Słyszę sekretne pragnienia mojego męża w śpiączce

Słyszę sekretne pragnienia mojego męża w śpiączce

Autor: Clara Westwood

Rozdział 4: Teraz jestem żoną Gideona
Autor: Clara Westwood
25 lip 2026
Pozostawiony w sali szpitalnej, Gideon kipiał z frustracji. Nie mógł jednak zrobić nic poza znoszeniem własnej wściekłości. 'Audrey, jeszcze zobaczysz.' Tymczasem Audrey uśmiechnęła się do siebie, a w jej oczach iskrzyła figlarność, gdy pomyślała zadowolona z siebie: 'La, la, la... Nie słyszę cię. Nie słyszę cię...' Jednak kolejna myśl w umyśle Gideona przybrała zupełnie inny ton. 'Jestem tu w niebezpieczeństwie' – przyznał, łagodząc swój mentalny głos, który brzmiał teraz niemal błagalnie. Audrey zacięła się, zaskoczona. 'W niebezpieczeństwie? Kto odważyłby się go skrzywdzić?' Kolejne ostrzeżenie uderzyło w nią niczym piorun. 'Jeśli umrę, myślisz, że Damian zostawi cię w spokoju?' Dreszcz przebiegł po plecach Audrey, a ona odruchowo skrzyżowała ramiona na piersi. Wiedziała, że Damian i Vivienne planowali to od dawna i nie odpuszczą, dopóki nie położą łap na spadku po jej zmarłej matce. Na samą myśl o tym skurczył się jej żołądek. Szybko chwyciła dłoń Genevieve. "Genevieve, on jest tu leczony od tak dawna, a wciąż się nie obudził. Może nadszedł czas, by spróbować czegoś innego? Dlaczego nie weźmiemy go do domu? Zmiana otoczenia i trochę miłości mogłyby zdziałać cuda." Genevieve westchnęła ciężko, a w jej oczach pojawił się błysk nadziei. "Lekarze wspominali o tym jako o możliwym rozwiązaniu. Przychodziłam tu codziennie, by mówić do Gideona, ale to nie przyniosło efektów. Może... może ty mogłabyś okazać się przełomem." Jej spojrzenie było tak przenikliwe i pełne oczekiwań, że nerwy Audrey napięły się niczym cięciwa łuku. "Marcusie, proszę poczynić przygotowania" – nakazała stanowczo Genevieve. "Tak jest, proszę pani" – odpowiedział krótko Marcus i kiwnął głową. Wieść o wypisie Gideona natychmiast sprowadziła ordynatora, który dokładnie wyjaśnił procedury opieki domowej. Gdy lekarz dowiedział się, że Audrey jest teraz żoną Gideona, wziął ją na stronę. Jego ton był poważny, gdy wręczał jej długą listę zaleceń. "Proszę pani, to absolutnie kluczowe, by pan Lockwood przyjmował leki na czas. "Musi go pani regularnie masować, by zapobiec zanikowi mięśni, oraz często do niego mówić – zaangażowanie emocjonalne potrafi czasem zdziałać cuda." Audrey omal nie przewróciła oczami, ale zachowała uprzejmy wyraz twarzy. 'Dobry Boże. Czy ja jestem żoną, czy pełnoetatową pielęgniarką?' "Addy" – powiedziała zapłakana Genevieve, ocierając łzy z błyszczących z emocji oczu – "powrót Gideona do zdrowia zależy teraz od ciebie." Przez chwilę Audrey nie wiedziała, co powiedzieć. Tymczasem napięte nerwy Gideona wreszcie zaczęły opadać. W duchu odetchnął z ulgą. 'W końcu wychodzę z tego miejsca i wracam do domu.' Jednak przed salą szpitalną problemy Audrey dopiero się zaczynały. Zaledwie postawiła krok na korytarzu, a tuż przed nią – jak można było przewidzieć – wyrósł Damian, blokując jej drogę z twarzą wykrzywioną w udawanym bólu. "Audrey, tu jesteś. Szukałem cię wszędzie. Gdzie ty byłaś? Odchodziłem od zmysłów z niepokoju" – powiedział Damian, nosząc na twarzy maskę troski i czułości. Gdyby to było w poprzednim życiu, Audrey pewnie dałaby się nabrać. Teraz jednak jego występ wydawał się jej pusty i wręcz groteskowy. "Audrey" – powiedział żarliwie Damian, robiąc krok w jej stronę i próbując ująć jej dłoń – "operacja opóźniła się już o godzinę. Chodź ze mną, szybko." Zanim jednak zdążył jej dotknąć, ochroniarze rodziny Lockwoodów stanęli mu na drodze, będąc niemym ostrzeżeniem. "Audrey?" Twarz Damiana spięła się, a w jego oczach przemknął niepokój. 