Kathleen odwróciła się z bladym uśmiechem.
– Nie zamierzam pani w to mieszać, pani Williams.
Po tych słowach skierowała się do wyjścia.
Łzy zaczęły spływać po twarzy Quinn.
Matka Kathleen była jej mentorką, a jednak nie mogła zrobić nic, by pomóc jej córce.
Nie wiedziała, jak spojrzy w oczy swojej dawnej mistrzyni.
Kiedy Kathleen wyszła z oddziału położniczo-ginekologicznego, pokazała Tysonowi raport, który trzymała w dłoniach.
– Przyjrzyj się dobrze. Nie jestem w ciąży, więc możesz już iść.
To, co powiedziała, sprawiło, że Tyson poczuł się nieswojo.
– Dokąd się pani wybiera, pani Macari? Odwiozę panią. – Tutaj przerwał i dodał cichszym głosem: – Pan Macari kazał mi to zrobić.
– Nie lubię być śledzona. Powiedz Samuelowi, że odwiedzę babcię, ale teraz mam coś innego do załatwienia – oświadczyła Kathleen.
– Zrozumiałem. – Tyson skinął głową.
Kathleen odwróciła się i odeszła.
Po zrobieniu dwóch kroków zdała sobie sprawę, że zapomniała wziąć telefon, więc wróciła po niego.
Kiedy wyszła ponownie, ktoś zatrzymał ją, wołając po imieniu.
– Kathleen. – Głos Nicolette dotarł do jej uszu.
Kathleen zamarła. Jak to się stało, że na nią wpadłam?
Odwróciła się cicho i spojrzała na Nicolette, która była ubrana w szpitalną koszulę i wyglądała nieco blado.
Mimo to wciąż była piękna.
Pomimo fizycznego podobieństwa między nimi, ich temperamenty były zupełnie inne.
Kathleen była pociągająca, ale miała w sobie coś niewinnego.
Nicolette natomiast była czystą arogancją.
Te dwie dzieliła przepaść.
Kathleen zmarszczyła brwi i zapytała:
– Co ty tu robisz?
Nicolette wpatrywała się w nią lodowato. Błysk zazdrości przemknął w jej spojrzeniu.
– Zostałam przyjęta do szpitala z powodu białaczki.
– Białaczki?
– To Samuel załatwił mi przyjęcie tutaj. – Nicolette uśmiechnęła się z wyższością. – O, właśnie, słyszałam, że leczenie białaczki w tym szpitalu zostało udoskonalone przez twoich rodziców.
Jej słowa zniesmaczyły Kathleen. Nie podobał jej się pomysł, że Nicolette otrzyma leczenie, nad którym pracowali jej rodzice.
– Powodzenia w leczeniu – powiedziała Kathleen bez emocji.
Chciała odejść, ale Nicolette znów ją zatrzymała.
– Oddaj mi Samuela, Kathleen.
Kathleen przystanęła.
– Gdyby nie to, że go ukradłaś, to ja wyszłabym za Samuela trzy lata temu. Przez ciebie byliśmy rozdzieleni przez tyle lat, a teraz moje ciało jest w takim stanie. Czy nadal zamierzasz mieć go tylko dla siebie? On cię nawet nie kocha! – ciągnęła Nicolette.
Kathleen pozostała niewzruszona.
– Co za żart. Jeśli on chce rozwodu, to on powinien o tym ze mną rozmawiać. Dlaczego to ty o tym mówisz? Czy on jest aż takim tchórzem?
Prawda była taka, że wiedziała, iż Nicolette powiedziała to celowo, by ją sprowokować i pokazać, jak bardzo Samuelowi na niej zależy.
Nawet jeśli Kathleen była tego świadoma, nie zmieniało to faktu, że to bolało.
W końcu kochała go od tylu lat.
– Samuel po prostu ma wyrzuty sumienia – mruknęła Nicolette przez zaciśnięte zęby. – Myślisz, że to naturalne, że jesteś z Samuelem, bo straciłaś rodziców, a starsza pani Macari cię lubi. Ale zdaje się, że zapomniałaś, że on cię nie kocha. Nawet odrobinę!
– Jak możesz być tego taka pewna? – rzuciła wyzwanie Kathleen.
Nicolette była oszołomiona, słysząc te słowa.
– Dlaczego by mnie dotykał, gdyby mnie nie kochał? – drwiła dalej Kathleen.
Nicolette zadrżała lekko. Wtedy spojrzała za plecy Kathleen.
– Samuel?
