Dominic Thorne, bezwzględny szef Imperium Thorne’ów, był przekonany, że jego małżeństwo z Eleną to nic innego jak pułapka. Zimny i wyrachowany, nie wahał się zażądać rozwodu w chwili, gdy powróciła jego zbiegła była narzeczona, zupełnie nieświadomy faktu, że Elena właśnie odkryła, iż jest w ciąży. Elena Thorne przez sześć miesięcy była idealną, oddaną żoną, darząc potajemnym uczuciem mężczyznę, który postrzegał ją jedynie przez pryzmat kontraktu. Jednak gdy wieść o jej ciąży spotkała się ze zdradą i brutalną napaścią, która pozostawiła ją zakrwawioną i zdruzgotaną, Elena zrozumiała, że mężczyzna, którego kochała, nigdy nie istniał. Zniknęła w mroku nocy, zabierając ze sobą nienarodzone dziecko i swoje złamane serce. Mijają cztery lata. Elena nie jest już tą uległą kobietą, którą porzucił Dominic. Wraca do Nowego Jorku jako wpływowa dyrektorka i dziedziczka ogromnej fortuny, zdeterminowana, by odzyskać swoje dziedzictwo i chronić córkę, Maisie, przed człowiekiem, który niegdyś zostawił je na pewną śmierć. Kiedy jednak Dominica zaczyna prześladować wspomnienie utraconej żony i skrywane przez nią tajemnice, zaczyna on dostrzegać swój druzgocący błąd. Czy zdoła odzyskać rodzinę, którą sam odtrącił, czy też Elena sprawi, że wyrzuty sumienia będą mu towarzyszyć już na zawsze?

