzisiejszego powrotu był udział w ceremonii zaręczyn mojej starszej siostry. Moje pojawienie się miało być niespodzianką dla rodziny. Nie powinnam była teraz wracać do domu. Las Luna, nasz kraj, składał się z kilku watah żyjących w zdecentralizowanym układzie. Różne watahy żyły w mieście, każda z własnym Alfą rządzącym swoim terytorium, ale całym krajem rządził jeden generalny król – system, który działał całkiem dobrze, nowoczesne wilkołacze społeczeństwo.
Nie widziałam mojej rodziny od ponad dwóch lat. Nie mogłam się doczekać ponownego spotkania z nimi, z nimi i z Erinem.
Innym powodem, dla którego cieszyłam się z powrotu, był Erin, mój partner. Erin był ode mnie trzy lata starszy. Przyjaźniliśmy się jeszcze zanim odkryłam, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Mój staż w ludzkim świecie miał się skończyć za sześć miesięcy, a potem mogłabym w końcu wrócić do domu i ponownie spotkać się z Erinem. Ale oto jestem, składam niespodziewaną wizytę.
Chociaż Erin i ja byliśmy w związku na odległość, często się komunikowaliśmy. Tak bardzo za nim tęskniłam. On mnie dopełnia. Mój wilk mruczy i wierci się we mnie w oczekiwaniu na ponowne spotkanie z Erinem i moją rodziną. Dwa lata temu Ojciec, Alfa naszej watahy, wysłał mnie, żebym zamieszkała w ludzkim świecie. Ludzki świat był właściwie bardzo podobny do naszego, ale ludzie byli, no cóż, normalni. Podczas gdy my mamy Lykanów, wilkołaków i wszelkiego rodzaju inne nadprzyrodzone stworzenia. Nie mogłam wymyślić żadnych powodów, dla których zostałam odesłana, ale potem wyjaśnił, że rodzinny biznes wkrótce się rozwinie i chciał, żebym się o tym wszystkim nauczyła, więc pojechałam. Usłyszałam, że moja siostra się zaręcza, więc postanowiłam wpaść. Nie miałam na to zgody Ojca, ale dajcie spokój, czy naprawdę jej potrzebowałam, żeby wziąć udział w zaręczynach własnej siostry?
"Hotel Moonfield, proszę," mówię taksówkarzowi, gdy się rozsiadam.
"Oooo, ceremonia zaręczyn córki Alfy Jareda, to tam pewnie pani jedzie, prawda?" zgadł z uśmiechem.
"Tak," potwierdziłam.
"Mnóstwo ludzi zostało tam dzisiaj odwiezionych. To coś, co warto świętować – jedynaczka Alfy i wychodzi za mąż za innego bardzo wpływowego mężczyznę, są idealnie dobrani." Taksówkarz był przyjazny i gadatliwy.
"Och, właściwie, Celine nie jest jedynaczką," poprawiłam nieuważnie, patrząc na mijane ulice miasta.
"Och, nie jest? Wszyscy tak mówili," zaśmiał się lekko mężczyzna.
Zacisnęłam lekko usta na jego słowa, znajome uczucie zapadania się rozprzestrzeniło się w moim żołądku. Zawsze tak było, większość ludzi nie wiedziała, że Alfa Jared, mój ojciec, miał dwoje dzieci, dwie córki, mnie i moją siostrę. Ale ja byłam praktycznie nieznana.
W każdym razie byłam młodsza. Poza tym Celine zawsze była popularna, odziedziczyła wszystkie dobre geny z rodziny. Przemieniła się, gdy miała szesnaście lat, podczas gdy ja byłam najmniejsza w wataże, czarną owcą, więc nikt o mnie nie mówił. Poza tym nie było mnie tu od ponad dwóch lat.
Samochód w końcu zatrzymał się przed hotelem.
"Dziękuję!" wykrzyknęłam, zapłaciłam za przejazd, a potem weszłam do środka. Zarezerwowałam już tam pokój. Nie chciałam od razu wracać do domu; planowałam zaskoczyć moją rodzinę na ceremonii, a potem spotkać się tam z Erinem.
Podchodząc pewnie do recepcji, uprzejmie pozdrowiłam recepcjonistkę.
"Dzień dobry," powiedziałam.
"Mam rezerwację, Isabella Rashford."
