Samuel nie zaprzeczył.
Kathleen była jednocześnie wściekła i sfrustrowana.
Jednak ze względu na swoją aparycję, mimo gniewu, wcale nie wyglądała groźnie.
– Samuelu, lepiej posłuchaj – powiedziała, patrząc na niego poważnie. Na jej jasnej skórze wyraźnie odcinały się rumieńce, ramiączka koszulki opadły luźno, odsłaniając smukłe ramiona. Był to piękny widok.
Samuel zmrużył oczy, a jego spojrzenie pociemniało. – Jak mnie właśnie nazwałaś?
– Samuel. – Kathleen była zła i wydawało jej się, że brzmi wystarczająco onieśmielająco.
Niemniej jednak w oczach Samuela wyglądało to inaczej. Dla niego przypominała wściekłe, białe kociątko z nastroszonym futerkiem.
– Nie jestem osobą, która cofa daną obietnicę! Nie mam problemu z tym, że chcesz rozwodu. Po prostu nie chciałam denerwować Babci, skoro źle się czuje. Więc oczywiście, że nie doniosłabym na nią z tego powodu! – powiedziała Kathleen gniewnie, a jej oczy zaczerwieniły się.
Jak on mógł we mnie tak wątpić?
Widząc, że jest naprawdę wściekła, Samuel powiedział łagodniejszym tonem:
– Źle cię oceniłem.
Kathleen prychnęła.
Samuel uszczypnął ją w policzek. – Później obiorę ci kraby.
Na sam dźwięk słowa „kraby” Kathleen poczuła, że zbiera jej się na wymioty.
Mimo to musiała się powstrzymać, stojąc przed Samuelem.
– Byłam dziś w szpitalu na badaniach – powiedziała cichym głosem.
Samuel zapytał obojętnie:
– Czy nie mówiłaś, że nie jesteś w ciąży?
– Tak, nie jestem. Ale lekarz stwierdził, że mam słaby żołądek i kazał mi nie jeść nic zimnego.
A więc to jest powód.
Samuel wpatrywał się w nią. – Jesteś naprawdę krucha.
Kathleen przygryzła wargę. – To ty mnie tak rozpieściłeś, że teraz jestem do tego przyzwyczajona. Jeśli będziesz dalej ze mnie kpił, nie dam ci rozwodu, bo trudno znaleźć kogoś, kto będzie mnie traktował tak jak ty.
Pożałowała tych słów w momencie, gdy je wypowiedziała, wiedząc, że Samuel na pewno się wścieknie.
Ale ku jej zaskoczeniu, tak się nie stało. Powiedział jedynie:
– Nawet jeśli nie będziemy już razem, mówiłem ci, że dostaniesz wszystko, na co zasługujesz. Po rozwodzie możesz prowadzić życie jak dotychczas i zachowywać się tak jak dawniej. Nikt nie będzie cię dręczył.
Kathleen utkwiła w nim wzrok.
Halo, panie łgarzu? Właśnie w tej chwili mnie dręczysz!
– Samuelu, czy Kate już wstała? Kolacja gotowa. – Głos Wynnie dobiegł zza drzwi.
– Tak! Już idziemy! – odpowiedział Samuel.
– Pospieszcie się. Christopher też tu jest – ponagliła Wynnie.
– Zrozumiałem!
Dopiero wtedy Wynnie odwróciła się i zeszła na dół.
– Wstawaj. – Samuel spojrzał na Kathleen chłodno.
Kathleen zapytała ze zdziwieniem:
– Dlaczego Christopher tu jest?
Christopher Morris był starszym kuzynem Samuela.
His matka była starszą siostrą Wynnie, Emily Staines.
Chociaż były siostrami, ich charaktery stanowiły swoje całkowite przeciwieństwo.
Emily była łagodniejsza.
– Dlaczego zadajesz mi tyle pytań? – zapytał zimno Samuel.
Kathleen była sfrustrowana.
Charakter Samuela był naprawdę czymś niezwykłym.
W jednej chwili czuła się przy nim jak w niebie, a w następnej jak w piekle.
– Załóż coś mniej wyzywającego. Mamy dziś wieczorem gościa z zewnątrz – przypomniał Samuel.
– Gościa z zewnątrz? – Kathleen była zdezorientowana.
Samuel zmrużył oczy. – Christophera.
Najbardziej nienawidził sposobu, w jaki Christopher patrzył na Kathleen.
Spojrzenie Christophera nie było wzrokiem zboczeńca, lecz wyrazem tęsknoty za czymś, czego nie można mieć.
Mimo to Christopher był starszym kuzynem Samuela, a obaj byli ze sobą tak blisko, że od dziecka byli nierozłączni, więc Samuel nie mógł nic powiedzieć Christopherowi.
Kathleen pomyślała jedynie, że Samuel jest w złym nastroju z powodu choroby Nicolette. Wcale nie chciała się z nim kłócić.
Po wstaniu z łóżka wyjęła z szafy różowy sweter z dekoltem w serek i parę białych spodni z szerokimi nogawkami, po czym je założyła.
Jej obojczyki były wyraziste, a skóra piękna i jasna. Z każdej strony wyglądała jak czarująca i zniewalająca kokietka.
