Eleanor zadrżała pod lodowatym spojrzeniem, jakim obdarzyła ją Audrey. Ciężar tego przenikliwego wzroku sprawił, że jej dłonie zrobiły się lepkie od potu.
Jej myśli kłębiły się w panice. „Zawsze była taka łagodna i miła, zawsze szanowała mnie jako swoją matkę. Co w nią dziś wstąpiło? Czy mogła... Czy mogła poznać prawdę o swojej biologicznej matce?
Nie, to niemożliwe. Śmierć Diany była cicha i dyskretna. Nikt w Veridii nie może wiedzieć, że Audrey jest córką Diany”.
Biorąc głęboki oddech, by uspokoić nerwy, Eleanor przybrała swoją zwykłą fasadę matczynego uczucia. – Addy, kochanie, jestem twoją matką. Po prostu się o ciebie martwię...
– Ty? Moją matką? – Śmiech Audrey był ostry, gorzki, tnący aż do szpiku kości. Jej oczy płonęły mieszanką bólu i furii. – Nie zasługujesz na to miano.
Wyraz twarzy Eleanor był jak zawsze przesadnie czuły, pełen fałszywej troski. Przez lata odgrywała rolę troskliwej matki, wychowując Audrey na idealną, naiwną, słodką idiotkę – łatwą do zmanipulowania, a jeszcze łatwiejszą do kontrolowania.
W swoim poprzednim życiu Audrey dała się na to nabrać, przez dwadzieścia lat traktując wilka w owczej skórze jak własną krew, by ostatecznie stracić wszystko, nawet własne życie.
Surowy głos Victora przebił się przez napięcie, podszyty irytacją. – Addy, co to za ton? Natychmiast przeproś matkę.
– Jasne – odpowiedziała chłodno Audrey, a jej głos drżał od ledwo tłumionych emocji. – Najpierw powiedz mi tylko jedną rzecz, tato. Gdzie jest pochowana moja prawdziwa matka? Muszę wiedzieć, dokąd się udać, żeby złożyć przeprosiny. – Jej oczy, w których szkliły się nieuronione łzy, zdradzały ból serca, którego nie mogła w pełni opanować.
W tak zwanej miłości Victora i Eleanor zawsze chodziło tylko o jedno – o fortunę, którą Diana zostawiła dla Audrey. Gdyby nie warunek w testamencie Diany – że Audrey mogła odziedziczyć spadek dopiero po ukończeniu osiemnastego roku życia i wyjściu za mąż – Eleanor prawdopodobnie dawno by się jej pozbyła.
Victor zamarł na moment, a jego maska opanowania na chwilę opadła, zanim zmusił się do powrotu do równowagi. – Addy, jak mogłaś powiedzieć coś tak okropnego? Jak mogłaś powiedzieć coś takiego do własnej matki? – skarcił ją.
– Zgadza się, Addy – dodała Eleanor z urażoną miną, a jej głos drżał, jakby za chwilę miała się rozpłakać. – Byłam dla ciebie taka dobra...
– Pani Harlow – wycedziła z nienawiścią Audrey, a jej głos wezbrał furią – pani córką jest Vivienne, a ja jestem córką Diany. – Cisza, która zapadła, była ogłuszająca. Wyznanie Audrey jakby wyssało całe powietrze z pokoju.
Prawda w końcu wyszła na jaw, ale zamiast ulgi, poczuła w klatce piersiowej głęboki, palący ból. Rewelacja ta, choć wstrząsająca, sprawiła, że ból stał się jeszcze dotkliwszy. Czuła się tak, jakby jakaś jej część została rozdarta, obnażając to, co tak bardzo starała się zignorować.
Victor i Eleanor wyraźnie zbledli, a ich starannie skonstruowana farsa rozpadła się w mgnieniu oka.
Lata temu Victor był z Eleanor, kiedy poznał Dianę. Jednak urok bezcennych pamiątek, które posiadała Diana, był zbyt kuszący. Udał uczucie, zaczął o nią zabiegać, a w końcu poślubił ją dla jej bogactwa.