Wypełniłam moje dane, żeby mogła znaleźć moją rezerwację. Jej twarz jednak wyrażała reakcję, której nie mogłam zrozumieć. Jej oczy zwęziły się i zmierzyła mnie wzrokiem w ciekawy sposób.
"Rashford?" upewniła się, zaciskając lekko usta. "Tak," odpowiedziałam. "Czy jest jakiś problem?" zapytałam.
"Nie," wymamrotała lekko, wymuszając uśmiech.
"Zarezerwowała pani tylko na jedną noc. Czy chciałaby pani przedłużyć pobyt?" zapytała.
"Och, nie, nawet nie spędzę tu nocy. Jadę do mojej rodziny." Zarezerwowałam to miejsce tylko po to, żeby wziąć kąpiel i wziąć udział w zaręczynach.
Spędzę całą noc świętując z moją rodziną z powrotem w naszej willi w wataże.
"Przepraszam," zawołała.
"To nazwisko Rashford, jak Alfa Jared Rashford?" zapytała, a w jej tonie słychać było ciekawość.
"Tak," zaśmiałam się lekko. Ojciec był właściwie bardzo popularny w kraju; wydawało się, że wszyscy znają jego imię.
Skinęła powoli głową.
"Proszę," wymamrotała, podając mi kartę-klucz. "Dziękuję." Z tym odwróciłam się, żeby iść do mojego pokoju.
"Dlaczego pół-wilkołak ma nami rządzić?" Usłyszałam, jak ktoś warczy, gdy przechodzili obok mnie w kierunku windy, prowadząc gorącą dyskusję.
"Jego przyrodni brat, czystej krwi wilk, byłby lepszy," syknął ktoś.
Nie śledziłam informacji od dłuższego czasu, odkąd wyjechałam, ale wyglądało na to, że Lykan ma zostać królem, albo prawdopodobnie już był królem. Erin wspomniał mi o tym raz i wydawał się tym naprawdę urażony. Czy to, kto nami rządzi, naprawdę ma znaczenie? Lykany i wilkołaki były bardzo podobne.
W końcu znalazłam mój pokój, weszłam do środka, od razu zdejmując buty. Ceremonia miała się rozpocząć za niecałą godzinę. Szybko wzięłam kąpiel, rozpakowałam, a potem spakowałam z powrotem moje nieliczne rzeczy, a następnie się ubrałam.
W końcu gotowa, weszłam do windy, kierując się na dół do sali, którą znalazłam dość łatwo.
Ceremonia odbywała się tam, w hotelu Moon Field. Wchodząc do dużej, udekorowanej sali, mogłam stwierdzić, że było tam wielu Alf i wilków czystej krwi, emanowali silną aurą. Powietrze wydawało się gęste, otoczone przez tych wszystkich potężnych ludzi. Rozejrzałam się i podziwiałam salę, stylowo udekorowaną, tak jak się spodziewałam po Celine. Zawsze była tą wspaniałą i elegancką, więc to do niej pasowało.
Przeskanowałam wzrokiem salę w poszukiwaniu mojej rodziny. Mocno trzymałam prezent zaręczynowy i w końcu znalazłam Matkę, zajętą jak zwykle, rozmawiającą i uśmiechającą się do gości. Nasze oczy się spotkały i musiała poczuć, że się w nią wpatruję, bo podniosła wzrok, nasze oczy spotkały się na chwilę i uśmiechnęłam się do niej. Jej charakterystyczny uśmiech natychmiast zniknął, gdy mnie rozpoznała, jej wyraz twarzy zmienił się na niedowierzanie i szok.
W mgnieniu oka stała tuż przede mną, jej twarz wykrzywiona gniewem.
"Co ty tu robisz?!" Jej głos przeszył powietrze.
"Mamo?" Zdołałam tylko wymamrotać, zaskoczona nagłą wrogością.
Dlaczego była tak zdenerwowana? Nie było mnie tu od prawie trzech lat i to nie było powitanie, którego się spodziewałam. Byłam zdezorientowana.
"Nie powinnaś tu przychodzić! Wyjdź stąd," powiedziała stanowczo, mocno chwytając moją rękę i próbując mnie wyprowadzić.
"Mamo?" zapytałam słabo.
"Co ty tu robisz?" warknęła.
"Mamo, ja..." zająknęłam się.
"Dlaczego? Nigdy nie powinnaś tu wracać!" krzyknęła, a jej palce boleśnie wbijały się w moje ramię.
Właśnie wtedy w sali rozległy się oklaski, gdy weszła przyszła para narzeczonych. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam moją siostrę prowadzącą.