Związała włosy w kucyk, odsłaniając smukłą, jasną szyję.
Gdy jej szyja i piękne obojczyki zostały odsłonięte jednocześnie, wyglądała nieopisanie uroczo.
Samuelowi się to nie spodobało.
Podszedł do niej i rozwiązał jej kucyk.
– Co robisz? – głos Kathleen był cichy.
– Nie pasuje ci to.
– I co z tego? Włosy będą mi przeszkadzać przy jedzeniu, jeśli ich nie zwiążę. – Kathleen wyciągnęła rękę. – Oddaj.
– Nie. – Samuel uniósł rękę.
Kathleen stanęła na palcach, próbując ją odzyskać.
Miała sto sześćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, ale przy Samuelu, który mierzył sto dziewięćdziesiąt, wciąż była malutka.
Stawanie na palcach niewiele pomogło.
Całym ciałem przywarła do ciepłego ciała Samuela, a jej słaba dłoń naciskała na jego klatkę piersiową, gdy wkładała całą siłę w odzyskanie gumki do włosów.
Nawet wtedy niczego nie zauważyła.
Odkąd się pobrali, Samuel nigdy jej nie odtrącił.
Byli małżeństwem, więc robili to, co robią małżeństwa.
Dlatego była przyzwyczajona do bliskości z nim.
Nagle objął ją w talii i pochylił się, by szepnąć jej do ucha:
– Jesteś naprawdę uparta. Dlaczego wciąż próbujesz to zdobyć, skoro to oczywiste, że nie dosięgniesz? Dlaczego nie poprosisz mnie tak, jak kiedyś?
Wtedy Kathleen błagałaby go swoim łagodnym głosem:
– Sam... Oddaj mi gumkę. Będę grzeczna.
Ale teraz nie chciała tego powiedzieć, a jemu nie podobało się to, jak się opierała.
Kathleen odepchnęła go i spojrzała na niego z gniewem. – To dlatego, że nie możemy wrócić do tego, co było.
Samuel zamarł.
Kathleen wyciągnęła rękę. – Oddaj mi gumkę.
Tego właśnie chciał, by to powiedziała, ale wyraz jej oczu i ton głosu nie były już takie same jak wcześniej.
– Nie! – Przystojna twarz Samuela pociemniała, gdy podszedł do okna i wyrzucił gumkę na zewnątrz.
– Ty! – Kathleen zacisnęła zęby.
Samuel wyszedł z pokoju wściekły, pozostawiając ją bez słowa.
Ponieważ Kathleen i Samuel rzadko tu nocowali, nie miała ze sobą wielu rzeczy osobistych. Większość jej rzeczy znajdowała się w ich apartamencie.
Gumka do włosów, którą Samuel właśnie wyrzucił przez okno, była jedyną, jaką miała.
Zdecydowanie coś jest z nim nie tak!
Nie mając innego wyboru, Kathleen mogła jedynie zejść na dół w rozpuszczonych włosach.
Wynnie pomachała do niej. – Chodź tutaj, Kate.
Kathleen podeszła.
Christopher spojrzał na nią łagodnym wzrokiem. – Kathleen.
Kathleen uśmiechnęła się do niego słodko. – Christopher.
Samuel miał ponury wyraz twarzy.
Usta Christophera wygięły się w uśmiechu, ale wyglądał na nieco przygnębionego.
Kathleen zajęła miejsce między Samuelem a Wynnie.
Wynnie natychmiast wybrała dla niej dużego kraba. – Masz problemy z żołądkiem, więc możesz zjeść tylko jednego.
– Dzięki, mamo.
Uff. Na szczęście muszę zjeść tylko jednego. Ale dlaczego czuję, jakby zbierało mi się na wymioty?
Mimo to powstrzymała się, bo nie chciała, żeby ktokolwiek coś zauważył.
Właśnie gdy miała zabrać się za obieranie kraba, Samuel jej go zabrał.
Kathleen przełknęła ślinę, wpatrując się w skorupiaka.
Chociaż nie znosiła zapachu, nie oznaczało to, że nie mogła go zjeść.
Wciąż mogę zjeść jednego.
– Jedz warzywa. Nie zapomnij, co powiedział lekarz – rzekł Samuel tonem surowego ojca.
Kathleen nadęła policzki, sięgając po widelec.
Christopher patrzył na nią i nie sposób było odgadnąć, o czym myślał.
Po kolacji Samuel i Christopher poszli do gabinetu na górze, by omówić pewne sprawy.
Kathleen natomiast wyszła na dziedziniec.
Rodzina Macarich miała dużego samojeda o imieniu Snowy.
Kathleen i Snowy byli ze sobą bardzo zżyci.
Zawsze, gdy przyjeżdżała do rezydencji Macarich, bawiła się i rozmawiała ze Snowym.
– Snowy, chyba nie będę mogła cię już tak często odwiedzać. Będziesz za mną tęsknić? – zapytała Kathleen, przytulając psa.
– Dlaczego nie możesz go już tak często odwiedzać? Co zaszło między tobą a Samuelem? – rozległ się niski głos Christophera.
