Cała trójka mieszkała w sąsiednim mieście Oakridge. Po przedwczesnej śmierci Diany Victor i Eleanor przenieśli się z Audrey do Veridii.
Amezja spowodowana gorączką, na którą Audrey cierpiała jako dziecko, była dla nich łutem szczęścia. Zaczęła uważać Eleanor za swoją prawdziwą matkę, a oboje wykorzystali okazję, aby napisać historię na nowo, wmawiając światu, że Audrey jest córką Eleanor.
W Veridii nikt nawet nie wiedział o istnieniu Diany. Zakładali, że Audrey nigdy nie pozna prawdy.
Genevieve, obserwująca rozgrywającą się scenę, była wyraźnie oszołomiona. Wszyscy w Veridii wiedzieli, że rodzina Harlowów ma dwie córki. Eleanor była szczególnie osławiona z powodu przesadnego faworyzowania starszej córki, Audrey.
Ale teraz prawda wyszła na jaw. Eleanor nie tylko nakłaniała Audrey do poddania się niepotrzebnej operacji, ale także bezczynnie przyglądała się, jak Vivienne nosi dziecko swojego przyszłego szwagra. A wszystko to dlatego, że Audrey nie była jej własną córką.
Umysł Genevieve zawirował. „Więc to dlatego Eleanor przez lata dusiła Audrey fałszywą miłością. Nie kochała jej – wychowywała ją na uległą idiotkę, którą mogłaby wykorzystać”.
Ale teraz, gdy Vivienne nosiła dziecko Damiana, Eleanor z łatwością mogła dążyć do tego, by Vivienne zajęła miejsce Audrey w rodzinie Vossów. W końcu, z jej perspektywy, nie miało znaczenia, która córka wkroczy do tej rodziny. Tak czy inaczej, oznaczało to powiązanie z Vossami.
Podejrzenia Genevieve pogłębiły się. „Czy oni mogliby knuć coś jeszcze gorszego?”
Jako matriarchini potężnej rodziny, Genevieve widziała już sporo intryg i burz. Jednak teraz jej gniew wezbrał niczym fala. Biorąc Audrey w opiekuńcze objęcia, utkwiła w Eleanor stalowe spojrzenie. Jej głos był ostry i nie pozostawiał miejsca na dyskusje.
– Pani Harlow – powiedziała chłodno – skoro okazuje się, że nie jest pani biologiczną matką Addy, dla mnie nie jest już pani teściową.
Eleanor i Victor zamarli, a na ich twarzach odmalowała się panika. Jeśli nie zdołają udobruchać Audrey, majątek Diany wymknie im się z rąk na dobre.
– Kochanie – jęknęła Eleanor, rzucając się w ramiona Victora w teatralnym pokazie żalu. – Przez osiemnaście lat wychowywałam Addy, jakby była moją własną krwią, tylko po to, by zostać tak potraktowaną...
Victor zesztywniał, opanowując się, po czym warknął gniewnie na Audrey: – Addy, jak mogłaś być tak niewdzięczna? Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiliśmy? Zrobiliśmy to tylko dla twojego dobra. Twoja matka biologiczna odeszła stanowczo zbyt wcześnie.
– Zatailiśmy przed tobą prawdę tylko po to, byś mogła żyć w szczęściu i beztrosce. Przez te wszystkie lata Eleanor traktowała cię lepiej niż swoją własną córkę, Vivienne. Jak możesz do niej tak mówić? Przeproś matkę i wracaj z nami do domu.
Serce Audrey zacisnęło się, gdy pokręciła głową, a smutek odmalował się na jej twarzy.
Ich słowa mogły brzmieć szlachetnie, ale ona wiedziała swoje. Tu nie chodziło o rodzinę, o miłość czy o troskę o jej dobro. Chodziło o to, by zaciągnąć ją z powrotem na tę sfałszowaną operację, a potem zepchnąć w małżeństwo z Damianem.