"Wyjdź stąd!" Mama warknęła, a jej pośpiech się nasilił, gdy próbowała mnie wyciągnąć.
"Mamo, czekaj," zawołałam, walcząc z jej uściskiem, gdy mnie wyprowadzała. Ale nie mogłam się powstrzymać i spojrzałam raz jeszcze, gdy poczułam znajomy zapach. Czy to był Erin? Był tutaj.
"Erin?" wyszeptałam, zatrzymując się całkowicie, żeby go poszukać. Moje oczy go znalazły, ale nie mogłam zrozumieć, stał obok mojej siostry, tam gdzie powinien być jej narzeczony.
"Erin?" zastanawiałam się na głos, zastanawiając się, co się dzieje. Wyglądali czule, stojąc tam jak para. Zamroziło mnie. Mama nadal próbowała mnie wyciągnąć, ale tym razem nie chciałam ustąpić.
"Mamo!" wykrzyknęłam, zatrzymując ją.
"To jest mój partner, co Celine robi z moim partnerem?!" zawołałam.
Puściła moją rękę, a jej wyraz twarzy stał się chłodny.
"Jak to, zaręcza się, oczywiście," odpowiedziała lodowato.
"Zaręcza się? Jak to w ogóle możliwe? Erin jest moim partnerem! Moim!" krzyknęłam, odwracając się, żeby ruszyć w ich kierunku. Silny uścisk na moim nadgarstku powstrzymał mnie przed pójściem dalej.
"Ojcze," wyszeptałam z ulgą. On przemówi im do rozsądku, albo przynajmniej stanie w mojej obronie. Mama zawsze była zdystansowana, ale nie Ojciec, przynajmniej.
"Ojcze, co się dzieje? Dlaczego Siostra zaręcza się z moim partnerem?" Zapytałam go, a mój głos drżał z pomieszania i udręki. Jego zachowanie było chłodne i zdystansowane.
"Co się dzieje?" wyszeptała Nova we mnie.
Zachowanie moich rodziców było co najmniej niepokojące. Wymienili cichą rozmowę, a ich wyrazy twarzy były nieczytelne.
"Nie powinnaś tu przychodzić. Wyjdź stąd," rozkazał Ojciec, a jego autorytet Alfy rozbrzmiewał niezaprzeczalną siłą.
Przytłoczona jego dominacją, zgodziłam się, a moje ciało ugięło się pod jego rozkazem, gdy wyprowadził mnie z sali. Gdy dotarliśmy do wyjścia, puścił mój uścisk, a Mama szła tuż za nim.
"Wracaj natychmiast!" W jego głosie słychać było pośpiech. "Wyjedź z tego kraju jeszcze dzisiaj!"
"Nie rozumiem, Ojcze," błagałam, a moje serce było ciężkie od smutku i zamieszania. Mój wzrok przeskakiwał między nimi, szukając odpowiedzi, ale oni milczeli, a ich oczy zdradzały poczucie winy i unikania.
Nagle, jakby piorun uderzył we mnie, dotarła do mnie prawda.
"O to chodzi? Dlatego nie pozwoliłeś mi przyjeżdżać przez cały ten czas?" wyszeptałam, a ciężar zdrady spoczął na moich barkach.
"Odrzuciłeś mnie, wysyłając mnie do zupełnie innego świata, żeby moja siostra mogła ukraść mojego partnera?!"
Nie zaprzeczyli temu. To musiała być prawda
Łzy napłynęły mi do oczu, a mój głos drżał, próbowałam coś powiedzieć.
"Dlaczego?! Czy ja też się dla ciebie nie liczę? Co jest takiego wyjątkowego w Celine? Dlaczego ona zawsze musi zabierać wszystko, co jest moje? Jest złodziejką!" zawołałam, a moje słowa odbijały się surowymi emocjami.
W tej chwili ręka Matki zetknęła się z moim policzkiem, a palące uczucie przeszyło moją skórę. Zszokowana i oszołomiona, cofnęłam się, a mój umysł z trudem przetwarzał to, co się właśnie stało.
"Mamo, uderzyłaś mnie," wyszeptałam z niedowierzaniem, trzymając się za policzek. Zdrętwiał i czułam, jak niemal natychmiast puchnie.
"Nie jestem twoją matką," wypluła, a jej słowa były jak jad, po czym odwróciła się i wycofała z powrotem do sali.