Pierwszy Rozdział

Zamrugałam kilkakrotnie, nie chcąc uwierzyć w scenę rozgrywającą się na moich oczach. Czy ja to sobie wyobrażałam? Czy mój umysł płatał mi figle? Moje wątpliwości zniknęły, bo im dłużej wpatrywałam się w koszmar przed sobą, tym bardziej stawał się on rzeczywistością. Ekscytacja, którą czułam, wbiegając na najwyższe piętro tego budynku, zaczęła się ulatniać. Papiery, które trzymałam w dłoni, powoli opadły w geście porażki wzdłuż mojego boku. „Gratulacje! Jest pani w ciąży”. Głos lekarza stopniowo cichł, zastąpiony przez dźwięk mojego pękającego, bolącego serca, które waliło ogłuszająco w moich uszach. Moja krew, wrząca z gniewu, a jednocześnie skażona bólem, krążyła w moich żyłach, gdy wzrok zaczął mi zachodzić łzami na widok tego, czego byłam świadkiem. Skąpo ubrana rudowłosa kobieta, którą znałam aż za dobrze, była mocno przyciśnięta do piersi mojego męża, z którym byłam od sześciu miesięcy, a on trzymał ją w objęciach. Patrzyłam z upokorzeniem, jak wpatrywał się w nią z tęsknotą i radością z powodu jej powrotu. Jego była, która porzuciła go przed ołtarzem! Szklane drzwi jego gabinetu niczego nie ukrywały, pozwalając mi widzieć wszystko w pełnej krasie. Powinnam była wiedzieć, że tak się stanie. Że Dominic Thorne potrafi kochać tylko siebie i swoją uciekającą pannę młodą. Odpędzając piekące łzy z oczu, wzięłam głęboki oddech, mimo że trudno było zignorować ucisk w klatce piersiowej. Pchnęłam drzwi, zdeterminowana, by przerwać tę scenkę. Jedną ręką ściskałam świeżo otrzymane dokumenty, a drugą utorowałam sobie drogę do środka. Co za tupet. Żadne z nich nie wydawało się ani trochę zawstydzone, zwłaszcza mój drogi mąż, ale dlaczego miałby być? Dla niego to i tak był tylko kontrakt. Kontrakt, którego punkty mógł z łatwością naruszyć. „Co tu się, u licha, dzieje?” – zdołałam wydobyć z siebie odpowiednią dawkę goryczy i gniewu, nie pozwalając, by ból przebił się przez pęknięcia w moim głosie. „Ach, Elena, miałem zamiar z tobą o tym porozmawiać, ale na szczęście przyszłaś w samą porę” – Dominic odezwał się tak swobodnie, jakby wcale nie był mi winien szczerego wyjaśnienia, co tu się do cholery wyprawia. Uniosłam brew w geście zdezorientowania, ponaglając go do dalszej mowy w nadziei, że uzyskam jakąś jasność. „Chcę rozwodu”. Przez chwilę myślałam, że się przesłyszałam, że te słowa były wytworem mojej wyobraźni, ale odbiły się głośnym i wyraźnym echem w powietrzu. „Rozwodu?” – zapytałam, oszołomiona i całkowicie zaskoczona. Mój wzrok powędrował na minimalną przestrzeń dzielącą Sloane i jego. Myślałam, że nienawidzi Sloane po tym, co mu zrobiła. Po całym tym hejcie, z którym musiał się zmierzyć, i gniewie ojca, który zmusił go do tego kontraktu – z pewnością to wystarczyło, by czuć urazę do osoby, która wywołała to zamieszanie, ale wyglądało na to, że się myliłam. Sloane wysunęła się z jego ciasnego uścisku, ale tylko na tyle, by położyć wspierającą dłoń na jego ramieniu okrytym marynarką, chwaląc się swoimi krwistoczerwonymi paznokciami. „Sloane i ja wracamy do siebie. Wyjaśniła mi kilka spraw i postanowiłem jej wybaczyć” – wyjaśnił Dominic, podczas gdy kobieta obok niego próbowała powstrzymać triumfujący uśmieszek. Odwróciłam od niej wzrok i spojrzałam na niego. „Ale jesteśmy małżeństwem” – przypomniałam mu, na co on prychnął. „Tylko dlatego, że wciągnęłaś mnie w pułapkę tego małżeństwa”. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. To chłodne zachowanie nie było w jego stylu, ale ewidentnie uwierzył, że miałam coś wspólnego ze skandalem, który w pierwszej kolejności doprowadził do naszego ślubu. „Dominic, proszę, musisz to przemyśleć. Nie podejmuj tak pochopnej decyzji” – błagałam, ściskając papiery w dłoni. „Muszę ci coś powiedzieć, ale…” – mój wzrok powędrował na Sloane. „Wolałabym zrobić to na osobności” – zasugerowałam, nie chcąc mówić przy niej. Dominic machnął ręką w powietrzu, odrzucając moją prośbę. „Cokolwiek masz do powiedzenia, będziesz musiała powiedzieć przy Sloane” – odpowiedział szorstko, a ja przez ułamek sekundy nie mogłam uwierzyć, że to ten sam mężczyzna, którego znałam przez ostatnie pół roku. Mężczyzna, za którego zgodziłam się wyjść wyłącznie dlatego, że się w nim zakochałam. Mężczyzna, za którego wyszłam, by ratować go przed zniszczeniem przez skandal. To nie było tak, że żyliśmy jak obcy. Dokumenty w mojej dłoni były tego dowodem. Był ojcem mojego nienarodzonego dziecka, ale ta część mnie, która przybiegła tu z ekscytacją, by mu o tym powiedzieć, właśnie umarła. Nigdy nie zamierzałam wspominać mu o tak istotnej rzeczy w obecności Sloane, której w ogóle nie ufałam. Poza tym, sądząc po jego nagłej zmianie zdania, Dominic prawdopodobnie nie chciałby mieć nic wspólnego z tym dzieckiem, biorąc pod uwagę, jak bardzo był zafascynowany powrotem swojej starej miłości. „No i?” – ponagliła Sloane niecierpliwie, gładząc ramię Dominica. „Wykrztuś to z siebie”. „Po namyśle, zmieniłam zdanie” – wymamrotałam gorzko. „Skoro więc wszystko jest ustalone, mam nadzieję, że wyniesiesz się z mojego domu przed jutrzejszym rankiem. Dziękuję ci za pomoc, Eleno, ale nie będę jej już potrzebował”. Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, ale on kontynuował. „Jeśli zamierzasz pytać o uzgodnioną kwotę odprawy, to wiedź, że zostanie ona przelana na twoje konto przed końcem dnia. Aby uregulować sytuację, papiery rozwodowe zostaną ci wysłane w ciągu kilku dni” – powiedział z ostatecznością w głosie i niecierpliwością w oczach. Próbowałam przełknąć kulę, która bolesne uformowała się w moim gardle. Wciąż byłam w szoku, że to wszystko w ogóle się dzieje. „Dominic, proszę. Nie możesz mi tego zrobić. Nie teraz i nie w ten sposób” – błagałam, a moja dolna warga drżała, ale odmawiałam uronienia łez na oczach tej dwójki. Sloane wystąpiła naprzód. „Słyszałaś, co powiedział. Nie każ mu się powtarzać. Zabieraj swoje rzeczy z domu i zostaw go w spokoju. Uwięziłaś go w małżeństwie, którego nigdy nie chciał, a teraz jest wolny”. Podkreśliła ostatnie słowo, a moje nozdrza zadrgały z chęci kazania jej, by się nie wtrącała, ale to była przegrana walka. Dominic najwyraźniej podjął już decyzję, a ja nie zamierzałam siedzieć tutaj i przekonywać go do zmiany zdania. Zwłaszcza nie ze Sloane triumfującą u jego boku. Ukryłam papiery za plecami i po prostu skinęłam głową, po czym odwróciłam się i wyszłam. To, co zaczęło się jako pozornie ekscytujący dzień, okazało się moim koszmarem. Kochałam Dominica od czasu, gdy trzy lata temu zaczęłam pracować jako jego osobista asystentka, aż po wspólne życie przez ostatnie pół roku. To nie był Dominic, którego znałam, ale być może nigdy tak naprawdę go nie znałam. Mała istotka w moim brzuchu była teraz wszystkim, co miałam, i niech mnie licho porwie, jeśli narażę i to. Gdy wybiegałam z budynku, jedyne, o czym mogłam myśleć, to gorzkie, knujące spojrzenie, jakim obdarzyła mnie Sloane. Nigdy nie należałam do osób, które łatwo przestraszyć, ale rzadko zdarzało się, by ktoś patrzył na mnie z takim złem wypisanym wprost na twarzy.

Odkryj więcej niesamowitych treści