– To była moja wina, proszę pana. Proszę go nie winić – wtrąciła upokorzona.
– Cóż, skoro wszystko w porządku, to już pójdziemy. – W każdym razie policjanci wiedzieli, że nie ich rolą jest wtykanie nosa w osobiste sprawy pary.
– Do widzenia, panie władzo. – Kathleen pożegnała ich uprzejmie.
Wróciła dopiero, gdy weszli do windy, i spojrzała na Samuela z zażenowaniem.
Na jego twarzy widniał wymuszon
















