– To nie będzie konieczne. Starsza pani Macari jest słabego zdrowia, więc lepiej jej nie mówić, żeby się o mnie nie martwiła – powiedziała Kathleen.
– Czy przez te wszystkie lata byłaś sama? – Gemma spuściła głowę, siadając obok Kathleen.
– Chyba tak – odparła Kathleen.
– Chyba? Co to znaczy? – Gemma była zdezorientowana.
Kathleen uśmiechnęła się smutno.
Odkąd wyszła za Samuela, w większości była sama, mimo że z pozoru mieszkali razem.
– Kathleen, masz sporo szczęścia. Masz przynajmniej starszą panią Macari. – Gemma brzmiała na przygnębioną. – Mój brat i ja to co innego. Żadne z nas nie było pełnoletnie. Nikt nie chciał adoptować nas obojga, więc zostaliśmy siłą rozdzieleni i trafiliśmy do różnych rodzin.
– Więc tak to się potoczyło. – Kathleen zacisnęła usta w wąską linię.
– Rany, dlaczego w ogóle ci o tym mówię? – Wyraz twarzy Gemmy wrócił do normy. – Muszę później iść na nocną zmianę do szpitala. Trzymaj się.
– W porządku. Wyjdę, jak tylko trochę odpocznę. – Kathleen wiedziała, że nie powinna była spotykać się z Gemmą, gdyż obie w różnym stopniu cierpiały na zespół stresu pourazowego.
Śmierć rodziców wyrządziła wielką krzywdę ich młodym i kruchym sercom.
Ponieważ istniały rany, które nigdy się nie zagoją, tacy ludzie dochodzili do milczącego porozumienia, by się ze sobą nie spotykać.
Unikając spotkań, nie byli zmuszeni do przywoływania bolesnych wspomnień.
– Kathleen! – W głosie Gemmy brzmiała lekka irytacja, co sprawiło, że Kathleen na chwilę zamilkła.
Zdając sobie sprawę, że mogła powiedzieć to nieco za głośno, Gemma złagodziła ton. – W porządku. To miejsce to także twój dom. Mam czyste ubrania w swoim pokoju, więc możesz je założyć po prysznicu. W kuchni jest jeszcze trochę owsianki, którą zrobiłam wczoraj wieczorem. Zjedz trochę po podgrzaniu.
Mówiąc to, Gemma poszła się przebrać i po założeniu płaszcza była gotowa do wyjścia.
– Gemmo, pracujesz teraz w szpitalu? – zapytała Kathleen.
– Jestem teraz pielęgniarką. – Gemma nie obejrzała się za siebie. – Kathleen, ja już poszłam naprzód, więc jest w porządku. To nic, nawet jeśli masz kłopoty, o których nie możesz mi powiedzieć. Po prostu zostań i o nic się nie martw.
Po tych słowach wyszła.
Kathleen westchnęła głęboko.
Wiedziała, że zarówno Gemma, jak i ona otrzymały najcięższe ciosy podczas tamtego zdarzenia, ponieważ obie na własne oczy widziały straszną śmierć swoich rodziców.
Oczy Kathleen zaczerwieniły się i była bliska płaczu, ale zdołała powstrzymać łzy, spuszczając głowę, by sprawdzić krew na swoim ubraniu.
Weszła do pokoju Gemmy, wzięła ubranie na zmianę i poszła pod prysznic.
Po kąpieli sprawdziła swój brzuch w lustrze, po czym wyciągnęła jasną dłoń, by delikatnie go pogłaskać. – Nie bój się, moje maleństwo. Ochronię cię!
Ku jej rozczarowaniu łzy i tak popłynęły, gdy przypomniała sobie fakt, że to Samuel naraził ją na takie niebezpieczeństwo.
Samuela nigdy nie będzie obchodził mój stan. Pewnie gruchają sobie teraz z Nicolette w ramionach w szpitalu.
Na drodze Samuel opierał się o swojego maybacha, paląc papierosa.
Palił jednego za drugim, więc ziemia wokół niego usiana była niedopałkami.
Zbliżał się świt, a on wciąż nie odkrył miejsca pobytu Kathleen.
Jego palce mocno zaciskały się na jej telefonie, a serce drżało bezustannie.
Czy ona umrze? Czy zniknie z mojego życia całkowicie? Nie! Nie pozwolę na to!
– Panie Macari! – Podbiegł do niego Tyson. – Znaleźliśmy pijanego mężczyznę, który uprowadził panią Macari.
– Przyprowadźcie go – rozkazał Samuel obojętnym tonem.
Gdy dwaj ochroniarze przyprowadzili do niego pijaka, mężczyzna był już poobijany i posiniaczony na całym ciele i twarzy.
– Co zrobiłeś tej kobiecie? – Samuel podniósł wzrok, mając w oczach nieobecne spojrzenie.