Eleanor mogła nie być jej prawdziwą matką, ale Victor był jej biologicznym ojcem. A jednak nawet on knuł przeciwko własnej córce tak bezdusznie, kierowany chciwością, by zdradzić jej zaufanie. To odkrycie bolało jak tysiąc igieł.
Powstrzymując łzy, Audrey oparła się w ramionach Genevieve, a jej głos był cichy, ale stanowczy. – Jestem teraz częścią rodziny Lockwoodów. Możecie wyjść.
– Addy! – głos Victora gwałtownie się podniósł. – Chcesz powiedzieć, że nie będziesz już w ogóle słuchać swojego ojca?
Wciąż uważał swoją najstarszą córkę za tę samą bojaźliwą dziewczynę, która zawsze kurczyła się przed nim. Kiedyś wystarczyło lekkie podniesienie głosu, by przerazić ją i zmusić do uległości.
Mimo że dzisiejszy dzień nie poszedł zgodnie z planem, był przekonany, że jego autorytet weźmie górę. Założył, że dopóki uda mu się ściągnąć ją z powrotem pod swój dach, reszta będzie już prosta.
Ale Audrey po prostu zamknęła oczy, z pięściami zaciśniętymi mocno u boku. – Nie będę już słuchać – powiedziała cicho, ale jej słowa miały w sobie niezachwianą moc.
Od tego momentu zrywała wszelkie więzi z rodziną Harlowów. I nie tylko to – sprawi, by zapłacili za wszystko, co jej zrobili. Odzyska każdą ostatnią rzecz, która prawnie należała do Diany.
Victor wpatrywał się w nią, przez chwilę oniemiały. Otworzył usta, ale nie wydobyło się z nich ani jedno słowo.
Eleanor, spanikowana, ponownie uciekła się do łez. – Addy, przez te wszystkie lata traktowałam cię tak dobrze. Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko nie ma znaczenia? Że to wszystko zostało wymazane?
– Czy to była dobroć, czy manipulacja, znasz prawdę lepiej niż ktokolwiek inny – odpowiedziała Audrey z twarzą niczym z kamienia.
– Ty niewdzięczna żmijo! – wybuchnął Victor, a jego twarz poczerwieniała od krzyku.
Wyraz twarzy Genevieve pociemniał, gdy wkroczyła do akcji. – Panie Harlow, czy zamierza pan robić awanturę w moim domu?
Victor zamarł jak rażony piorunem, a z jego pychy natychmiast zeszło powietrze. – Pani Lockwood, po prostu dyscyplinowałem moją córkę...
– Audrey jest teraz częścią rodziny Lockwoodów – przerwała mu lodowatym tonem Genevieve. – Moim obowiązkiem jako jej teściowej jest dyscyplinowanie jej, jeśli to konieczne. Mój syn, Gideon, nie może znosić żadnych zakłóceń. Gdyby coś mu się stało, konsekwencje będą kosztować was więcej, niż możecie sobie wyobrazić. Sugeruję, żebyście wyszli.
Jej słowa uderzyły niczym młot. Na subtelny znak Genevieve pojawił się Simon, lokaj, w asyście dwóch potężnie zbudowanych ochroniarzy. – Panie Harlow – powiedział Simon uprzejmie, ale stanowczo – tędy, proszę.
Victor zawahał się, niechętnie ustępując, ale wiedział, że został pokonany. Niezależnie od tego, jak bardzo nie miał na to ochoty, nie miał innego wyjścia, jak tylko się wycofać.
Przełknął swój gniew, zmuszając się do życzliwego i ojcowskiego uśmiechu. – Addy, kiedy wrócisz do domu, zabiorę cię na grób matki.
Jego słowa ociekały zawoalowaną groźbą – jeśli nie wróci, nigdy nie dowie się, gdzie pochowano Dianę.
Twarz Audrey zbladła jak u ducha. Wpatrywała się w oddalającą się sylwetkę Victora, z pięściami zaciśniętymi tak mocno, że paznokcie wbijały się jej w dłonie. „Jak mógł upaść tak nisko?”