'Chyba nie zdążyła już odkryć prawdy, co? A jeśli naprawdę znalazła się pod ochroną Genevieve, to mam poważne kłopoty. Lockwoodowie nie są ludźmi, którym mogę się narazić.' Zmuszając się do zachowania spokoju, ciągnął swój występ. "Audrey, państwo Harlow umierają z niepokoju po tym, jak dowiedzieli się o twoim zniknięciu. Są już w drodze do szpitala. Wróć teraz ze mną i przestań martwić nas wszystkich." Serce Audrey zapłonęło gniewem na wzmiankę o jej chciwym ojcu i intrygującej macosze, którzy udawali czułość, a za jej plecami knuli jej upadek. Oczywiście, że wpadli w panikę – w panikę, że wymknie im się z rąk; w panikę, że ich kłamstwa wyjdą na jaw; ale nade wszystko panikowali na myśl o utracie potężnego spadku, który zostawiła po sobie jej matka, Diana. "Czy pan to pan Voss?" Głos Genevieve przeciął napięcie jak ostrze noża. "Audrey jest teraz moją synową, częścią rodziny Lockwoodów. Proszę przestać ją nękać." Damianowi opadła szczęka. "Co?" Audrey wzięła głęboki wdech, wyprostowała plecy i oświadczyła stanowczo: "Jestem teraz żoną Gideona." Jej twarz wyrażała determinację, jej głos nie drżał, a w bystrych oczach błyszczał bunt. W tym życiu dostała drugą szansę. Nie było już powrotu do tego, co było. Była zdeterminowana, by przeżyć życie na własnych warunkach, zdemaskować te wilki w owczej skórze i odzyskać wszystko, co należało do jej matki. Genevieve, wyczuwając napięcie, nienawiść i determinację w postawie Audrey, posłała jej pokrzepiający uśmiech, po czym ponownie zwróciła się do Damiana. "Panie Voss, proszę się odsunąć." "Nie, Audrey jest moją narzeczoną..." – pisnął Damian, uszczypnąwszy się mocno w udo, by upewnić się, że to nie jest jakiś chory sen. W głębi duszy jednak, jego myśli były znacznie mroczniejsze. 'Więc teraz poznała prawdę o tym rzekomym raku i pobiegła do Lockwoodów po ochronę? W porządku. Ale nie ma mowy, żebym pozwolił jej, albo jej spadkowi, wymknąć się z moich rąk.' Przybierając łagodniejszy ton, Damian spróbował ponownie. "Audrey, wiem, że boisz się bólu i nie chcesz tej operacji. W porządku. Możemy poczekać. Chodźmy do domu i najpierw o tym porozmawiajmy..." Jego myśli jednak zdradzały okrutne intencje. 'Kiedy ją odzyskam, zaciągnę ją prosto na stół operacyjny. Niech pozna prawdę, jeśli chce – i tak nie zdoła uciec. 'A po operacji? Kto by chciał taką zniszczoną kobietę, jeśli nie ja? Przyjdzie na kolanach, błagając, bym ją wziął, razem z całym tym spadkiem.' "Damianie, przestań udawać. Wiem, że nie jestem chora i nie ma mowy, żebym dzisiaj z tobą wyszła" – powiedziała stanowczo Audrey, posyłając mu lodowate, lekceważące spojrzenie. Obserwowanie tej żałosnej farsy było jak patrzenie na fatalne przedstawienie w cyrku. Podjęła już decyzję – ten mężczyzna, skrywający pod powłoką ogłady jadowite serce, więcej jej nie oszuka. Wyraz twarzy Damiana zmienił się na moment, ale szybko ukrył to pod maską fałszywego zdezorientowania. "Audrey, o czym ty mówisz? Dobrze, nie jesteś chora. Chodźmy po prostu do domu, dobrze?" "Nie." Głos Audrey drżał od tłumionych emocji, ale jej wola była niezachwiana. Zacisnęła zęby, walcząc z falą goryczy, która wezbrała w jej piersi. Powrót do rodziny Harlowów byłby jak wejście do gniazda żmij. Każdy członek tego domu czekał tylko, by obedrzeć ją ze wszystkiego, nie zostawiając jej nic prócz kości. Nie było opcji, by tam wróciła. "Audrey, przestań być tak uparta, dobrze?" Damian poprawił okulary, uosabiając całkowitą irytację. "Nie pierzmy publicznie naszych brudów przy pani Lockwood. Cokolwiek się dzieje, możemy o tym porozmawiać w domu." "Jestem teraz Lockwoodem" – odparowała Audrey, unosząc podbródek i rzucając ukradkowe spojrzenie Genevieve. Genevieve odpowiedziała jej subtelnym, lecz ciepłym i zachęcającym uśmiechem. Ośmielona tym gestem, Audrey wyprostowała ramiona i oświadczyła: "Jestem żoną Gideona." Śmiech Damiana był ostry i pełen niedowierzania, ale urwał się nagle, gdy mężczyzna zorientował się w połowie zdania w sytuacji. "To niemożliwe. Gideon to w zasadzie żywy trup –" Zamarł w bezruchu, zdając sobie sprawę ze swojej wpadki. W powietrzu powiało chłodem, gdy kilka lodowatych, przenikliwych spojrzeń zwróciło się w jego stronę. Plecy Damiana zesztywniały, a kropla zimnego potu spłynęła mu po skroni. 