Pijak został gwałtownie wybudzony i mając świadomość, że Samuel nie jest kimś, komu można wejść w drogę, powiedział:
– Nic nie zrobiłem.
– Odciąć mu rękę. – Samuel nawet nie mrugnął.
Jeden z ochroniarzy natychmiast wyciągnął sztylet.
Widząc, że Samuel mówi poważnie, pijak padł przed nim na kolana, błagając o litość:
– Proszę, nie odcinajcie mi rąk! Powiem wszystko!
– Mów. – Samuel wyglądał przerażająco.
– Byłem w złym humorze, bo właśnie się rozwiodłem. Pożądanie wzięło górę, gdy zobaczyłem piękną kobietę stojącą przy drodze, ale nic jej nie zrobiłem. Jakiś mężczyzna ją uratował i zabrał, gdy tylko wciągnąłem ją w alejkę.
– Którą ręką jej dotykałeś? – przesłuchiwał Samuel.
Pijak nie śmiał odpowiedzieć na pytanie.
– Odciąć obie, skoro nie ma odwagi odpowiedzieć. – Wykwintna szczęka Samuela była napięta, gdy zachowywał chłodny, dystyngowany wygląd.
– Nie, proszę, nie! Tą ręką! – Pijak podniósł lewą dłoń.
Wciąż paląc, Samuel powiedział:
– Jak śmiesz kłamać? Dotykałeś jej obiema rękami. Odciąć obie.
Pijak niemal zemdlał z szoku.
Po co pytać, skoro już podjąłeś decyzję?
– Argh! – Właśnie gdy pijak tracił kontakt z rzeczywistością, ochroniarz odciął mu jedną dłoń czystym cięciem sztyletu, sprawiając, że mężczyzna zawył z bólu.
Drugi ochroniarz zasłonił mu usta, zanim odcięto mu drugą dłoń.
– Wyrzucić tego śmiecia w jakimś odludnym miejscu – rozkazał Samuel surowym głosem.
– Tak jest!
Dwaj ochroniarze odeszli, wlokąc za sobą pijaka, podczas gdy pozostali zostali, by posprzątać miejsce zdarzenia.
– Sprawdźcie nagrania z monitoringu w tylnej alejce i dowiedzcie się, kto uratował Kathleen – poinstruował Samuel z dystansem.
Właśnie gdy Tyson miał wykonać telefon, otrzymał niespodziewane połączenie.
– Halo? – odebrał Tyson. – Kto mówi?
– Czy jest pan z rodziny Kathleen? – zapytał z dystansem Benjamin.
– Czy Kathleen jest z panem? – Tyson zmarszczył brwi.
Samuel zmrużył oczy i wyrwał telefon Tysonowi. – Gdzie jest Kathleen?
Benjamin był zaskoczony. – Kim pan jest dla Kathleen?
Samuel odpowiedział stanowczo:
– Jestem jej bratem.
– Wszyscy członkowie jej rodziny nie żyją. Ona nie ma żadnych żyjących krewnych. – Benjamin w to nie uwierzył. – Kim pan właściwie jest?
– Jakim cudem namierzyłeś Tysona? – Samuel był niezadowolony.
Dlaczego dzwonił do Tysona, skoro to ja powinienem być osobą jej najbliższą?
– Mam jego numer z listy kontaktów alarmowych, którą Kathleen wypełniała w ostatnich latach. – Benjamin pozostał niewzruszony. – Czy może pan oddać telefon panu Hackneyowi?
To nie ja, a Tyson widnieje jako jej kontakt alarmowy?
Samuel poczuł się z tym fatalnie.
Oddając telefon Tysonowi, powiedział bez emocji:
– Zapytaj go o miejsce pobytu Kathleen.
– Zrozumiałem. – Tyson wziął telefon i zapytał Benjamina, gdzie jest Kathleen.
– Jest bezpieczna, ale muszę to z nią potwierdzić, zanim zdradzę wam jej lokalizację. Skontaktuję się ponownie. – Po tych słowach Benjamin się rozłączył.
Tyson nie wiedział, co powiedzieć, patrząc na Samuela z ponurą miną. – Panie Macari, powiedział, że musi to sprawdzić u pani Macari, zanim powie nam, gdzie ona jest.
– Rozpocznij śledztwo w sprawie dzwoniącego. – Samuel brzmiał beznamiętnie. – Chcę informacji o nim, zanim wzejdzie słońce.
– Tak jest. – Tyson natychmiast wysłał kogoś do przeprowadzenia dochodzenia.
Przez cały ten czas Samuel zaciągał się papierosem, w głębi duszy wciąż czując niepokój.
Chociaż odnalazł Kathleen, nie miał pojęcia, w jakiej jest sytuacji.
Dlaczego się ze mną nie skontaktowała, skoro nic jej nie jest? Czy nie powinna przyjść przede wszystkim do mnie po tak poważnym incydencie?
