Genevieve, która przyglądała się temu w milczeniu, wypuściła z siebie westchnienie, kładąc pocieszająco dłoń na ramieniu Audrey. – Addy, nigdy nie wyobrażałam sobie, że masz tak skomplikowaną rodzinę...
Opuszczając wzrok, by ukryć łzy zbierające się w jej oczach, Audrey wzięła drżący oddech. – Przepraszam. Sama dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj. Jeśli to sprawi problemy waszej rodzinie, mogę odejść w tej chwili.
– Nie bądź niemądra. – Genevieve otoczyła Audrey opiekuńczym ramieniem, a jej ton był stanowczy, choć łagodny. – Dokąd miałabyś pójść, gdybyś nas opuściła? Wyższe sfery są pełne mrocznych sekretów i walk o władzę. Wyszłaś za mąż w rodzinie Lockwoodów, co czyni cię jedną z nas.
– Genevieve... – Łzy spłynęły po policzkach Audrey, gdy ciepło słów Genevieve przebiło się przez chłodną gorycz, która spowijała jej serce.
– Od teraz nasza rodzina będzie cię chronić.
– Dziękuję...
Audrey otarła łzy i wyprostowała plecy, a w jej spojrzeniu zalśniła determinacja.
Rodziny Harlow i Voss borykały się z problemami biznesowymi przez ostatnie dwa lata, desperacko czekając, aż spadek po Dianie ich uratuje.
Audrey wiedziała, że nie przestaną w nią celować. „Znów po mnie przyjdą, chyba że...”
– Genevieve, czy mogę prosić o przysługę? – zapytała ostrożnie.
– Oczywiście, kochanie. Czego ci potrzeba? – Genevieve skinęła głową bez wahania.
Audrey wyjaśniła: – Moja biologiczna matka zostawiła mi diamentową spinkę do włosów wartą ponad trzydzieści milionów dolarów. Zgodnie z jej testamentem, nie mogłam jej odebrać, dopóki nie skończyłam pełnoletności i nie wyszłam za mąż. Teraz, kiedy wyszłam za mąż, chciałabym ją odebrać i zachować na pamiątkę po niej.
– Uznaj to za załatwione – powiedziała Genevieve ze zdecydowanym uśmiechem.
*****
Po upokarzającym spotkaniu w rezydencji Lockwoodów Victor i Eleanor wrócili do domu w ponurych nastrojach.
W chwili gdy przekroczyli próg, Vivienne pospieszyła im na spotkanie. – Tato, mamo, jak poszło?
– Nie chciała wrócić – warknął Victor, a jego twarz pociemniała z furii. – Jak mogłaś być tak nieostrożna? Pozwoliłaś jej dowiedzieć się o romansie?
– Ja... – dłoń Vivienne odruchowo powędrowała do jej brzucha, a na jej twarzy przemknęło poczucie winy. – Nie chcieliśmy, żeby tak się stało. Wszystko wydawało się w porządku, gdy szła na operację.
Damian zmarszczył brwi, co jasno dowodziło jego frustracji. – Kiedy wyszła, nie zachowywała się normalnie. Czy ktoś na sali operacyjnej mógł jej coś powiedzieć?
– Nikt nic nie powiedział – odpowiedziała Vivienne, kręcąc głową. – Przez cały czas byłam na sali operacyjnej. Poza tym tylko my czworo znamy prawdę o jej prawdziwej matce.
Cała czwórka – Vivienne, Damian, Victor i Eleanor – jechała na tym samym wózku, związana wspólnymi tajemnicami i przewinieniami. To naturalne, że nie pozwolili, by Audrey poznała prawdę.
„Więc kto do cholery wypaplał i wszystko zrujnował?” – Vivienne zaklęła cicho, a jej umysł pędził od podejrzeń.
– Tato – powiedziała Vivienne po chwili tonem ostrym i przepełnionym desperacją. – Audrey musiała pospieszyć się ze ślubem z Gideonem dla ochrony. Nawet nie pofatygowali się sami do urzędu miasta. Po prostu przepchnęli formalności po znajomości. Powinniśmy na nich donieść.