'Cholera. To był błąd.' "Panie Voss, Addy jest teraz członkiem mojej rodziny." Głos Genevieve był spokojny, ale jej słowa niosły wyraźny ciężar. Umysł Damiana szalał, w duchu przeklinając Audrey. 'To knujące małe ścierwo naprawdę zdołało zyskać ochronę rodziny Lockwoodów?' Został przyparty do muru, ale nie miał odwagi tego okazać. Próbując zachować twarz, zwrócił się do Genevieve. "Pani Lockwood, tu z pewnością zaszło jakieś nieporozumienie. Audrey to praktycznie moja żona." Na usta Genevieve wypłynął opanowany uśmiech, gdy spytała lekko: "Och? Byliście zaręczeni?" Damian zawahał się, a potem pokręcił głową. "Nie." W Veridii ceremonie zaręczynowe traktowano bardzo poważnie, ale Vivienne nalegała, że nie chce patrzeć, jak mężczyzna zaręcza się z inną, więc ich rodziny zrezygnowały z formalności, decydując się jedynie na ustne potwierdzenie zaręczyn. "Zatem jesteście małżeństwem?" – ciągnęła Genevieve. "Jeszcze... nie" – przyznał, a jego głos drżał. "W takim razie co właściwie daje panu prawo do nazywania Addy swoją żoną?" – zapytała Genevieve z pogodnym, a zarazem tnącym śmiechem. Audrey zauważyła figlarny błysk w oczach Genevieve i nie mogła powstrzymać przypływu podziwu i ekscytacji. Nie spodziewała się, że jej przyszła teściowa okaże się nie tylko dobra, ale też tak wprawna w psychologicznych potyczkach. W jej sercu zakwitła nadzieja. Pomyślała, że może to niespodziewane małżeństwo, które spadło jej z nieba, stanie się kluczem do zresetowania jej życia – niezaplanowanym zwrotem akcji, dającym szansę na nowy początek. "Pani Lockwood, wszyscy w Veridii o tym wiedzą..." – zaczął Damian, a jego ton był podszyty frustracją, chociaż nie miał odwagi wejść w otwartą konfrontację z Genevieve. "Naprawdę? Zabawne. Wydaje mi się, że musiałam przeoczyć tę informację" – odpowiedziała z chytrym uśmiechem Genevieve. "Panie Voss, może pan skonsultować się z urzędem miasta, by zapoznać się z oficjalnymi dokumentami." Na twarzy Damiana zagościła panika. Gorączkowo wyciągnął telefon, wydając rozkazy, by sprawdzono status cywilny Audrey. Chwilę później otrzymał odpowiedź. Audrey i Gideon zarejestrowali swoje małżeństwo zaledwie kilka minut temu. Dla niego było to wręcz niewyobrażalne. Audrey była mu przed nosem, ani na krok nie opuściła szpitala, a jakimś cudem zdążyła wyjść za innego. A Gideon – będący w stanie wegetatywnym – w żaden sposób nie mógł przecież pójść do ratusza, by zawrzeć związek małżeński. Damian nie był w stanie pojąć, jak to możliwe, że w świetle prawa stali się małżeństwem. "Czy wciąż ma pan jakieś wątpliwości, panie Voss?" – zapytała Genevieve, a jej głos, choć słodki, brzmiał twardo jak stal. Wzrok Damiana wrócił do Audrey. Maska fałszywej miłości, którą nosił tak długo, w końcu pękła, odsłaniając zimną kalkulację pod spodem. "Audrey, to tak mi się odpłacasz? Zostawiając mnie, żeby wspiąć się po drabinie społecznej?" "Odpłacam ci się?" Audrey wybuchnęła zimnym śmiechem, a w jej oczach zalśniła pogarda. "Może lepiej sprawdź, co z Vivienne. Dziecko, które nosi, mogłoby potrzebować odrobiny uwagi ojca." Twarz Damiana pobladła całkowicie. Ciąża Vivienne była pilnie strzeżoną tajemnicą i nie miał pojęcia, jak Audrey to odkryła. "Addy, wracajmy do domu" – powiedziała delikatnie Genevieve, kładąc dłoń na ramieniu Audrey. "Chodźmy." Audrey skinęła głową, a w jej sercu rosła ogromna wdzięczność. Gdy ochroniarze rodziny Lockwoodów przecierali im drogę, Audrey wyszła ze szpitala, pozostawiając cienie swojej przeszłości daleko w tyle. Na zewnątrz jasne słońce oblało jej twarz ciepłem. Odchyliła głowę, pozwalając promieniom całować jej skórę i wpatrywała się w błękitne niebo poprzecinane chmurami. Biorąc głęboki oddech, szepnęła do siebie: 'Damianie, Vivienne, jeszcze zobaczycie. To wcale nie jest koniec.'

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: Teraz jestem żoną Gideona – Słyszę sekretne pragnienia mojego męża w śpiączce | Czytaj powieści online na beletrystyka