Kathleen zamarła na sekundę i uśmiechnęła się spokojnie. Chyba w końcu dałam się nabrać.
Odwróciła się i powitał ją widok zimnego, przystojnego mężczyzny.
– Przyszłam tu na badania. Już sobie idę – powiedziała Kathleen.
– I jakie są wyniki? – zapytał Samuel lodowatym głosem.
Kathleen wyciągnęła raport laboratoryjny i wcisnęła go do kieszeni jego garnituru. Z szerokim uśmiechem na twarzy odpowiedziała:
– Nie martw się. Nie jestem w ciąży.
Samuel wziął raport z lekkim ukłuciem w sercu.
Prawdę mówiąc, miał nadzieję.
Jednak to uczucie szybko się ulotniło.
– Cóż, skoro nie jesteś w ciąży, porozmawiajmy o przyszłości – zaproponował obojętnie.
– Jesteś pewien, że chcesz o tym rozmawiać tutaj? – Kathleen wyglądała na pokrzywdzoną. – Jeszcze nic nie jadłam, tylko po to, żeby zrobić badania.
– Idź zjeść w takim razie – odpowiedział beznamiętnie Samuel.
– Zabierz mnie tam. – Kathleen uśmiechnęła się. – Możemy porozmawiać przy jedzeniu.
Samuel wpatrywał się w nią bez cienia ciepła w oczach.
– Nie próbuj żadnych sztuczek.
Kathleen zachichotała, co brzmiało jak muzyka dla uszu.
– Gdybym to robiła, klęczałbyś teraz przed babcią. Proszę tylko, żebyś zjadł ze mną posiłek.
Samuel zmarszczył brwi.
– Możesz z nią iść, Samuelu. Poczekam na ciebie w szpitalu – wtrąciła się Nicolette, udając wyrozumiałość.
Kathleen rozpromieniła się i chwyciła Samuela za ramię.
– Skoro tak mówisz, panno Yoeger. Chodźmy zatem. W pobliżu jest miejsce, które od dawna chciałam wypróbować.
Nicolette patrzyła jadowitym wzrokiem, jak splatają ramiona.
Samuel zerknął na nią i powiedział:
– Wróć na oddział i odpocznij. Niedługo wrócę.
– Dobrze. – Nicolette przygryzła wargę. – Wracaj szybko. Zjedzmy razem lunch.
– Jasne. – Samuel skinął głową.
Kathleen wyciągnęła go na zewnątrz i poszli do pobliskiej restauracji, o której wspomniała.
Wzięła jedno menu, wyglądając na zrelaksowaną.
– Co zamawiasz, Sam?
– Nie jem.
– Próbujesz zachować miejsce w żołądku, żeby zjeść później lunch z Nicolette, prawda? Rozumiem. – Kathleen dała znak kelnerowi. – Poproszę sałatkę z komosą ryżową. I jeszcze talerz pałek z kurczaka. Dzięki.
– Oczywiście. – Kelner skinął głową i odszedł.
Samuel ściągnął brwi.
– Dlaczego jesz tak dużo?
Wiedział, że Kathleen zazwyczaj miała mały apetyt. Była najedzona po zaledwie kilku kęsach.
– Naprawdę, Sam? Zamówiłam tylko miskę sałatki i trochę kurczaka, a ty myślisz, że jem za dużo? Twoja firma zbankrutowała czy coś? Jesteś teraz biedny?
– Po prostu jedz.
Czasami jej zuchwałość była urocza. Innym razem jednak była po prostu irytująca.
Mimo to Samuel musiał przyznać, że czekanie przez ostatnie trzy lata na powrót Nicolette u boku Kathleen nie było wcale takie złe.
Kiedy podano jedzenie, Kathleen zaczęła pałaszować.
Była w tym momencie praktycznie wygłodniała, tak samo jak dziecko, które nosiła.
Gdy przeżuwała sałatkę, jej policzki wydęły się. Ten gest był niesamowicie uroczy, wyglądała zupełnie jak wiewiórka.
– Co chciałeś mi powiedzieć? – zapytała cicho Kathleen.
– Co powiedziała ci przed chwilą Nicolette?
Kathleen zmarszczyła brwi. Czy on próbuje wyrównać rachunki?
– Powiedziała mi, że ma białaczkę.
– To prawda. Sprawdziłem zgodność szpiku kostnego dla niej. O dziwo, w tym szpitalu jest dawca, którego grupa krwi idealnie do niej pasuje. Zgadniesz, kto to jest?
Powieka Kathleen drgnęła.
– Masz na myśli... mnie?
















